środa, 22 marca 2017

Prezentacja ShinyBox 'Pani Wiosna' | Promocja w Rossmannie | Wyniki blogowego rozdania.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na blogowy miszmasz. Poza ogłoszeniem wyników organizowanego przeze mnie w dniu 19 lutego 2017 roku rozdania przygotowałam także krótką prezentację wiosennego ShinyBoxa, a także informację o obowiązującej w Rossmannie promocji na detergenty i środki czystości.

Wiosenny ShinyBox zatytułowany Pani Wiosna trafił w moje rączki dzisiaj z samego rana. To drugi Box z trzymiesięcznej, wykupionej przeze mnie subskrypcji. W marcowym ShinyBoxie znalazłam siedem pełnowymiarowych produktów i jeden mini-produkt. Zawartość oceniam 6/10. Dołączona rękawiczka to wybór klientek- wypełniając ankietę miałyśmy możliwość zadecydować czy chcemy aby znalazła się ona w pudełku czy też nie- ja nie byłam do niej przekonana, nie wiem czy się polubimy. O serum do rzęs myślałam już jakiś czas temu, obawiam się jednak, że nie będę się w stanie się zmobilizować i systematycznie stosować tego preparatu. Szamponów nigdy dość, a Schaumę bardzo lubię- trafiłam na wariant zwiększający objętość. Maseczek nie stosuję zbyt często- może dołączę ją do paczki niespodzianki? Po róż miałam wybrać się do drogerii- może niekoniecznie po kremowy no ale cóż- przetestujemy. Papka do cery trądzikowej ciekawi mnie bardzo mocno i jutro rozpocznę testowanie. Krem do stóp będzie towarzyszył mi w górach. Mini wersja suchego szamponu odnajdzie swoje miejsce w torebce- szkoda, że ostatnio zaopatrzyłam się w Batiste, rzadko używam tego typu produktów, właściwie to wcale, a wspomniany wyżej zakupiłam 'tak na wszelki wypadek'. Recenzje poszczególnych kosmetyków, a także rękawiczki do poprawy makijażu będą pojawiły się na moim blogu na bieżąco, także zachęcam do śledzenia moich postów.

  • Serum do rzęs LASHVOLUTION
  • Szampon do włosów SCHAUMA z linii Nature Moments SCHWARZKOPF
  • Hydrożelowa maseczka ultra nawilżająca Efekt Mezopotamii BIELENDA
  • Kremowy róż do policzków BELL
  • Polska papka do cery trądzikowej JADWIGA
  • Krem do stóp, regulator potliwości z linii Good Foot DELIA
  • Mini rękawica do poprawy makijażu Quick Treat Unicornection GLOV
  • MINI suchy szampon Got2b SCHWARZKOPF  
Korzystając z okazji, że zamieszczam dzisiaj ten wpis postanowiłam wspomnieć Wam 
obowiązującej promocji w drogeriach sieci Rossmann. Promocja trwa od 21 marca do 30 marca bieżącego roku zarówno w stacjonarnie jak i robiąc zakupy on-line. Przy zakupie trzech dowolnych produktów do prania, zmywania lub sprzątania- najtańszy GRATIS.

No i na sam koniec WYNIKI ROZDANIA. Zanim jednak przejdę do ogłoszenia ich- bardzo serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom za udział. Chciałabym zwrócić się również do osób, które usuwają mnie z 'obserwowanych' tylko dlatego, że nie zostali wylosowani. To przykre i troszkę niezrozumiałe- tym bardziej, że przy kolejnym rozdaniu zaczynacie obserwować moją stronę ponownie.
 
Drogą losowania nagroda trafia do DARII, autorki bloga tylkomarzeniablog.blogspot.com. 
GRATULUJĘ i proszę o maila z adresem do wysyłki.

Jestem ciekawa czy macie już swojego marcowego ShinyBoxa? Czy Pani Wiosna zapukała już do Waszych drzwi? Co myślicie o zawartości pudełeczka? Byłyście w Rossmannie? Podoba Wam się promocja?
Czytaj dalej »

niedziela, 19 marca 2017

Zastosowanie kwasu hialuronowego | recenzja 1% kwasu od Zrób Sobie Krem.

Witam Was bardzo cieplutko. Jak wiecie- powtarzam to dość często tworząc podobne tego typu wpisy- jestem zwolenniczką produktów o wszechstronnym zastosowaniu. Multifunkcyjność kosmetyków ma wiele zalet- oszczędzamy pieniądze, a także miejsce w naszej kosmetyczce, nie musimy zabierać ze sobą kilku nieporęcznych butelek w podróż, nie musimy dźwigać zbędnego bagażu. Dodatkowo wielozadaniowe kosmetyki sprawdzają się u mnie bardzo dobrze, nie rozumiem stwierdzenia, że 'jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego'.

Kwas hialuronowy zakupiłam kilka tygodni temu na ZSK (Zrób Sobie Krem). W sieci znalazłam mnóstwo pozytywnych opinii, podbił on zarówno blogosferę jak i rynek kosmetyczny- ciągle pojawiają się nowe mazidła do pielęgnacji ciała z hialuronem w składzie.

Realizując zamówienie na ZSK zastanawiałam się jaką pojemność kwasu hialuronowego wrzucić do koszyka. Wybrałam najmniejszą buteleczkę - 30ml za 5.90. Na stronie dostępne są także rozmiary większe - 60ml, 115ml, 1kg, a nawet 5kg, ja jednak nie chciałam szaleć (miałam już w koszyku inne produkty do wypróbowania).

Żel hialuronowy z ZSK to bezwonna i bezbarwna substancja o żelowej konsystencji. Jeśli chodzi o wchłanialność- wszystko zależy od sposobu aplikacji- już wyjaśniam. Żel stosowałam na różne sposoby testując go jak tylko jest to możliwe. Początkowo aplikowałam go na suchą skórę dłoni i na twarz. Przezroczysta galaretka wchłania się w oka mgnieniu. Najpierw delikatnie się lepi, ale już chwilkę po tym pozostaje po niej śliska, przyjemna w dotyku skóra. Koleżanka poradziła mi, abym kwas hialuronowy używała na zwilżoną twarz- wtedy wchłania się owszem troszkę dłużej, ale podobno działa znacznie lepiej. Czy tak rzeczywiście jest? Warto spróbować i jednego i drugiego sposobu. Ja różnicy nie zauważyłam, więc stosuję na suchą skórę. Kwas hialuronowy łączę także z innymi składnikami. Bardzo lubię dodawać go do kremu pod oczy, do kremów do twarzy czy rąk, a także do oleju. Na buzię nakładam odrobinę mieszanki kwasu z olejem z pestek dyni. Takie serum stosuję na noc. Kilka razy zdarzyło mi się wkroplić kwas do jedwabiu do włosów z Green Pharmacy- nie przyspieszyło to przetłuszczania włosów, ani nie obciążyło kosmyków. Jak widzimy- kwas hialuronowy stosować można naprawdę na różne sposoby. Można więc puścić wodzę fantazji i stworzyć świetny, bogaty w skład kosmetyk za grosze.


  • Stosowany pod oczy otwiera spojrzenie. Sprawia, że skóra wygląda na mniej zmęczoną. Jest odświeżona i pełna blasku- zabrzmiało jak z reklamy, ale tak rzeczywiście jest. Stosowałam zarówno solo jak i z żelem pod oczy od firmy Yves Rocher, który już sam w sobie ma rewelacyjny skład. 
  • Buteleczkę kwasu mam przy sobie w pracy. Po umyciu rąk zamiast kremu używam niewielkiej ilości hialuronowgo cudeńka. Produkt nie wchłania się tak długo jak krem dlatego też od razu mogę zabrać się za swoje obowiązki. 
  • Dodatek do masek, odżywek i serum do włosów? Jak najbardziej. Kwas hialuronowy nawilża, zmiękcza włosy bez efektu obciążenia i bez przetłuszczania ich. 
  • Serum do twarzy- wieczorem po wykonaniu demakijażu i posmarowaniu buzi tonikiem odczekuję kilka chwil, a następnie aplikuję kwas hialuronowy. Moja mieszana cera skłonna do wyprysków nareszcie się uspokaja. Kwas łagodzi podrażnienia. Działa kojąco na małe ranki czy ropne wypryski. Nie wysusza, ale także nie blokuje porów. 
  • Olejowa mieszanka. Tak jak wcześniej wspominałam, do twarzy używam także połączenia oleju z kwasem hialuronowym. Stosuję olej z pestek dyni, który wyrównuje koloryt i nawilża buzię. Kwas dodatkowo działa zbawiennie na moją cerę, która przez antybiotykowy tonik (o nim napiszę oddzielną notką) szybciej się przesusza i jestem nieprzyjemnie napięta. 
  • Dodatkowo kwasu używam do pielęgnacji ust po wykonaniu cukrowego peelingu, wcieram w skórki wokół paznokci. 
  • NIE BÓJCIE SIĘ TEGO KWASU! Nie jest on ani troszkę straszny :)
Jestem ciekawa czy znacie kwas hialuronowy? czy go używacie i w jaki sposób? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

piątek, 10 marca 2017

Moja współpraca z firmą Selfie Project | Krem CC, skóra młoda z niedoskonałościami

Witam Was bardzo cieplutko. Jakiś czas temu udało mi się nawiązać współpracę z marką Selfie Project. W ramach współpracy otrzymałam do testów chusteczki do demakijażu twarzy, maseczkę oczyszczającą, a także krem CC, o którym  chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć. Na początek- kilka słów o marce. Selfie Project to linia kosmetyków stworzona do pielęgnacji skóry młodej z niedoskonałościami. Buzia młodej osóbki, wbrew pozorom, jest baaardzo wymagająca. Nastolatkowie, a także dwudziestoparolatki notorycznie zmagają się z niedoskonałościami, wypryskami, a także z błyszczeniem się spowodowanym produkowaniem nadmiaru sebum. 
Selfie Project obrało sobie za cel skutecznie zwalczyć wszystkie wyżej wspomniane problemy i sprawić, aby po latach okres wkraczania w dorosłe życie nie był jedynie przykrym wspomnieniem i żeby nie kojarzył się tylko z marzeniem o pięknej buzi i wyśmiewaniem przez rówieśników, którzy potrafią (mówię z własnego doświadczenia) nieźle uprzykrzyć ten czas. Selfie Project ze sztabem profesjonalistów na czele opracowało program pielęgnacji młodej skóry z niedoskonałościami, który składa się z czterech podstawowych kroków: oczyszczania, złuszczania, nawilżania i upiększania. Dzisiaj tak jak wspomniałam- recenzja kremu CC, natomiast za kilka dni postaram się zamieścić opinię o dwóch pozostałych produktach otrzymanych do testów, a także opowiedzieć Wam troszkę o innych kosmetykach od SP. 
Krem CC to delikatny krem koloryzujący stworzony z myślą o osobach młodych, borykających się z problemem zanieczyszczonej cery, skłonnej do wyprysków i błyszczenia się. Pozbawiony takich substancji jak: parabeny, SLS i SLES, a także olej parafinowy, idealnie nadaje się do stosowania każdego dnia. W swoim składzie zawiera bioaktywny węgiel oraz wyciąg z pink pamelo. Produkt przebadany jest dermatologicznie, toteż nie uczula i nie powoduje podrażnień. Nie jest testowany na zwierzętach. 
Skład (ingredients): Aqua, Glycerin, Isononyl Isononanoate, Cyclopentasiloxane, Boron Nitride, CI 77891, Octyldodecanol, Mica, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Dimethicone, Charcoal Powder, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract, Octyldodecyl Xyloside, PEG-30 Dipolyhydroxystearate, Polysorbate 60, Sorbitan Isostearate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, CI 77499, CI 77491, Tin Oxide, Citric Acid, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Citral, Citronellol, Coumarine, Limonene, Linalool.
Jaka jest moja opinia o kremie CC od Selfie Project? Jest naprawdę delikatny, niestety posiadaczki cery wymagającej, które cenią sobie dobre krycie nie będą zadowolone. Produkt kryje jedynie drobne niedoskonałości- zresztą zgodnie z zapewnieniami producenta. Ujednolica koloryt bez efektu maski. Make up no make up? Jak najbardziej. Po nałożeniu kremu na buzię uzyskamy subtelny makijaż, wręcz niewidoczny. 
Bardzo polubiłam się z tym produktem, stosuję go do pracy używając jednocześnie pudru sypkiego lub w kamieniu, oraz na wyjścia z przyjaciółmi czy na chociażby zakupy. Czuję się pewniej ze świadomością, że 'mam na sobie makijaż'. Po wykończeniu pudrem, a także solo - krem CC nie roluje się, ani nie rozwarstwia, nie uwydatnia także suchych skórek i pierwszych zmarszczek. Nawilża. Obecność 'fotoczułych pigmentów' o których wspomina producent, sprawia, że buzia wygląda na świeżą i wypoczętą. 
Krem CC zamknięty jest w miękkiej 30 ml tubce. Produkt jest dość rzadki, mimo to wydajny. Ładnie pachnie, pudrowo-kwiatowy aromat bardzo przyjemny dla nosa, nie drażniący. Krem CC dostępny jest w jednym, uniwersalnym kolorze, wtapiającym się w odcień skóry. Jestem osobą o bardzo bladej cerze, produkt jest dla mnie idealny, niemniej jednak uważam, że osoby o ciemniejszej karnacji także będą z niego zadowolone. 
Produkty Selfie Project dostępne są w Rosmannie- zarówno w internetowej drogerii on-line jak i stacjonarnie. Nie są drogie, a ceny wahają się od 4 do 17 złotych. Krem CC jest najdroższy ze wszystkich produktów tej marki i kosztuje ok. 16.99. 

Jestem ciekawa co myślcie o kosmetykach marki Selfie Project. Miałyście okazję przetestować recenzowany przeze mnie krem CC bądź inne produkty tej firmy? Jak radzicie sobie/radziłyście z pielęgnacją cery młodej, wymagającej szczególnej pielęgnacji?
Zapraszam do zapoznania się z ofertą- KLIK.
Czytaj dalej »

niedziela, 5 marca 2017

Delia cosmetic, Good Foot fizzing bath bombs for feet | musujące kulki do kąpieli stóp

Witam Was bardzo cieplutko. W lutym postanowiłam skusić się na kolejnego już Shinyboxa- tym razem zakupiłam trzymiesięczną subskrypcję. Udało mi się skorzystać z promocji i wraz z Winter Spa otrzymałam również w gratisie drugiego boxa - Dobra Partia.
Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję musujących kulek do kąpieli stóp od Delii, ale już niebawem zamieszczę także kolejne wpisy prezentujące zawartość poszczególnych boxów.
Przyznam szczerze, że te musujące kulki nie zachwyciły mnie ani troszkę. Uważam, że jest to naprawdę zbędny produkt. Producent obiecuje, że kąpiel stóp z dodatkiem kuleczek: wybiela paznokcie, zmiękcza modzele i twardą skórę stóp, oczyszcza, odświeża i działa relaksująco.
Powiem tak: produkt rzeczywiście jest w stanie spełnić te oczekiwanie, ale to samo zrobi niemalże każdy płyn do kąpieli czy żel pod prysznic, w związku z czym nie kupię go ponownie.

Stosowanie: jedną lub dwie kuleczki musujące należy umieścić w ciepłej wodzie aż do rozpuszczenia się. Tutaj rozczarowanie- spodziewałam się, że kulki rozpuszczą się szybko natomiast ja musiałam rozkruszać je stopami :) Czy pachną? Nie wyczułam tego delikatnego aromatu odprężającego moje zmysły. Woda zabarwiła się na żółto. Stopy należy moczyć przez około 5 do 10 minut. Po tym czasie skórę delikatnie osuszamy ręcznikiem. Rzeczywiście jest ona przygotowana do dalszego zabiegu pedicure.

Opakowanie zawiera 12 kuleczek o średnicy około 1.5 cm. Zapakowane zostały w strunową torebeczkę chroniącą dodatkowo przed wilgocią. Kuleczki mimo to przechowywać należy w chłodnym i suchym miejscu. Ja swoje trzymam w lodówce.
Pomimo, że kuleczki nie zachwyciły mnie- zużyję je wszystkie. Jestem gadżeciarą i lubię kosmetyczne nowości, ale do tych kulek nie powrócę.
Znacie te kuleczki? Macie swoje lutowego ShinyBoxa? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

czwartek, 2 marca 2017

Ambra - centrum perfum lanych | Moja opinia o zamiennikach / odpowiednikach z tej firmy.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Ambra, to polski, internetowy sklep on- line oferujący zamienniki znanych na całym świecie wód perfumowanych i toaletowych. W swoim asortymencie firma posiada również żele pod prysznic, antyperspiranty, a także wody po goleniu. Ambra to odpowiedniki perfum z górnej półki. Jak widzicie na zdjęciu powyżej- produkty z Ambry skradły moje serce i mam już całkiem sporą kolekcję przepięknie pachnących buteleczek o najróżniejszych pojemnościach.
Jeżeli już o rozmiarach mowa - Ambra oferuje nam możliwość zakupu perfum w trzech różnych flakonikach (35ml, 60ml i 108ml). Wszystkie wykonane są ze grubego, solidnego szkła; atomizery natomiast zdarzają się metalowe oraz plastikowe. Na butelkach naklejone są nalepki z numerem perfum. Zarówno na stronie jak i w katalogu każdy produkt ma swój kod. Uwaga- napisy bardzo szybko się ścierają.
Zanim przejdę do opisania czy warto skusić się na zamienniki tej firmy, kilka słów o możliwościach jakie daje nam Ambra. Otóż drogie Panie- rejestrujmy się! :) Po założeniu konta, za każde zrealizowane zamówienie otrzymujecie punkty lojalnościowe, które następnie wymieniacie na pieniążki, a te z kolei na kolejne buteleczki perfum- czy to nie cudowne? Dodatkowo na Ambrze bardzo często obniżone są koszty wysyłki co moim zdanie bardzo zachęca do zakupu w przypadku, kiedy zamawiacie mniejsze ilości perfum. Darmowa dostawa od 250 złotych.
Z Ambrą można również nawiązać współpracę. To troszkę takie bycie konsultantem. Czy się opłaca? Odpowiedź pozostawiam Wam odsyłając na stronę TUTAJ

Zamienniki z tej firmy są naprawdę rewelacyjne, moim zdaniem- najlepsze. Dlaczego? 
  • Po pierwsze podobieństwo do oryginału- no tutaj padłam! Uważam, że "Ambrowe aromaty" nie różnią się od markowych perfum.
  • Są bardzo trwałe. Oczywiście zabieram ze sobą do torebki buteleczkę, ale nie jestem zmuszona psikać się nimi co pół godziny.
  • Nie brudzą ubrań i nie pozostawiają śladów na materiale. Atomizer rozpyla delikatną mgiełkę. 
  • Nie uczulają i nie podrażniają mnie, nawet wtedy, kiedy stosuję je bezpośrednio na szyję, gdzie skóra jest wrażliwa i delikatna. 
  • Cena niska- to właśnie wpłynęło na moją ocenę przy określeniu ich mianem 'najlepszych'.
  • Flakoniki - od kiedy poznałam Ambrę nie stałam się posiadaczką kolejnych podłużnych buteleczek krzyczących - jestem podróbką! :)

Na stronie Ambry znajdziecie perfumy damskie takich marek jak
Armani, Beyonce, Bottega Veneta, Bruno Banani, Cacharel, Calvin Klein, Carolina Herrera, Chanel, Chloe, Chopard, Christina Aguilera, Cindy Crawford, Clinique, Coty, D&G, Davidoff, Dior, DKNY, Elizabeth Arden, Escada, Fendi, Gabriela Sabatini, Givenchy, Gucci, Guerlain, Hermes, Hugo Boss, Isabella Rossellini, Jean Paul Gaultier, Jennifer Lopez, Jimmy Choo, Joop, Justin Biber, Kenzo, Lacoste, Lady Gaga, Lancome, Lanvin, Laura Biagiotti, Lolita Lempicka, Marc Jacobs, Max Mara, Mercedes, Mexx, Michael Kors, Miyake, Moschino, Naomi Campbell, Narciso Rodriguez, One Direction, Paco Rabanne, Paris Hilton, Prada, Ralph Lauren, Rihanna, Roberto Cavalli, Thierry Mugler, Trussardi, Versace, Victor&Rolf, Yves Saint Laurent. 
oraz męskie zamienniki: Adidas, Antonio Banderas, Armani, Azzaro, Bvlgari, Calvin Klein, Carolina Herrera, Chanel, Clinique, D&G, Davidoff, Diesel, Dior, Escada, Givenchy, Gucci, Guerlain, Hermes, Hugo Boss, Jean Paul Gaultier, Joop, Kenzo, Lacoste, Mercedes, Miyake, Montblanc, Paco Rabanne, Prada Thierry Mugler, Tom Ford,

Poza podstawowych podziałem na męskie i damskie, Ambra określiła perfumy ze względu na typ zapachu jak i sugerowane zużycie. Uważam, że jest to świetny pomysł zarówno dla tych, którzy mają swoje ulubione nuty zapachowe, jak i dla tych, którzy gubią się w świecie aromatów.
Kategoria- typ zapachu prezentuje się następująco: drzewny, kwiatowy/orientalny, lawenda/paproć, orientalny/ambrowy/słodki, szyprowy/paczuli, świeży/cytrusowy/wodny/morski. 
Sugerowane użycie to podział na perfumy polecane na dzień i na wieczór.

No, uważam, że wyczerpałam temat w 100% :) Teraz Was zapraszam do aktywności w komentarzach. Jestem ciekawa waszej opinii. Znacie Ambrę? Używacie zamienników czy sięgacie po 'oryginałki'? 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 27 lutego 2017

Organiczny olej z pestek dyni (Cucurbita Pepo Seed Oil) | zamówienie ze strony Zrób Sobie Krem.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję zimnotłoczonego oleju z pestek dyni od firmy Zrób Sobie Krem. Produkt zakupiłam kilka tygodni temu i od tamtej pory odkryłam mnóstwo zalet jego stosowania. Postanowiłam opowiedzieć Wam o nim, gdyż uważam, że mało informacji na jako temat znaleźć można w sieci.
Na stronie ZSK olej można zakupić w buteleczkach o różnych pojemnościach (dostępne: 15ml, 30ml, 60ml, 115ml, 400ml).
Ja stałam się posiadaczką 30ml plastikowej buteleczki i ubolewam nad tym, że nie wzięłam większej ilości produktu. Nic jednak straconego- w najbliższym czasie planuję ponownie odwiedzić internetowy sklep i zaopatrzyć się w kilka nowych olejków, a także w kwas hialuronowy, o którym także zamierzam Wam niebawem napisać.

Zanim przejdę do recenzji oleju z pestek dyni, chciałabym pokrótce zdefiniować słowo ORGANICZNY. Co oznacza taki zwrot? Czy warto inwestować w organiczne kosmetyki? Czy rzeczywiście są lepsze od kosmetyków naturalnych?
Definicji tego słowa w Internecie można odnaleźć naprawdę wiele. Firmy kosmetyczne coraz częściej sięgają po produkty bio, takie, które przyciągają dość dużą grupę klientów. No bo, która z nas nie chciałaby sięgać po 'zdrowe' produkty do pielęgnacji ciała, po produkty pozbawione zbędnej, otaczającej nas zewsząd chemii?
Kosmetyk organiczny musi spełniać bardzo zasadnicze normy, jego skład musi być minimum w 90% wyprodukowany ze składników naturalnych pochodzenia organicznego. Taki produkt uzyskuje certyfikat renomowanej organizacji, która przeprowadza kontrolę. Należy więc z przymrożeniem oka patrzeć na zapewnienia producentów, a sugerować się oznaczeniami na etykiecie.

Wracając do bohatera dzisiejszego wpisu chciałabym zacząć od specyfiki produktu. Zakupiony przeze mnie olej ma pomarańczową barwę i jest dość rzadki. Niestety nie jest on w pełni pozbawiony zapachu, przez co osoby o wrażliwych nosach nie koniecznie mogą go polubić. Ja, pomimo, że przywiązuję dużą uwagę do aromatów stosowanych przeze mnie kosmetyków jestem w stanie zaakceptować je, jeśli działanie jest tego warte.
Olej z pestek dyni ma dla mnie wielofunkcyjne zastosowanie. Używam go do pielęgnacji ciała, twarzy, a także włosów.

  • Jestem posiadaczką cery mieszanej, skłonnej do wyprysków. Oleje - nawet te o lekkiej, mniej tłustej konsystencji - średnio się u mnie sprawdzają. Zazwyczaj po kilku dniach stosowania w zamian otrzymywałam niespodziankę w postaci zanieczyszczonej buzi. Olej, o którym dzisiaj mowa, nawilża moją cerę, sprawia, że stała się ona bardziej miękka. Podoba mi się efekt ujednolicenia koloru. Początkowo bałam się, że olej zabarwi moją skórę- na szczęście nic takiego się nie stało. Co z zaskórnikami? Mam wrażenia, że drobne niedoskonałości zmniejszają swoją objętość, goją się szybciej i powoli znikają. Zniknęły także suche skórki w okolicy płatków nosa i ust. Oleju używam pod makijaż- w wersji solo, lub w połączeniu z kwasem hialuronowym. Podkład nie roluje się na mojej buzi, trwałość nie ulega zmianie. Olej dość szybko się wchłania, toteż już po kilku minutach mogę rozpocząć aplikację produktu na twarz. 
  • Olej z pestek dyni nakładam także na włosy. Jestem średnioporowatą istotką z fryzurą ściętą na boba. Nie mogę pozwolić sobie więc na nakładanie oleju na suche włosy jako serum, ale przed umyciem- jak najbardziej. Olej nawilża moje kosmyki, regeneruje je i odżywia. włosy ładnie lśnią. Produkt dobrze zmywa się szamponem z SLS, delikatniejszy mógłby sobie nie poradzić- olej to jednak olej. 
  • Skórki wokół paznokci, opatrunek na suche, wymagające pielęgnacji miejsca. Olejowa pielęgnacja towarzyszy mi od kilku dobrych lat. Bardzo cenię sobie dobroczynne właściwości olejów zimnotłoczonych. Jestem zagorzałą fanką mieszanek olejowych o wszechstronnym zastosowaniu. 

Jestem ciekawa co myślicie o tym oleju. Znacie? Lubicie? A może mogłybyście polecić mi coś innego do twarzy? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

niedziela, 26 lutego 2017

Masaż szczotką na sucho? | For Your Beauty, Holz, drewniana szczotka do masażu.

Witam Was bardzo cieplutko. O wykonywaniu masażu szczotką na sucho i jego zbawiennych właściwościach w Internecie przeczytać można wiele. I ja na wypróbowanie tejże metody skusiłam się około dwa lata temu. Nie byłam jednak systematyczna na tyle, aby móc dokładnie opisać jak u mnie sprawuje się taki masaż i jakie korzyści mogę z niego czerpać. Dzisiaj, po kilkumiesięcznym codziennym zabiegu mogę śmiało wymienić wszystkie plusy i minusy stosowania. Zapraszam na wpis.

Szczotka, którą zaprezentowałam na zdjęciach ma już dwa lata, jak widzimy- nie jest ona na tyle zniszczona, abym była zmuszona ją wymienić. Producent zaleca czyścić ją co jakiś czas myjąc delikatnie wodą z szamponem. Zgodnie z jego zaleceniami- oczyszczam więc szczotką średnio raz w miesiącu. Zakupiłam ją w Rossmannie, pamiętam, że była wtedy na promocji i zapłaciłam za nią około 10 złotych. Wtedy w sieci zarówno o niej jak i o innych szczotkach przeznaczonych do masażu- było bardzo głośno. Porównywalnie kupiłam jeszcze jedną szczotkę- od firmy Oriflame, była ona jednak o wiele mniejsza niż ta z firmy For Your Beauty.
Szczotka wykonana jest z drewna, włosie z naturalnej szczeciny, natomiast wypustki ze sztucznego tworzywa. Z tyłu szczotki zamontowany jest gruby pasek- taka taśma, która ułatwia użytkowanie.
Włosie bardzo dobrze się trzyma, nie wypada za co bardzo bardzo duży plus. Zaokrąglone wypustki dodatkowo wspomagają wykonywanie masażu i uprzyjemniają zabieg. Moim zdaniem to one przyczyniają się do tego, że szczotka, pomimo intensywnego w ostatnim czasie stosowania, nie zdeformowała się. Wypustki po prostu uniemożliwiają zbyt mocne dociskanie szczotki do ciała.
Przejdźmy do najważniejszego, a mianowicie do działania. Do dzisiaj pamiętam pierwsze moje jej zastosowanie. Pamiętam, że wtedy nie dbałam zbytnio o odpowiedni poziom nawilżania mojej skóry na nogach. Po powrocie z Rossmanna zabrałam się za testowanie i nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. Moja skóra na nogach zaczęła po prostu pylić. Mnóstwo białego pyłku unosiło się przy każdym ruchu szczotki- to był martwy naskórek. Byłam w szoku jak mogłam pozwolić sobie na takie zaniedbanie? Nie koniecznie- po prostu nawet nie pomyślałam, że takie coś może mieć miejsce. Po pierwszym zabiegu moja skóra wymagała porządnej dawki nawilżenia. Zainwestowałam więc z masło do ciała i zaspokoiłam jej potrzeby. Produkt wchłonął się bardzo szybko. Drugi dzień- kolejny masaż. Tym razem już nie było takiego spektakularnego efektu jak za pierwszym razem. Potem przyszła sesja i szczotka poszła w niepamięć. Zdarzało mi się używać ją co jakiś czas ale nie na tyle systematycznie, aby zauważyć znaczącą różnicę. Poza tym- masło do ciała robiło swoją robotę.

Kilka miesięcy temu postanowiłam od nowa wziąć sprawy w swoje ręce i chociaż teraz odżywianie skóry i wzmożona jej pielęgnacja nie są mi obce- powróciłam do masażu szczotką na sucho. Pchnęła mnie ku temu głównie chęć zniwelowania pojawiającego się cellulitu, który koniecznie musi zniknąć do lata :)

Tym razem nie 'pyliłam' tak jak kiedyś. Codziennie przez kąpielą wykonywałam dłuższe bądź krótsze sesje w zależności od czasu bądź depilacji ciała. Po umyciu i osuszeniu się ręcznikiem, w skórę wcierałam balsamy, masła czy olejki do ciała.
Co zauważyłam?
Po pierwsze- moja skóra stała się wyraźnie gładsza, bardziej napięta i elastyczna. Taki efekt osiągnęłam już po kilku dniach stosowania.
Po drugie- problem wrastających się włosków powoli odchodzi w niepamięć.  Jestem niestety skłonna do tego typu niespodzianek. Minus depilacji depilatorem elektrycznym. Od kilku tygodni zauważyłam coraz mniej czerwonych charakterystycznych krostek.
Po trzecie- redukcja cellulitu. Masaż szczotką na sucho rzeczywiście przynosi rezultaty- tak jak wspominałam, skóra jest o wiele bardziej napięta niż przed podjęciem wyzwania. Pomarańczowa skórka zmniejsza swoją objętość. Mam świadomość, że do całkowitego jej wyeliminowania niezbędna jest odpowiednia dieta, aktywność fizyczna i preparaty wspomagające, ale ja już widzę różnicę. Zobaczymy co będzie za kilka miesięcy.
Po czwarte- lepsze samopoczucie. Nie wierzyłam za bardzo na wpływ szczotki na moje zdrowie psychiczne, jednak zaczynam się przekonywać, że to wszystkie informacje w sieci na ten temat to nie historie wyssane z palca. Taki masaż rzeczywiście pobudza do działania. Sprawia, że mam więcej siły, więcej motywacji i więcej energii.
Po piąte- zaoszczędziłam na peelingach do ciała. Teraz, odkąd szczotka towarzyszy mi przed kąpielą, rzadziej sięgam po scruby czy żele peelingujące. A kiedy już to robię to używam ich tylko i wyłącznie w miejscach, gdzie szczotka nie wchodzi w grę.

No właśnie, skoro już o tym wspomniałam- na sam koniec napiszę Wam jeszcze, które partie ciała masuję szczotką i od jakiej kolejności zaczynam. Technik szczotkowania w Internecie znajdziecie dużo. Ja tworząc tego posta nie szukałam informacji jak to robią inni, gdyż nie chciałam się tutaj niczym sugerować. Chciałam przedstawić Wam swój punkt widzenia.
Ja, zarówno wykonując masaż jak i wcierając produkty do pielęgnacji ciała zawsze kieruje się zasadą 'od dołu ku górze'- tak więc zaczynam od pięt, łydek, po kolana w kierunku pupy. Następnie delikatnie brzuch i ręce- od dłoni po obojczyki. Nie masuję biustu, ani szyi czy dekoltu, gdyż skóra w tych miejscach moim zdaniem jest zbyt delikatna.

Kochane nie pozostaje mi nic innego niż zachęcić Was do wypróbowania tej metody. Naprawdę warto!
Jestem ciekawa czy używacie szczotek do masażu? Jakie są Wasze przygody z nią związane i jakie efekty zauważyłyście? Macie może tą szczotkę co ja czy inną? Co polecacie? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia