wtorek, 10 lipca 2018

CIEN - pielęgnująca sól do kąpieli wanilia & pistacja

O jednej z soli oferowanych przez markę Cien wyprodukowaną specjalnie dla sieci sklepów Lidl miałyście okazję przeczytać na moim blogu kilka postów wstecz. Wtedy pod lupę wzięłam wersję rozgrzewającą z imbirem i kardamonem. Z racji tego, iż bardzo polubiłam się z tamtym produktem postanowiłam przetestować inne warianty i troszkę Wam o nich napisać. Dzisiaj będzie pistacjowo-waniliowo...

Sole do kąpieli marki Cien to z pewnością moi ulubieńcy. Plus za cenę, a także warianty zapachowe, które wprost uwielbiam. Wanilia i pistacja również skradły moje serce przywołując wakacyjne wspomnienia i smak lodów pistacjowych z Zielonej Budki kupionych na Kowarskiej starówce.
Produkt pięknie zabarwia wodę przy czym pozytywnie nastraja do życia. O ile wersja kardamonowa i jej zapach nieco mnie uspokajały o tyle ten wariant sprawia, że budzę się na nowo.
Duże kryształki soli bez problemu rozpuszczają się w wodzie uwalniając aromat, który wyczuwalny jest już po odkręceniu plastikowej buteleczki. Tak jak wspominałam wcześniej - cena należy do śmiesznych, gdyż za około 4 złote otrzymamy aż 600 gram produktu.

Sól nie wysusza, nie podrażnia ani nie uczula mojej skóry. Moim zdaniem wykazuje delikatne właściwości dezynfekujące i odkażające. Czy pielęgnuje? Uważam, że warto się nią wspomóc chociażby ze względu na unoszący się w łazience aromat i kolorową kąpiel. Ja polubiłam takie SPA i bardzo chętnie sięgam po sole do kąpieli marki Cien.
Jestem bardzo ciekawa czy kupujecie sole do kąpieli z supermarketów i czy ufacie tego typu markom? Ja bardzo cenię sobie niektóre kosmetyki z Cienia i chętnie po nie sięgam. Uważam, że nie zawsze droższe znaczy lepsze.

Czytaj dalej »

sobota, 30 czerwca 2018

SEPHORA COLLECTION BATH - rolling in the grass (rouler dans l'herbe) and let's have fun (ce soir on sort) | Odświeżająca mgiełka nawilżająca do ciała i perfumowana mgiełka do ciała

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją dwóch produktów z serii kąpielowej Sephora Collection Bath, a mianowicie z odświeżającą mgiełką nawilżającą o lekkiej niczym piórko formule oraz perfumowaną, niezwykle świeżą mgiełką, którą koniecznie musicie wypróbować w tegoroczne wakacje!

Turlam się w trawie...
Zacznijmy od sprayu, który przypadł mi do gustu pomimo tego, iż na co dzień, bez względu na porę roku sięgam po mocniejsze aromaty. Produkt z pewnością spodoba się wielbicielkom lekkich zapachów, świeżych i nienachalnych. Mgiełka nieco przypomina ogórkowy tonik do twarzy z firmy Ziaja. Wyróżnia się ziołową nutką, odświeża i nie pozostawia na ubraniach śladów. Producent zaleca stosować produkt bezpośrednio na skórę jak i na włosy, mi jednak zdarzyło się kilka razy spryskać nią delikatnie mój T-shirt i nic się z nim nie zadziało. Mgiełka zamknięta jest w 100ml plastikowej buteleczce. To bardzo praktyczne rozwiązanie - z powodzeniem możemy wrzucić ją w torebkę bez obaw, że flakonik się potłucze. Poza tym - plastik  jest o wiele lżejszy. Zapach mgiełki utrzymuje się dość długo na naszym ciele.

Wychodzę wieczorem...
Drugim produktem, o którym chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć jest odświeżająca mgiełka nawilżająca, którą cenię sobie głównie za szybkie wchłanianie i brak tłustej warstewki. Nienawidzę, kiedy balsamy do ciała czy lotiony pozostawiają wyczuwalny film. Czuję się wtedy dość niekomfortowo zwłaszcza latem w związku z czym często rezygnuję z tego punktu pielęgnacji. Wychodzę z założenia, że to masło powinno być kosmetykiem o ciężkiej formule, a balsamy czy mleczka powinny nie być wyczuwalne na naszej skórze tuż po zastosowaniu. Ten produkt właśnie taki jest - lekka konsystencja bardzo mnie satysfakcjonuje i z pewnością sięgnę po niego po raz kolejny. 200 ml buteleczka z pompką to kolejny plus tuż po zapachu, który odrobinkę przypomina mi perfumy Chanel Coco Mademoiselle - choć może się mylę...

Jestem bardzo ciekawa czy znacie tą serię? Kupujecie kosmetyki marki SEPHORA? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

środa, 27 czerwca 2018

NOU pour homme OLIBAN eau de toilette | woda toaletowa dla mężczyzn OLIBAN - produkt niszowy?

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na recenzję wody toaletowej dla mężczyzn Oliban od NOU. Produkt testował mój mężczyzna niemniej jednak i ja sprytnie podkradłam flakonik parę razy. Uwielbiam otaczać się ciężkimi nutami zapachowymi, zdarza mi się również sporadycznie używać męskich perfum - po to aby czuć bliskość ukochanej osoby lub po to aby po prostu nabrać pewności siebie.

Woda toaletowa Oliban od NOU to specyficzny zapach, który z pewnością nie przypadnie do gustu każdemu. Moim zdaniem to perfumy inne niż większość dostępnych na rynku. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie - niszowe.
Woda toaletowa Oliban przypomina mi... kadzidło, ot takie właśnie jak w kościele. Nie uważam jednak, że zapach ten jest brzydki czy nie wart poznania. Wręcz przeciwnie - o ile mojemu facetowi nie spodobał się ten aromat o tyle mój kolega ze studiów uznał, że jest to jedna z lepszych wód toaletowych spośród dotychczas przez niego testowanych.
Oliban od NOU to połączenie, które ciężko jest pomylić. Wydaje mi się, że aromat rozpoznałabym nawet, jeżeli wokoło mieszałyby się inne zapachy. Bazę stanowi drzewo sandałowe, skóra, wanilia i benzoin. Nutą głowy jak i sercem tego zapachu jest tytułowy oliban.W nucie głowy znajdziemy dodatkowo rumianek, a także elemi, natomiast serce stanowią również cistus i paczuli. Brzmi nieźle?

Niezła jest również cena - wręcz śmieszna biorąc pod uwagę trwałość zapachu, dostępność na polskim rynku oraz pojemność flakonika.

Oliban od NOU to woda toaletowa zamknięta w szklanej, przezroczystej buteleczce o pojemności 50 ml. Atomizer rozpyla subtelną mgiełkę, nie zacina się oraz nie przecieka. Zapach zakupimy online, jednak bez najmniejszego problemu znaleźć można go w sieciowych drogeriach typu Rossmann, gdzie dodatkowo możemy poczuć jego nietuzinkowy aromat. Oliban należy do trwałych wód toaletowych, które z upływem czasu słabną jednak utrzymują się przez niemalże cały dzień na skórze.

Zapach oceniam pozytywnie. Choć mocny i dla niektórych odbierany jako drażniący dla mnie seksowny i niepowtarzalny. Warto przetestować!

Wodę toaletową testowałam dzięki uprzejmości ONLY YOU.

Znacie NOU? Testowałyście wodę toaletową OLIBAN
Czytaj dalej »

środa, 20 czerwca 2018

BIOLINE - manufacture of natural cosmetics / MONOI body oil - olejek do ciała 100% naturalny

OLEJEK MONOI od marki Bioline to dla mnie najlepszy z testowanych dotychczas przeze mnie olejków, a przyznam się szczerze, że miałam już ich naprawdę mnóstwo - od rafinowanych po organiczne, o stałej i ciekłej konsystencji, o lekkiej jak piórku i ciężkiej, treściwej formule. Ten produkt mogę polecić z czystym sercem, tak samo jak i polecić mogę Wam internetową drogerię TRINY, z której zakupy robię regularnie od ponad pół roku. TRINY to miejsce, w którym znajdziesz produkty naturalne, które pomogą nam w poprawie wyglądu naszej skóry i włosów.. Na stronie znajdziemy również super foody i całe mnóstwo zdrowej żywności, w której odnajdzie się każda, nawet dopiero rozpoczynająca przygodę ze zdrowym stylem życia osoba. Na TRINY poznałam marki, o których do tej pory nigdy nie słyszałam. Robiąc zakupy stacjonarnie widzimy wciąż te same firmy oferujące nam produkty typowo drogeryjne tutaj z kolei mamy możliwość zakupu kosmetyków od producentów ceniących sobie jakość i sposób tworzenia.

Wracając jednak do bohatera dzisiejszego wpisu: MONOI to olej, który stał się moim ulubieńcem już po pierwszym zastosowaniu. Urzekł mnie jego ZAPACH, delikatny jakby nieco perfumowany ale nie drażniący. Kolejny plus za KONSYSTENCJĘ, lekko stała, rozpuszczająca się w dłoniach. Jeżeli lubicie konsystencję masła shea lub olejku kokosowego to z pewnością pokochacie ten produkt, gdyż formuła olejku jest taka sama. Po trzecie - DZIAŁANIE, o którym mogłabym mówić godzinami i na sam koniec WIELOFUNKCYJNOŚĆ dzięki której sięgnę po nie go po raz kolejny!
.
Po olejek sięgnęłam po raz pierwszy kiedy spiekłam się na słońcu i moja skóra zrobiła się czerwona. Nie miałam pod ręką niczego przeciw poparzeniom więc zaryzykowałam i ... nie żałuję. MONOI złagodził moją skórę i zaczerwienienia. Ten produkt sprawdza się także idealnie po depilacji eliminując wszelkie podrażnienia. Olejek testowałam w pielęgnacji włosów i tutaj HIT - mam wrażenie, że produkt wnika wgłąb włosa, nawilża i zmiękcza pasma a dodatkowo dość lekko się go zmywa. Kilka razy nawilżałam nim buzię - nie zapycha i nie uczula. Nadaje się również znakomicie jako produkt do pielęgnacji skórek i paznokci. Olej MONOI testuje również mój chłopak - wciera go w dłonie zachwalając jego regenerujące właściwości.
Tak jak wspominałam na samym początku - olejek MONOI kupiłam w drogerii internetowej TRINY. 200 ml pojemnik wystarcza naprawdę na długo. 100% naturalny skład  (cocos nucifera oil and gardenia tahitensis flower extract), idealny jest dla wegan i wegetarian. Produkt nie jest testowany na zwierzętach, a po otwarciu pojemnika stosować możemy go przez okres sześciu miesięcy.

Jestem ciekawa co myślicie o tym olejku i czy miałyście okazję go stosować? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

niedziela, 17 czerwca 2018

BE MINE fragrance parfum woman inspired by pheromones LL lovely lovers / perfumy z feromonami - działają czy nie?

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na wpis. Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnymi już feromonami dla kobiet, a mianowicie z perfumami BeMine Fragrance. Czy rzeczywiście są one skuteczne i czy warto po nie sięgnąć? O działaniu feromonów pisałam już w TYM poście, kiedy to recenzowałam otrzymane w ramach współpracy z internetową drogerią intymną GREENER perfumy Love&desire.

Te perfumy również otrzymałam do przetestowania i w mojej opinii wypadły one naprawdę nieźle. Urzekł mnie ich zapach - bardziej kuszący i uwodzicielski niż w przypadku perfum Love&desire. Skrywające nutkę tajemnicy aromaty nadają się zarówno na dzień jak  i na noc. BeMine to połączenie  m.in. cytrusów, kwiatów i cięższej artylerii, która sprawiła, że perfumy wpisują się w moją listę ulubieńców.

Górne nuty: bergamotka, czarna porzeczka
Nuty serca: piżmo, kwiat róży, bodziszek, kwiat pomarańczy
Dolne nuty: drewno cedrowe, drzewo sandałowe, paczula

Tak jak w przypadku recenzji pierwszych perfum tak i dziś posłużę się cytatami z racji tego, że działanie feromonów jest mi zupełnie obce i nie chciałabym wprowadzać Was w błąd.
Feromony pobudzają sferę innych osób, dzięki czemu te związki chemiczne stają się atrybutem atrakcyjności, skutecznie przyciągają do nas płeć przeciwną oraz pomagają w kontaktach międzyludzkich poprzez przekazywanie pozytywnych informacji na nasz temat otoczeniu. Feromony odpowiadają za stymulację narządu nosowo-lemieszowego, zwanego VNO, a następnie impulsy są już kierowane bezpośrednio do podwzgórza mózgu, w którym tworzą się emocje oraz instynktowne reakcje. Oddziaływanie feromonów odbywa się więc w naszej podświadomości.
Feromony syntetyczne działają dokładnie tak samo jak ludzkie substancje (androstenol, androstenon i androsteron) – ich skuteczność została potwierdzona przez liczne badania i testy naukowe. Feromony są wykorzystywane w różnym celu zarówno przez mężczyzn jak i kobiety – przede wszystkim zależy im na zwiększeniu atrakcyjności oraz pewności siebie. Warto podkreślić, iż są one stosowane w życiu prywatnym, jak i również niejednokrotnie w kontaktach biznesowych.
Perfumy BeMine zostały zaprojektowane we Francji przez firmę LovelyLovers oraz wzbogacone feromonami, dzięki czemu stały się wyjątkowym produktem pobudzającym nasze zmysły. Wywołują przede wszystkim pozytywne emocje, dzięki czemu łatwiej nam sykać przychylność, czy nawet zakochanie się, euforię czy odczuwanie pociągu do danej osoby. Mówi się na nie "narkotyk miłości". Według badań, feromony działają na ludzi - aż w 98%. Na tym polega cały fenomen feromonów - na przyciąganiu i intrygowaniu. Ta 100 mililitrowa buteleczka ma w sobie prawdziwy seksapil! Perfumy te sprawią, że strzała amora uderzy bez większego wysiłku.

Jakie są moje odczucia? Poza wspomnianym przeze mnie już zapachem, który naprawdę przypadł mi do gustu spodobała mi się również buteleczka. Czarny, elegancki flakonik pięknie się prezentuje. Atomizer nie zapycha się, nic nie przecieka. Minus za to, że nie możemy "podejrzeć" zawartości. Perfumy należą do trwałych, aczkolwiek zapach dość szybko słabnie i wyczuwamy jedynie jego namiastkę. Ja również uważam, że produkt wywołuje pozytywne emocje, że pozwala nam się "otworzyć" i dodaje nam kobiecości i nieco odwagi. Nie wiem w jakim stopniu jest to placebo, a w jakim działanie feromonów ale najważniejsze, że DZIAŁA.

Na sam koniec pozostawiam Was z garścią linków, a GREENER dziękuję za współpracę. Jestem bardzo ciekawa jakie są Wasze odczucia jeśli chodzi o stosowanie produktów z feromonami oraz czy mieliście okazję testować BeMine.
Czytaj dalej »

czwartek, 7 czerwca 2018

Balance T-zone od FLOSLEK. Zestaw do pielęgnacji strefy T.

Marka FLOSLEK jeszcze do niedawna kojarzyła mi się jedynie ze znanym pewnie większości Wam świetlikiem pod oczy. Jednak Laboratorium Kosmetyczne FLOSLEK to zdecydowanie coś więcej niż tylko produkty do pielęgnacji podrażnionych okolic oczu i przemęczonych powiek.

Dzięki współpracy z portalem Only You miałam przyjemność jakiś czas temu rozpocząć testowanie produktów tejże marki, a mianowicie najnowszej linii kosmetyków stworzonych z myślą o cerze mieszanej skłonnej do zanieczyszczeń oraz pojawiania się innych problemów skórnych takich jak wągry czy nadmierne wydzielanie sebum.

Seria Balance T-zone to aż cztery produkty stworzone do kompleksowej pielęgnacji bez konieczności zakupu i stosowania kosmetyków z innej firmy. W skład zestawu, który dostępny jest w aptekach wchodzą następujące produkty:
- gommage peeling z kwasami AHA na dzień i na noc
- instant detox 2 in 1 glinka myjąca na dzień i na noc
- krem korygujący z kwasami AHA i PHA na noc
- krem normalizujący z filtrem SPF na dzień

Z własnego doświadczenia wiem, że cera mieszana należy do dość trudnych i problematycznych. Większość osób źle wybiera więc produkty do jej pielęgnacji – często przesuszone policzki i przetłuszczona strefa czoło-nos-broda wymagają szczególnego doboru kosmetyków.
Marka Floslek moim zdaniem spisała się idealnie. Uważam tak, gdyż od początków okresu dojrzewania po dzień dzisiejszy zmagam się z tym właśnie typem cery i przetestowałam już całe mnóstwo produktów od aptecznych po drogeryjne, a nawet specjalistyczne robione przez farmaceutów na receptę.
Zanim przejdę do recenzji poszczególnych produktów chciałabym jeszcze wspomnieć, że są to wegańskie kosmetyki dostępne na każdą kieszeń.

Na początek chciałabym omówić peeling z kwasami AHA dlatego, że ten wywarł na mnie największe wrażenie i poleciłam go chyba wszystkim moim koleżankom, nawet tym, które z cerą mają poważniejsze problemy niż ja. Po wyciśnięciu na dłoń odpowiedniej dawki produktu nakładamy go na twarz. Konsystencja żelu pod wpływem delikatnego masowania okrężnymi ruchami buzi zmienia się. Wyczuwamy, a także widzimy drobinki. Czym one są? Naszym naskórkiem, który złuszcza się i roluje pod palcami. Producent zaleca stosować kosmetyk codziennie przez tydzień, a następnie dla utrzymania pożądanych efektów 2-3 razy w tygodniu.
Efekt po zastosowaniu peelingu widzimy od pierwszego zastosowania. Buzia staje się gładka, bardziej promienna. Stosowałam go zgodnie z zaleceniami. W połączeniu z glinką oraz obydwoma kremami śmiało mogę stwierdzić, że strefa T zdecydowanie mniej się błyszczy oraz nie przetłuszcza się tak jak wcześniej. Pokochałam ten efekt gładkiej buzi i ujednolicony koloryt.

Drugim produktem, którego miałam przyjemność testować jest produkt 2 w 1, a mianowicie glinka myjąca, którą możemy również zastosować jako maseczkę. Instant detox 2 in 1 clay cleanser to dwufunkcyjny preparat oczyszczająco-pielęgnacyjny do cery tłustej i mieszanej na twarz, szyję i dekolt.
Chociaż nie jestem zwolenniczką kosmetyków myjących i tych do demakijażu o formule niepieniącej się ten produkt przypadł mi do gustu i trafił na listę moich ulubieńców. Jako żel do mycia stosowałam go zgodnie z zaleceniami każdego dnia rano i wieczorem, jako maseczkę - dwa razy w tygodniu na 15 minut przed pójściem spać.
Efekt matowej buzi uzyskujemy już po pierwszym zastosowaniu, dodatkowo kosmetyk redukuje wydzielanie sebum bez uczucia napięcia i przesuszenia. Glinka jest produktem o lekkiej konsystencji, idealnie gęstej, tak, aby produkt nie spływał z buzi podczas aplikacji. Zapach ledwo wyczuwalny, niedrażniący.

Krem korygujący z kwasami AHA i PHA /corrective cream/ to krem do wieczornej pielęgnacji naszej buzi. Chociaż producent zastrzega, że podczas stosowania mogą wystąpić przejściowe zaczerwienienia i łuszczenie się naskórka, które są naturalną reakcją na działanie kwasów u mnie nic takiego nie miało miejsca. Krem o lekkiej konsystencji szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstewki. Zapach delikatnie wyczuwalny - nie nachalny tak jak zresztą w przypadku całej serii. Wydajny produkt za przestępną cenę. Uważam, że produkt delikatnie rozjaśnia naskórek, wygładza go. Efekt złuszczenia w połączeniu z pozostałymi kosmetykami Balance T-zone bardzo zadowalający. Krem stosowałam zgodnie z zaleceniami wieczorem zarówno na strefę T jak i na delikatne partie skóry tj policzki i skóra wokół ust.

Ostatnim już produktem jaki miałam przyjemność testować jest krem normalizujący na dzień z filtrem 10 /normalizing cream/. Krem idealny pod makijaż, szybko się wchłania i nie powoduje rolowania się kosmetyków kolorowych. Zapewnia ochronę przeciwsłoneczną, która jest niezwykle ważna podczas kuracji kwasami. Produkt matuje skórę, wycisza ją i delikatnie nawilża nie zapychając przy tym porów. Stosuję go każdego dnia, rozprowadzając po strefie czoło-nos-broda jak i na policzkach. Pojemność kremu to tak jak w przypadku wariantu na noc - 50 ml.
Znacie serię Balance T-zone od FLOSLEK? 
Jestem bardzo ciekawa jakie są Wasze odczucia po zastosowaniu powyższych kosmetyków do pielęgnacji cery mieszanej? 
Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

niedziela, 27 maja 2018

ORIENTANA | bio serum do twarzy Neem & Tulsi oraz bio serum miód & propolis

O produktach marki Orientana od jakiegoś czasu na moim blogu zrobiło się dość głośno. Bio serum do twarzy to produkty w 100% naturalne. Bogate w wysoką zawartość składników aktywnych, ekstraktów roślinnych i olejków. Pozbawione PEGów, silikonów, parabenów, glikolu propylenowego, syntetycznych składników oraz pochodnych ropy naftowej sprawiają, że bez przeszkód stosować je mogą osoby, które cenią sobie kosmetyki naturalne, ekologiczne i nie szkodliwe dla środowiska, a także – co najważniejsze - naszego organizmu.

Zacznijmy od bio serum do twarzy Neem & tulsi. Zdaniem producenta kosmetyk przeznaczony jest do cery problematycznej, za stanami zapalnymi. Idealnie nadaje się dla osób borykających się z przetłuszczającą się skórą, podrażnioną i nieodżywioną. Zawiera ekstrakt z miodli indyjskiej wykazującej działania przeciwzapalne i antybakteryjne oraz bazylię azjatycką, która odżywia cerę, a także należy do roślin mających właściwości łagodzące i kojące problemy skórne.
Bio serum do twarzy z miodem i propolisem to z kolei produkt stworzony do osób zmagających się z cerą przesuszoną, zmęczoną i nieodżywioną oraz cienką. Producent poleca go również dla tych, których twarz pozbawiona jest blasku i jest poszarzała. Tutaj do czynienia mamy z łagodzącym podrażnienia i nawilżającym miodem, a także z propolisem, który ma za zadanie zregenerować skórę. Propolis to również zioło, które cenione jest ze względu na antybakteryjne i przeciwzapalne właściwości.
Obydwa produkty zamknięte są w szklanych, przyciemnionych buteleczkach o pojemności 30 ml. Przed pierwszym zastosowaniem serum w sposób samodzielny musimy zdjąć blokadę z butelki oraz przykręcić załączony dyspenser. Taki zabieg niewątpliwie gwarantuje nam to, iż kosmetyk nie był wcześniej otwierany i testowany przez nieproszone osoby. Producent zaleca stosować serum rano i wieczorem pod lub zamiast kremu wmasowując w oczyszczoną wcześniej skórę twarzy kilka kropelek produktu.

Zarówno wersja zielona jak i pomarańczowa pachną prześlicznie. Neem gwarantuje nam odświeżający zapach, miód natomiast otula nas przyjemnym, słodkim aromatem przypominającym mi dzieciństwo i miodowe ciasteczka mojej babci.

Z racji tego, iż jestem posiadaczką cery mieszanej skusiłam się na testowanie wariantu z miodlą indyjską i bazylią azjatycką. Bio serum z miodem i propolisem podarowałam mojej przyjaciółce, która niestety zmaga się z cerą odwodnioną i przesuszoną. Zarówno ja jak i ona jesteśmy zadowolone z efektów, jakie osiągnęłyśmy po kilkutygodniowym testowaniu.

Śmiało mogą powiedzieć, że w połączeniu z żelem o którym pisałam kilka postów wcześniej oraz mgiełką do twarzy uzyskałam bardzo zadowalające efekty. Moja buzia przestała się świecić i wydzielać zbyt duże ilości sebum w strefie T. Ropne wypryski oraz zaczerwienienia uspokoiły się. Produkt dość szybko się wchłania, a lepka warstewka nie przeszkadza na tyle abym zaprzestała jego stosowania.
Koleżanka testująca wersję dla cery suchej i podrażnionej również poleca zakup produktu. Uważa, iż ten kosmetyk wydobył blask i sprawił, że twarz wygląda na mniej zmęczoną. Suche skórki z okolicach nosa i powiek nawilżone, a skóra bardziej miękka i elastyczna.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia