sobota, 24 grudnia 2016

HIT! Zestaw pędzli do makijażu WOOD 11

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Zanim jednak przejdę do recenzji zestawu pędzli do makijażu WOOD 11, który zakupiłam na stronie TUTAJ- kilka słów o moim nieudolnym wykonywaniu make-up'u. Makijaż robię codziennie. Używam podkładu, różu, czasem bronzera czy rozświetlacza.
Oczy? Na co dzień maluję jedynie rzęsy tuszem, podkreślam delikatnie brwi pomadą bądź kredką. Całość wieńczę ochronnym sztyftem lub błyszczykiem o naturalnym odcieniu malując usta.
W nadchodzącym nowym roku obrałam sobie za cel nauczyć się malować profesjonalnie- chcę poćwiczyć kreskę nad okiem, popracować nad konturowaniem rysów mojej twarzy, tuszować niedoskonałości i cienie pod oczami. Chcę również włączyć do mojego kosmetycznego niezbędnika cienie do powiek.
Zestaw pędzli do makijażu marzył mi się już od dawna, długo zastanawiałam się nad wyborem firmy- aż w końcu trafiłam na stronę pedzledlaciebie.com. Pędzle, które oferuje nam ten internetowy sklep są tanie, jednak jakościowo dorównują znanym akcesoriom z górnej półki. 

Poza pędzlami do makijażu sklep oferuje nam także gąbeczki lateksowe i bezlateksowe do podkładu.
Część produktów zakupić możecie w woreczku lub w etui. Dostępny jest także zestaw z paletką korektorów do konturowania twarzy. 
Zestaw WOOD11, który zakupiłam składa się z jedenstu pędzli przeznaczonych do wykonywania makijażu oczu, ust jak i do nakładania podkładów, pudrów mineralnych, prasowanych, bronzera, różu czy rozświetlacza. 
Komplet pędzli zakupiłam w cenie 36.00 złotych. Jest to śmiesznie niska cena biorąc pod uwagę jakość produktu. Pędzle nie gubią włosia, są stabilnie zamocowane w drewnianych rączkach- nie przekręcają się i wszystko wygląda bardzo porządnie. Lniany woreczek, który otrzymałam wraz z nimi jest uroczy i taki zakup to idealny pomysł na prezent. Grubość poszczególnych pędzli, a także twardość włosia moim zdaniem także jest odpowiednia- nie jestem charakteryzatorką ani profesjonalistką jeśli chodzi o wykonywanie makijażu, nie testowałam również jak dotąd wielu pędzli, niemniej jednak te polecam. Jestem z nich bardzo zadowolona.
W skład zestawu wchodzą:
Pędzel do podkładu mineralnego oraz pudrów prasowanych
Długi pędzel kabuki
Pędzel do podkreślenia policzków za pomocą różu czy bronzera
Pędzel do podkładu
Pędzel do cieniowania, łączenia odcieni lub formuł kremowych
Pędzel do eyelinera i brwi
Pędzel do aplikacji cieni
Pędzel do cieni do oczu
Pędzel przeznaczony do rozcierania cieni
Pędzel do nakładania korektora

Co myślicie o zestawie WOOD 11? Znacie TEN sklep internetowy? Nie jest to wpis sponsorowany, a mój zachwyt nad tymi pędzlami płynie prosto z serca :)  

WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANE! 
Czytaj dalej »

sobota, 10 grudnia 2016

YVES ROCHER, Neroli secrets d'essences eau de perfum- MÓJ MIKOŁAJKOWY PREZENT!

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję mojej ulubionej wody perfumowanej od firmy YVES ROCHER, którą zakupiłam już po raz kolejny w internetowej drogerii Yves Rocher. Neroli secrets d'essences to perfumy wyprodukowane w 2013 roku przez Véronique Nyberg, perfumiarza i twórcę wód perfumowanych wielu znanych marek, m.in. Boucheron, Esprit, Paco Rabanne, Lancome czy Jimmy Choo - wielkie brawa!
Do zakupu skłoniły mnie Mikołajki- święto obchodzone głównie przez dzieci, no ale cóż... ten dzień to i dla mnie wstęp do bożonarodzeniowego szaleństwa, otwarcie sezonu na poszukiwanie prezentów dla bliskich i... dla mnie samej. No bo któż inny zna lepiej nasze potrzeby niż my same? Nie wiem jak Wy- ale ja bardzo często sprawiam sobie małe przyjemności w postaci drobnych upominków- sama nagradzam się w ten sposób. Znam swoją wartość i od czasu do czasu pozwalam sobie na małe zakupy- elegancka biżuteria, komplet seksownej bielizny, piękny flakonik perfum bądź zabieg w salonie kosmetycznym? Dziewczyny- zasługujemy na to! Nowy rok tuż tuż, może warto pomyśleć więc o dodatkowej skarbonce, takiej, w której będziecie gromadzić oszczędności na przyjemności, na które niekoniecznie możecie sobie pozwolić zawsze? Niech to będą pieniądze na Wasze wydatki- najbardziej szalone, najbardziej zaskakujące- takie które sprawią, że poczujecie się wyjątkowo i kobieco.
Neroli secrets d'essences urzekły mnie swoim zapachem, a także nietuzinkowym, eleganckim flakonikiem pół roku temu. Nie potrafię pięknie opisywać aromatu perfum- nie jestem w tym dobra i nigdy nie byłam- dlatego też będę posiłkowała się słowami producenta, który idealnie wyraził wszystkie cechy tej wody.

Na początku jednak chciałabym pokrótce opisać Wam moje preferencje zapachowe- jestem zwolenniczką ciężkich, kobiecych perfum- często sięgam po orientalne aromaty, uwielbiam zapach wanilii, która rozgrzewa moje zmysły i otula pięknym zapachem- nawet latem nie rezygnuję z takich nut zapachowych na rzecz świeżaków i kwiatowych akcentów. Perfumy przywołują u mnie wiele wspomnień, wraz z zapachem na myśl przychodzą przeróżne sytuacje i uczucia- niektóre przyjemne, cudowne i warte zapamiętania do końca życia, inne wywołujące ból i smutek na mojej twarzyPerfumy to produkt, bez którego nie ruszam się z domu- mam mnóstwo butelek i buteleczek poukrywanych w każdym niemalże zakamarku mojego domu, w torebce czy w szufladzie mojego biurka w pracy. Dużo testuję i wciąż szukam tego najpiękniejszego, niepowtarzalnego... takiego, którego mogłabym nazwać 'to jest mój zapach'.
Nerolki, o dziwo! pomimo, że do mocnych i wyrazistych nie należą przypadły mi do gustu na tyle, że zakupiłam je po raz kolejny mimo dość wygórowanej ceny. No bo kwota tych perfum niestety do najtańszych nie należy. Za 50 ml buteleczkę zapłacić trzeba 175 złotych, za 30 ml natomiast 132 złote. Oczywiście na Allegro można nabyć je taniej- ale ja nie mam przekonania. Na stronie producenta na szczęście często skorzystać można ze zniżek czy rabatów i zaopatrzyć się w produkty o wiele, wiele taniej niż w standardowej cenie. 
Flakon wykonany jest z grubego, porządnego szkła i plastikowej zakrętki, którą zamiast odkręcać- energicznie pociągamy. To butelka 'ombre' od góry widzimy zawartość, dół natomiast pokryty jest od wewnątrz białą emalią, która przechodzi bardzo delikatnie zmniejszając swoją gęstość ku górze. Perfumy nie zawierają połyskujących drobinek, ani nie zostawiają śladów na ubraniach. Producent zastrzega, że ze względu na obecność składników pochodzenia naturalnego, kolor wody może ulegać zmianie, co nie wpływa na jej jakość. 

Przejdźmy do najistotniejszego- zapach! Tutaj tak jak mówiłam na samym początku, zmuszona będę zacytować słowa producenta- Secrets d'Essences Neroli, symbol subtelnej i delikatnej kobiecości. Ten oryginalny, kwiatowo-piżmowy zapach, stworzony na bazie olejku Neroli daje poczucie zmysłowej, a zarazem wyrafinowanej świeżości, dzięki wyjątkowym surowcom: olejkowi eterycznemu Neroli i absolutowi z Kwiatu Pomarańczy, połączonym z najpiękniejszymi nutami cytrusowymi. Zapach, który jest jak delikatna pieszczota na skórze. Neroli pachną bardzo oryginalnie- nie są to ani kwiatowe, ani owocowe perfumy. Nie jest to także typowo cytrusowy aromat- są świeże, ale eleganckie. Niektórzy na blogach i forach internetowych przyrównują ten zapach z Glam Jasmine od Michaela Korsa- ja podobieństwa nie zauważyłam, nie potrafię doszukać się go także w innych zapachach.

Na sam koniec- NIESPODZIANKA! Mimo, że Mikołajki już minęły, zakupowy, świąteczny szał nadal trwa. Platforma Rabble przygotowała dla mnie i dla Was oczywiście kody rabatowe do perfumerii Douglas.

Jestem bardzo ciekawa czy znacie Neroli od firmy Yves Rocher bądź inne wody perfumowane o zbliżonych nutach zapachowych, które znajdziecie TUTAJ? Zapraszam do skorzystania z kuponów rabatowych do Douglas! Ja już! :)
Czytaj dalej »

wtorek, 6 grudnia 2016

фито доктор- зубной порошок | FITO DOKTOR wybielający proszek do zębów wrażliwych.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Kilka tygodni temu zrealizowałam zamówienie w internetowej drogerii BIOIKA, gdzie zaopatrzyłam się w kilka ciekawych produktów rosyjskich firm oferujących naturalne produkty ekologiczne/organiczne do higieny i pielęgnacji jamy ustnej, ciała i włosów. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję wybielającego proszku przeznaczonego do mycia zębów wrażliwych marki FITO DOKTOR(фито доктор), a w kolejnych wpisach, kolejne nowości.
Kilka tygodni temu zamieściłam na swoim blogu post poświęcony proszkowi do zębów EUCRYL, którego bardzo polubiłam. Mimo pochlebnej opinii postanowiłam poszukać jednak czegoś o bardziej naturalnym składzie. Czy ten produkt spisał się na medal i zastąpił wcześniej wspomniany proszek? Przeczytajcie dalej!
Na początek chciałabym wspomnieć o tym, że proszek nie jest proszkiem- a gotową pastą. W przypadku Eucrylu sama musiałam sporządzać sobie gotowy produkt maczając szczoteczkę w sypkim pudrze. Tutaj zadanie mamy ułatwione, gdyż produkt znajduje się w 45 ml miękkiej tubce i jest gotowy do użycia. Producent zaleca wycisnąć niewielką ilość, nanieść na szczoteczkę do zębów, okrągłymi ruchami czyścić zęby 2-3 minuty i stosować nie mniej niż 2 razy dziennie. Skład bardzo naturalny, pełen ekstraktów roślinnych- zawiera morskie minerały, ekstrakt z mięty, a także żel aloesowy. Pozbawiony jest natomiast SLSów, SLESów oraz parabenów. Produkt nie podrażnia dziąseł, nie uczula, a także nie powoduje krwawienia. Nie wpływa także negatywnie na moje usta co niestety bardzo często się zdarza- większość past do zębów sprawia, że moje wargi stają się spierzchnięte, wysuszone, w konsekwencji czego pękają. 
A co z działaniem? Produkt zgodnie z obietnicami producenta owszem usuwa płytkę nazębną i przebarwienia po kawie czy herbacie w bardzo delikatny sposób, a także poleruje zęby nie niszcząc przy tym szkliwa, aczkolwiek nie zakupię go ponownie. Dlaczego? Jestem zwolenniczką past, które bardzo dobrze się pienią, mam wrażenie, że piana dociera w trudno dostępne miejsca- wybielający proszek nie daje mi takiego efektu. Nie jest on wydajny- muszę wycisnąć go naprawdę dużo, a następnie powtórzyć czynność- kilka razy... Kolejnym minusem- moim zdaniem największym- jest brak długotrwałego odświeżenia- a właściwie to brak jakiegokolwiek. Zaraz po umyciu miętowy smak ulatnia się, w związku z czym bardzo szybko odczuwam dyskomfort. Czy zakupię produkt ponownie- tak. Pomimo mojego marudzenia proszek godny jest uwagi ze względu na 100% naturalny skład- warto od czasu do czasu zrobić sobie taką 'kurację' rezygnując z chemii
w kosmetykach do higieny jamy ustnej. 

Powyżej tradycyjnie zdjęcie przedstawiające skład/ingredients (INCI) wybielającego proszku. Staram się zamieszczać fotografie tego typu przy każdej recenzji, gdyż sama bardzo lubię szukać informacji o składnikach w sieci. W dokładnej analizie dobra nie jestem- ale jeśli macie ochotę i czas- zapraszam do aktywności w komentarzach. Napiszcie także koniecznie czy znacie ten produkt, czy go lubicie i czy używaliście innych wariantów- tego do profesjonalnego wybielania z dodatkiem soku z cytryny albo ziołowego z wyciągiem z kory dębu? 

Czytaj dalej »

piątek, 2 grudnia 2016

YVES ROCHER ELIXIR 7.9 - Krem rewitalizujący usuwający oznaki zmęczenia na dzień do skóry normalnej i mieszanej.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was kolejną recenzję, tym razem rewitalizującego kremu usuwającego oznaki zmęczenia Elixir 7.9 od firmy Yves Rocher przeznaczonego do cery normalnej oraz do cery mieszanej. O mojej fascynacji kosmetykami tej marki, a także o niej samej pisałam już kilka razy we wcześniejszych wpisach, m.in TUTAJ i TUTAJ

Yves Rocher przygotowało linię kosmetyków Elixir 7.9 dostosowaną niemalże dla każdego.
Nazwa gamy 7.9 oznacza 7 aktywnie działających roślin i 9 patentów przeciwstarzeniowych zawartych
w kosmetykach należących do gamy.
 
Zakupiony przeze mnie produkt to krem do pielęgnacji skóry normalnej i mieszanej na dzień, ale na stronie producenta znajdziecie również krem rewitalizujący usuwający oznaki zmęczenia na dzień dla każdego rodzaju cery z 20SPF, krem rewitalizujący usuwający oznaki zmęczenia na dzień do skóry suchej, krem rewitalizujący usuwający oznaki zmęczenia do skóry wrażliwej, krem rewitalizujący usuwający oznaki zmęczenia na noc, rewitalizujący roll-on pod oczy usuwający oznaki zmęczenia oraz rozświetlający aktywator usuwający oznaki zmęczenia. Bardzo ciekawi mnie ten aktywator- być może skuszę się na niego w przyszłości.
Konsystencja kremu odrobinę mnie zaskoczyła- spodziewałam się gładkiego, kremowego produktu, a tu niespodzianka. Krem jest lekko galaretkowaty. Mimo to bardzo ładnie i przyjemnie rozprowadza się po twarzy pozostawiając delikatny film. Odzwyczaiłam się od takiej formy, toteż początkowo negatywnie się do niego nastawiałam- bałam się, że będzie zapychał pory i że w zamian za usunięcie oznak zmęczenia otrzymam wysyp zaskórników i niedoskonałości. Produkt ma bogaty skład- nie jest on niestety tak naturalny jak Riche Creme, o którym pisałam kilka postów wcześniej, mimo to zwrócił moją uwagę. Olej kokosowy bardzo odpowiada mojej cerze, natomiast sezamowego chciałam wypróbować ze względu na właściwości nawilżające już bardzo dawno temu.

Od producenta: 
• mangiferyna z aphloi - chroni komórki skóry
• wyciąg z ziaren tara - walczy z wiotczeniem skóry
• inositol z zielonego ryżu - opóźnia proces starzenia się skóry oraz poprawia oddychanie komórkowe 
• oligozydy z jabłka - poprawiają komunikację i spójność międzykomórkową
• betaina glicynowa - chroni komórki przed stresem
• wyciąg z ziaren rokitnika – poprawia gęstość skóry, jej elastyczność i sprężystość
• wielocukry z aloesu – posiadają właściwości nawilżające, łagodzące i przyspieszające gojenie

Jak widzimy- cenne składniki sprawiają, że kosmetyk zapowiada się bardzo pozytywnie.
Ja dodatkowo w kolejnym zdjęciu przedstawiam pełen skład / ingredients (INCI) kremu rewitalizującego.
Przejdźmy teraz do naważniejszego- działanie. Czy producent i tym razem wywiązał się ze swoich obietnic? 
Produkt rzeczywiście przywraca skórze miękkość i komfort- najbardziej ściągnięta kosmetykami oczyszczającymi twarz staje się nawilżona i delikatna. Czy dodaje energii i blasku? Jego żelowata formuła sprawia, że kremik nie wchłania się w 100%, a jego pozostałości sprawiają, że skóra jest bardzo promienna. Jak wpływa na pierwsze zmarszczki i bruzdy? Cóż, jestem po kuracji kremem Riche Creme, którego testowałam w okolicach oczu gdzie pojawiły się pierwsze kurze łapki. Poza tym obszarem pierwsze oznaki starzenia się skóry zauważyłam wokół ust, stosowałam ten krem właśnie w tym miejscu i jestem usatysfakcjonowana- krem ujednolicił powierzchnię skóry i spłycił drobne ślady upływającego czasu. Nie mogę niestety określić czy produkt walczy z wiotczeniem skóry i przywraca jej gęstość, gdyż problem mnie nie dotyczy- jeszcze. 
Na samym początku wspomniałam, że obawiałam się konsystencji kremu- tego, że może zapychać moje pory i nasilić problem pojawiających się niedoskonałości, gdyż jestem typem mieszanym bardzo skłonnym do różnego rodzaju niemiłych niespodzianek. Tutaj niestety minusik dla kremu- przy codziennym stosowaniu zauważyłam pogorszenie stanu mojej cery- musiałam więc ograniczyć jego aplikację. Producent zaleca używać go codziennie rano. Ja stosuję popołudniu co dwa- trzy dni, po przyjściu z pracy i demakijażu- tak sprawdza się u mnie najlepiej. Stosowany jako baza? Ojj nie dla mnie- zbyt ciężki.
Podsumowując: Krem rewitalizujący warto zakupić ze względu na dość naturalny skład, a także na właściwości regenerujące naskórek i przywracające blask. Posiadaczki cery mieszanej powinny jednak na niego uważać, gdyż częste stosowanie mogłoby spowodować wysyp zaskórników i czarnych kropeczek "nieprzyjaciół". Cena produktu waha się między 60-100 złotych. Kosmetyki z Yves Rocher do tanich niestety nie należą, a zakupić możecie je stacjonarnie w drogerii YR lub on-line.

Stosowałyście ten krem? Znacie linię Elixir 7.9 od Yver Rocher? Jestem bardzo ciekawa Waszych spostrzeżeń- zapraszam do aktywności w komentarzach. Przypominam także o trwającym na moim blogu rozdaniu!
Czytaj dalej »

sobota, 26 listopada 2016

GREEN PHARMACY Herbal cosmetics. Liquid silk serum for brittle ends- jedwab w płynie, serum na łamliwe końcówki.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. W dzisiejszym poście recenzja mojego ulubionego silikonowego jedwabiu do włosów. Serum na łamliwe końcówki od firmy Green Pharmacy to produkt, bez którego nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji. Stosowałam go zarówno wtedy, kiedy byłam posiadaczką długich włosów, jak i teraz- kiedy jestem ścięta na boba. Firma Green Pharmacy to kosmetyki o bardzo bagatym składzie- zarówno produkty do pielęgnacji ciała, włosów, twarzy czy specjalna linia przeznaczona do pielęgnacji higieny intymnej posiada produkty, które warto przetestować ze względu na bogactwo ekstraktów roślinnych, olejów, a także ze względu na bardzo niską cenę.
Tak jak wspominałam- jedwab Green Pharmacy towarzyszył mi jeszcze za czasów mojego 'włosomaniactwa' kiedy to blogosfera przepełniona była informacjami o szkodliwych, demonicznych silikonach. Miałam wtedy długie włosy, które wymagały ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi, a także przed wysoką temperaturą. Szukałam czegoś 'po środku' czyli naturalnie, ale z silikonami w składzie. Po przeczytaniu kilku pochlebnych opinii- skusiłam się i ja. Produkt okazał się dla mnie strzałem w dziesiątkę! I tak oto idziemy przez życie razem już od kilku lat. Serum na łamliwe końcówki to płynny jedwab zamknięty w 30ml plastikowej buteleczce z pompką, która nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość produktu. Serum jest bardzo wydajne i wystarczy tylko jedno 'psiknięcie'. Dozujemy na dłoń, rozcieramy i wcieramy w końcówki włosów. Jest to produkt bez spłukiwania, którego możemy używać zarówno na suche jak i wilgotne włosy- ja aplikuję go jedynie na mokre, lekko podsuszone. Jest to jeden z nielicznych produktów tego typu, który nie przetłuszcza włosów, nie obciąża ich i nie sprawia, że wyglądają one na niedomyte. Jedwab bardzo ładnie pachnie, a zapach utrzymuje się na włoskach jeszcze przez jakiś czas. Stosujemy oczywiście z umiarem!
Jedwab w płynie Green Pharmacy polecam bardzo gorąco- to tani produkt, który sprawdza się idealnie chroniąc włosy przed uszkodzeniami mechanicznymi, niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi, przed wysoką temperaturą suszarek i innych urządzeń do stylizacji. Nadaje fryzurze połysk. Włosy stają się wizualnie gładsze i bardziej lśniące- wyglądają na zdrowsze i wypielęgnowane. 

Jestem bardzo ciekawa co sądzicie o składzie tego serum. Czy produkty GP goszczą w Waszym domu? Jeśli tak- to jakie? Ja bardzo chwalę sobie ich szampony, a także żele do mycia twarzy. 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 21 listopada 2016

Tołpa dermo face, sebio. Normalizująca pianka do mycia twarzy

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przedstawiam Wam normalizującą piankę do mycia twarzy przeznaczoną do cery wrażliwej, mieszanej, tłustej i trądzikowej, a także do skóry z niedoskonałościami od firmy Tołpa z linii dermo face sebio. Zanim przejdę do recenzji tradycyjnie kilka słów o marce. Tołpa to polska firma oferująca nam produkty do pielęgnacji całego ciała zarówno dla dzieci, kobiet jak i dla mężczyzn. Kosmetyki dostępne są w aptekach, drogeriach i supermarketach w całym kraju. Zakupy możecie zrobić także on line TUTAJ. Na stronie producenta można zakupić próbki, po 1 grosz każda, co moim zdaniem jest bardzo trafionym rozwiązaniem.
Od produktu do mycia buzi tak samo jak i od szamponu, czy żelu do mycia ciała nie wymagam wiele- ma myć! Takie jest jego przeznaczenie i od tego właśnie rozpocznę ocenę nawilżającej pianki do mycia twarzy. Producent zaleca nanieść piankę na dłoń, połączyć z niewielką ilością wody aż do uzyskania delikatnej piany, a następnie rozprowadzić ją po powierzchni twarzy i szyi masując kolistymi ruchami po czym spłukać. Ja nie kombinuję z tworzeniem pianki. Zwilżam dłonie, wyciskam z 100 ml miękkiej tubki produkt i myję nim buzię. Kosmetyk ma postać kremowego żelu, pachnie bardzo ładnie- delikatnie. Świetnie się pieni i jest bardzo wydajny. Zgodnie z zaleceniami kolistymi ruchami zmywam wszelakie zanieczyszczenia i makijaż- pianka radzi sobie świetnie pozostawiając moją buzię oczyszczoną i świeżą.
Producent zapewnia nas, że normalizująca pianka stopniowo złuszcza zrogowaciały naskórek, odblokowuje pory i minimalizuje ilość zaskórników, absorbuje sebum regulując jego wydzielanie. Czy złuszcza? Cóż, krótki kontakt produktu ze skórą nie jest w stanie moim zdaniem dać takiego efektu złuszczania jak po zastosowaniu kremu czy żelu z drobinkami zdzierającymi. Odblokowuje pory i minimalizuje ilość zaskórników? Tak- dogłębne oczyszczania niewątpliwie zmniejsza widoczność porów i usuwa niedoskonałości. Reguluje wydzielanie sebum? Jestem posiadaczką cery mieszanej- strefa T potrzebuje tonizacji. Pianka sprawdza się idealnie, matuje nie wysuszając przy tym skóry na policzkach.
Normalizująca pianka do mycia twarzy nie zawiera mydła ani SLSów- zostały one zastąpione łagodnymi substancjami myjącymi, które nie wysuszają skóry, nie zaburzają pH i nie podrażniają. Skład, pomimo, że do 100% naturalnych nie należy- zawiera ekstrakty roślinne, pozbawiony jest sztucznych barwników, PEG-ów, parabenów silikonów i donorów formaldehydu. Produkt przebadany jest dermatologicznie w Klinice Dermatologii, Wenerologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego. 
Produkt zakupiłam w Rossmannie za około 10 złotych.

Znacie Tołpę? Polecacie produkty tej firmy? Stosujecie pianki, żele czy mydła do oczyszczania cery? Zapraszam do aktywności w komentarzach, a także przypominam o trwającym na moim blogu ROZDANIU. 
Czytaj dalej »

sobota, 19 listopada 2016

Zapraszam na ROZDANIE NIESPODZIANKĘ! Ostateczny termin zgłoszeń 20.12.2016 ZAKOŃCZONY

Witam Was bardzo cieplutko i zachęcam do wzięcia udziału
w organizowanej przeze mnie zabawie. Nagrodę otrzyma jeden uczestnik wylosowany drogą losową. Zgłoszenia przyjmowane będą do 20 grudnia 2016 roku do północy. Do wygrania paczka niespodzianka pełna produktów kosmetycznych. Warunki uczestnictwa jak zawsze bardzo proste. Należy zaobserwować publicznie mojego bloga oraz
w komentarzu pod tym postem zamieścić uzupełniony wzór zgłoszenia. Baner rozdaniowy wstawiacie na swoim blogu- bez znaczenia czy będzie to pasek boczny czy oddzielna zakładka. 

POMIMO, ŻE ROZDANIE TRWA OD 20EGO- ZGŁASZAĆ MOŻECIE SIĘ JUŻ DZISIAJ! 

REGULAMIN:
1. Organizatorem rozdania jest właściciel bloga.
2. Rozdanie przeprowadzane jest na zasadach określonych ninijeszym regulaminem i przepisami obowiązującego prawa.
3. Rozdanie przeznaczone jest dla osób będących publicznym obserwatorem bloga oraz zamieszkałych na terenie Polski.
4.Zgłoszenia są przyjmowane do 20 grudnia 2016 roku do godziny 24.00. Zgłoszenia wysłane po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
5. Zwycięzca konkursu - wyłonionego drogą losową zostanie ogłoszony w ciągu 7 dni od daty zakończenia konkursu na łamach bloga.
6. Jeśli zwycięzca nie zgłosi się w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu, nagroda przepada.
7. Nagrodą jest paczka-niespodzianka. 
8. Nagroda wysyłana tylko na terytorium Polski
9. Zamieszczając komentarz zawierający chęć udziału w rozdaniu uczestnik wyraża zgodę na akceptację niniejszego regulaminu oraz na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr 133 pozycja 883).
10. Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzenia zmian w regulaminie w wyjątkowych sytuacjach.
11. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).


ZGŁASZAMY SIĘ JUŻ DZIŚ! WZÓR ZGŁOSZENIA:
obserwuję jako:
baner udostępniam: podaj miejsce, w którym zamieściłaś baner rozdaniowy oraz link do swojego bloga.
e-mail: 

KONKURS ROZSTRZYGNIĘTY: W organizowanym przeze mnie rozdaniu paczkę niespodziankę otrzymuje Anita prowadząca blog Psychodeliczny świat testów. W związku z powyższym usuwam wpis z losowaniem. 
Czytaj dalej »

piątek, 18 listopada 2016

BE BEAUTY złuszczający pumeks w kremie do stóp z kwasami owocowymi AHA i naturalnym pumeksem

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy post poświęcony produktowi z Biedronki. Złuszczający pumeks w kremie do stóp z kwasami owocowymi AHA i naturalnym pumeksem to bohater dzisiejszego wpisu, który zrobił na mnie ogromne wrażenie (oczywiście pozytywne) ze względu na działanie i za śmiesznie niską cenę. Seria Be Beauty to kosmetyki wyprodukowane specjalnie dla sieci sklepów Biedronka. W swoim asortymencie mają produkty nie tylko do stóp ale także do pielęgnacji całego ciała. Ten pumeks zakupiłam na promocji w cenie 1.99 (75ml tubka), standardowa cena to około 4 złote, także czy w przecenie czy też bez- warto go wypróbować, ponieważ tańszego peelingu nie znajdziecie nigdzie. 
Produkt celowo nazwałam peelingiem. To dość dobry "zdzierak" o działaniu złuszczajacym i wygładzającym. Producent zapewnia nas, że produkt skutecznie usuwa zrogowacenia i zgrubienia naskórka, pozostawiając skórę gładką i nawilżoną. Moje stopy nigdy nie wymagały szczególnej pielęgnacji- ba! Nie stosowałam nawet kosmetyków specjalnie do tego przeznaczonych- zazwyczaj zwykły balsam i peeling wystarczały.
Pumeks w kremie od Be Beauty zakupiłam z ciekawości i zauważyłam różnicę. 

Produkt zawiera mnóstwo kolorowych drobinek średniej grubości, a konsystencja białego kremu jest dość gęsta. Drobinki nie rozpuszczają się- usuwają martwy naskórek masując dodatkowo nasze stopy. Po zabiegu skóra nie jest wysuszona, powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie- kremowy pumeks nawilża ją co jest moim zdaniem zasługą kwasów owocowych, które zawiera. Lanolina dodatkowo zmiękcza skórę stóp. Zdaniem producenta procent badanych potwierdzających działanie produktu prezentuje się następująco: Po dwóch tygodniach regularnego stosowania 85% zauważyło wygładzenie i zmniejszenie szorstkości, 90% uznało, że pumeks usuwa zrogowacenia i zgrubienia, a także zmniejsza naskórek. A jak peeling sprawdził się u mnie? Podpisuję się pod wszystkimi stwierdzeniami ankietowanych. Tak, tak, tak! Pumeks w kremie do stóp Be Beauty to produkt godny polecenia!

Jestem ciekawa czy znacie ten produkt? Kupujecie kosmetyki do pielęgnacji ciała i twarzy Be Beauty? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

czwartek, 17 listopada 2016

Liebster Award- discover new blogs... i ja zostałam nominowana.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Wczoraj zostałam nominowana do Liebster Award przez Asię z bloga Moje magiczne miejsce. Zabawa ta krąży już po blogosferze od kilku lat,
a udział w niej może wziąć każda osoba prowadząca bloga.
Asia przygotowała dla mnie zestaw 11 pytań, na które odpowiedziałam bardzo rzetelnie. Jesteście zainteresowane? Zapraszam do lektury, poznajcie mnie bliżej...

Blog, do którego najczęściej zaglądam. Tutaj pewnie nieco się zdziwicie, gdyż jako blogerka kosmetyczna powinnam mieć swojego ulubieńca w tej kategorii. No niestety nie. Chociaż piszę recenzje kosmetyczne to z większą przyjemnością czyta mi się i podziwia prace blogerek tworzących na swojej stronie coś kreatywnego. Uwielbiam tematykę DIY, a także wszelkiego rodzaju porady- organizacja czasu, przestrzeni, samorealizacja.

Książka, którą aktualnie czytam. Jak z obrazka. To powieść, po którą sięgnęłam w swoim życiu drugi raz, pierwszy raz czytałam ją będąc jeszcze w liceum. Od tamtego czasu w moim życiu wiele się wydarzyło i to właśnie te wydarzenia ukształtowały mój obecny światopogląd. Na życie patrzę przez pryzmat zdarzeń i problemów jakie spotkałam na swojej drodze. Wracam więc po latach do przeczytanych przez mnie wtedy książek, aby sprawdzić jak zmienił się mój stosunek do poszczególnych bohaterów. Polecam! 

Gdybym mogła przeprowadzić się do dowolnego miejsca na świecie, gdzie by to było. Odpowiem wymijająco, gdyż sama do końca nie wiem, gdzie chciałabym się znaleźć- teraz, a co dopiero za kilka lat. Na pewno chciałabym mieć swój dom, który byłby moją ostoją po ciężkim dniu. Miejscem, w którym mogłabym schować się przed całym światem. Chciałabym mieć altankę- taką drewnianą, pomalowaną na biało i przystrojoną w magiczny sposób migoczącymi światełkami. Z widokiem na jezioro. Siadałabym wtedy ze swoją drugą połówką i owinięci kocem, popijalibyśmy gorącą czekoladę w jesienny wieczór... Troszkę się rozmarzyłam. 

Czym jest dla mnie blogowanie. Z zamiarem założenia bloga nosiłam się kilka dobrych miesięcy, a kiedy już odważyłam się na ten krok... zabrakło mi pomysłu. Myślałam, że z dnia na dzień zdobędę pokaźną grupkę obserwatorów, a moja strona będzie tak sławna, że w wyszukiwarce będzie na drugim miejscu, zaraz po Google. No niestety, nie tędy droga. Studentka zarządzania istnieje już kilka lat, ale tak naprawdę to dopiero teraz blog stał się moją prawdziwą pasją i nieco uzależnieniem. Osoba, z którą idę przez życie bardzo motywuje mnie do działania, razem czytamy wpisy, razem zastanawiamy się jak poprawić jakość dodawanych postów i kształtujemy- mogę to powiedzieć NASZ blog, tak aby był on miejscem chętnie przez Was odwiedzanym. 

Czy poza blogowaniem mam jakieś hobby. Mam wiele zainteresowań, jedne rozwijam bardziej, inne to tylko krótkotrwały, epizodyczny szał, który szybko mija i tak szybko jak się urodził tak szybko znika z mojej pamięci. Moim hobby, którym myślę, że warto się pochwalić i którym staram się zarazić swoich bliskich jest szeroko pojęta organizacja. Interesują mnie wszelkiego rodzaju złote środki na uporządkowane życie. 

Gdzie na wczasy. Koszty się nie liczą. Mając niezliczoną ilość gotówki swoją podróż życia rozpoczęłabym od zwiedzania Polski wzdłuż i wszerz. To piękny kraj- bogaty krajoobrazowo i historycznie. Wieloregionowość umożliwia nam poznanie różnych kultur, tradycji i smaków. Zagranica? Środkowa Italia- Toskania! Pagórkowate tereny, drobne uliczki, włoska kuchnia i włoskie wino. 

Mam słabość do... KOFEINY. Uwielbiam jej zapach, smak i działanie. Nic nie poprawia mi humoru jak aromatyczna kawa- nie koniecznie w postaci rozgrzewającego, stawiającego na nogi napoju. Zmielone ziarenka dodaję do ciast i deserów, stanowią one także bazę do domowych peelingów DIY. Wbrew powszechnej opinii kawa nie tylko szkodzi naszemu zdrowiu- posiada też właściwości lecznicze, kofeina to źródło cennych antyoksydantów i soli wiążących inne pierwiastki. 

Moje ulubione danie. Pomimo tego, iż staram się zdrowo odżywiać i ograniczać spożywanie fastfoodów- pizza to danie, z którego nie jestem w stanie zrezygnować. Spożywana w dobrym towarzystwie, w klimatycznym miejscu jest receptą na wszystkie moje zmartwienia. Do tego oczywiście COLA, nie, nie light- kalorie na pewno pójdą w biust! Poza tą serwowaną w pizzerii, coraz częściej sama eksperymentuję w kuchni. Niestety jeszcze nie znalazłam przepisu na idealne ciasto.

Mój codzienny rytuał. Jestem kobietą zorganizowaną, starającą się wykluczyć niepotrzebny chaos z mojego życia. Studując niestacjonarnie w weekendy, pracując od poniedziałku do piątku samodyscyplinowanie się to bardzo wazna umiejętność. Ważna i konieczna. Mogę więc pokusić się o stwierdzenie, że cały mój dzień to jeden wielki rytuał- działam etapowo, według ustalonego wcześniej planu, schematu. 

Ukochana bajka z dzieciństwa. Nie kojarzę, abym miała jakąś ulubioną, taką przy której zasiadałam każdego dnia. W pamięci utkwiła mi natomiast ta opowiadana przez moją mamę, kiedy byłam mała. Historia o Emilce i Damianku- czyli o mnie i o moim bracie i o tym jak spędzaliśmy wigilijny dzień. Uwielbiałam tego słuchać. Ubieranie choinki, przygotowywanie wieczerzy, wspólne nakrywanie do stołu, opłatek, życzenia, radość z obdarowywania się prezentami. Dzieci uwielbiają Święta Bożego Narodzenia, przeżywają ten czas intensywniej niż ich pochłonięci codziennością rodzice.   

SMS czy telefon, a może czat na Facebooku. Mimo zabiegania, braku czasu i natłoku obowiązków staram się odnaleźć czas na tradycyjne spotkanie. Kiedy jednak nie mam takiej możliwości bądź potrzebuję informacji 'na już' ze znajomymi czy rodziną kontaktuję się telefonicznie. Ostatnio jednak pierwsze skrzypce odgrywa massenger- aplikacja ta ze względu na swoją wielofunkcjonalność stała się jedną z moich ulubionych- umożliwia mi kontakt z osobami spoza granicami kraju i pozwala na przesyłanie zdjęć, krótkich nagrań bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Zabawne emotikonki uprzyjemniają konwersację. 


Pytania dla Was: 

  1. Wspomnienie z dzieciństwa, które wywołuje uśmiech na Twojej twarzy.
  2. Wspomnienie z dzieciństwa, które wywołuje dreszczyk emocji.
  3. Kim chciałaś zostać będąc dzieckiem?
  4. Najbardziej absurdalne marzenie.
  5. Przyjaciele czy rodzina? Z kim wolałabyś spędzić swój długowyczekiwany wyjazd na wakacje?
  6. Jaki jest Twój sprawdzony sposób na poprawę samopoczucia?
  7. Co robisz, aby podnieść swoją samoocenę?
  8. Motto, którym kierujesz się idąc przez życie.
  9. Książki, film czy muzyka? 
  10. Twój charakter w pięciu słowach.
  11. Jak postrzegają Cię Twoi bliscy? Jesteś liderem czy szarą myszką? 

Asiu, dziękuję za nominację- przyznam szczerze, że zestaw pytań, który dla mnie przygotowałaś skłonił mnie do małej refleksji. Odpowiedź na wskazane przez Ciebie pytania to troszkę takie moje osobiste przemyślenia. Dobrze było wziąć udział w tej zabawie! 

Nie mam możliwości nominowania wszystkich moich czytelników, dlatego zapraszam Was dziewczyny do aktywności w komentarzach. Szczególnie ciekawa jestem jaka jest Wasza życiowa dewiza i tego jaką macie receptę na szczęście.  
Czytaj dalej »

YVES ROCHER Riche Creme, comforting anti-wrinkle eye cream - przeciwzmarszczkowy krem pod oczy.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Pomimo, iż przecizmarszczkowe produkty niekoniecznie skierowane są do mojej cery- krem Riche Creme od firmy Yves Rocher przetestować musiałam. Dlaczego? Tak jak pisałam w poście TUTAJ, krem ten w swoim składzie zawiera mnóstwo drogocennych składników. Pełen jest olejów i ekstraktów roślinnych, które zbawiennie wpływają na stan mojej cery. Skóra pod oczami jest wyjątkowo delikatna i skłonna do przesuszenia i podrażnień. Wiele produktów mnie uczula, wiele się nie nadaje, ponieważ szczypią mnie potem oczy. Z tym produktem było zupełnie inaczej. Zainteresowane? Zapraszam na dalszy ciąg wpisu.
Krem pod oczy Riche Creme pachnie bardzo delikatnie, ledwo wyczuwalnie. Producent uważa, że jest bezzapachowy. Ma lekką konsystencję, dość szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Zamknięty w 14 ml miękkiej tubce produkt jest wydajny- wystarczy wycisnąć odrobinkę, a następnie wklepać w skórę pod oczami i na górne powieki. Producent zaleca nałożyć niewielką ilość produktu, następnie masować lekkimi ruchami okrężnymi od kącika wewnętrznego oka do kącika zewnętrznego. Ja zalecam dla lepszych efektów trzymać produkt w lodówce. Precyzyjny aplikator ułatwia stosowanie kremu. 
Jest to pierwszy produkt do pielęgnacji okolic oczu, który mnie nie podrażnia. Z każdym innym kremem lub żelem prędzej czy później zawsze mam ten sam problem- zaczerwienione oczka, szczypanie...
Tak jak pisałam wcześniej- jest to mój pierwszy produkt przeciwzmarszczkowy. Tak, wiem, wiem- nie lata bierze się tutaj pod uwagę, lecz stan cery i mechanizmy, które na nią wpływają. Nie pracuję w warunkach niesprzyjających mojej skórze, nie palę papierosów, zdrowo się odżywiam, a i geny mam dość dobre. Mimo to, drobne zmarszczki zaczęły towarzyszyć mi dość szybko- obwiniam za to moją mimikę twarzy. 
Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy bardzo dobrze nawilża moją delikatną w tym miejscu skórę, sprawiając, że buzia wygląda bardziej świeżo i promiennie. Tak- twarz nabrała blasku, a makijaż prezentuje się dużo lepiej- korektor nie zbiera się brzydko pod oczkami. Skóra w miejscu stosowania kremu stała się bardziej sprężysta, napięta. Skład jest tak rewelacyjny, że mam ochotę nakładać produkt na całą buzię. Na szczęscie Yves Rocher przygotowało całą linię produktów Riche Creme. Czy się na nie skuszę? O ile uważam, że krem przeciwzmarszczkowy pod oczy to dobre rozwiązanie o tyle kremów do twarzy na razie kupowała nie będę. Nie chcę przyzwyczajać swojej skóry, nie uważam też, bym potrzebowała takich produktów. W przyszłosci jak najbardziej- rozważę zakup tych właśnie kosmetyków. 

Produkt polecam ze względu na bardzo dobry skład- Formuła zawiera ponad 91% składników pochodzenia naturalnego. Nie zawiera barwników, olejów mineralnych ani parabenów. Działanie kremu także na plus- produkt nawilża, rozpromienia spojrzenie, wygładza i nadaje się pod makijaż. Minusem może być tutaj cena, która niestety do niskich nie należy- na stronie Yves Rocher produkt dostępny jest w cenie 92 złotych, cena promocyjna to 55 złotych. YR w swojej ofercie ma dość drogie kosmetyki- ja jednak zakupię krem ponownie, gdyż tak jak mówiłam- jest to jedyny produkt, który nie wywołuje u mnie reakcji alergicznych. 

Jestem ciekawa czy znacie krem pod oczy Riche Creme i czy w ogóle używacie kosmetyków przeciwzmarszczkowych (pytanie kieruję do moich rówieśniczek blogerek). Lubicie Yves Rocher? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 14 listopada 2016

EUCRYL toothpowder, powerful stain removal - proszek wybielający zęby

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Proszek wybielający zęby od firmy Eucryl zakupiłam kilka miesięcy temu w internetowej drogerii E-ZEBRA za niecałe 5 złotych. 
Jest to jasnozielony pyłek o zapachu delikatnej mięty. Jego pudrowa struktura sprawia, że produkt bardzo dobrze przykleja się do zwilżonej wcześniej szczoteczki do zębów. Tak też go używam- po namoczeniu szczoteczki i strząśnięciu nadmiaru wody wciskam ją w proszek, a następnie szczotkuję zęby jak zawsze. Produkt zmienia się w pianę, która dokładnie czyści powierzchnię zębów i przestrzenie międzyzębowe. 
Nigdy wcześniej nie korzystałam z tego tupu produktów, także podchodziłam do jego testowania bardzo ostrożnie. Bałam się, że proszek będzie działał zbyt silnie podrażniając moje wrażliwe dziąsła. Bałam się także, że zniszczy moje szkliwo, gdyż produkty wybielające zęby mogą przyczyniać się do pojawienia się na powierzchni zęba mikropęknięć w konsekwencji czego mogą spowodować próchnicę. 

Tak jak wcześniej wspominałam- proszek wybielający zęby bardzo dobrze się pieni, a wytworzona piana dociera w trudno dostępne miejsca czyszcząc zarówno zęby jak i przestrzenie międzyzębowe, język i policzki. 50g opakowanie wystarczy na długi czas użytkowania, należy jednak zużyć zawartość w ciągu 12 miesięcy. Moje obawy związane z podrażnieniami okazały się bezpodstawne, produkt działa bardzo delikatnie, ale i skutecznie, no i najważniejsze- przynosi rezultaty. Nie spodziewałam się, że proszek, który zakupię w takiej cenie będzie w stanie usunąć przebarwienia i wizualnie poprawić wygląd moich zębów. Może nie jest to efekt jak po wyjściu z gabinetu stomatologicznego, ale ten produkt znacząco rozjaśnił moje zęby. 
Niestety jestem posiadaczką wrażliwych dziąseł i nie mogę pozwolić sobie na stosowanie produktu codziennie- naprzemiennie więc szczotkuję zęby nim i pastą przeznaczoną dla wrażliwców takich jak ja. Eucryl oferuje nam proszek wybielający zęby w dwóch wariantach (original flavour i freshmint flavour), a także pastę. 

Produkt polecam ze względu na niską cenę, wydajność i działanie. Pamiętajcie jednak, że z produktami wybielającymi zęby należy uważać i stosować je z głową. Po kilkutygodniowych kuracjach warto zrobić przerwę i pielęgnować jamę ustną czymś delikatniejszym- mam na myśli zarówno pasty do zębów, płyny do płukania, a także inne specyfiki takie jak żele czy proszki właśnie. 

Znacie ten proszek? Co myślicie o produktach wybielających zęby? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

niedziela, 13 listopada 2016

Sally Hansen, hard as nails. Hardener soin Durcissant - utwardzacz po paznokci

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na wpis. Firmę Sally Hansen cenię sobie już od bardzo dawna- zarówno lakiery jak i preparaty do pielęgnacji paznokci są warte wypróbowania. Jeszcze nigdy nie czułam się zawiedziona po zakupie któregoś z produktów tej firmy. 
Ostatnio na moim blogu pojawiła się recenzja żelu zmiękczającego skórki, za kilka dni zamieszczę post poświęcony wysuszaczowi, który jest moim ulubieńcem od pierwszego zastosowania.  
Dzisiaj przedstawiam Wam utwardzacz- który tak jak wcześniej wspomniane produkty- stał się jednym z moich ulubionych. 
Na początek chciałabym wyjaśnić, że nie jest to utwardzacz do lakieru (tak jak myślałam na samym początku), a utwardzacz do paznokci. Nie wiem dlaczego ubzdurałam sobie, że produkt utrwali mój manicure
i emalia będzie trzymała się dłużej na moich pazurkach. Sprawdzałam go i pod tym kątem gdyż w tym celu go zakupiłam. Przyznaję- nie czytałam opisu- skusiła mnie buteleczka inna niż wszystkie. 
Produkt zamknięty jest w 13.3 ml butelce wykonanej z grubego szkła. Zakrętka wyposażona jest w miękki pędzelek z dość długim włosiem. Utwardzacz jest przezroczysty i bardzo rzadki. Trzeba uważać z nakładaną ilością gdyż produkt lubi spływać z paznokcia. Wielkim plusem jest zapach. Produkt w odróżnieniu od rozsławionej na blogosferze odżywki Eveline nie jest tak drażniący i nie szczypie w oczy. Skład jest także bardziej delikatny i nie zawiera formaldehydu. 
Utwardzacz ma za zadanie wzmocnić nasze paznokcie, zapobiec rozdwajaniu i łamliwości. Czy tak się stało? Produkt używałam przez 30 dni- regularnie i systematycznie nakładałam 1-2 warstwy co drugi, trzeci dzień. Zmywałam i stosowałam ponownie. Utwardzacz- zgodnie z tym jak zaleca producent- stosować można samodzielnie lub jako bazę pod lakier. Ja na czas regeneracji płytki paznokciowej zrezygnowałam z wykonywania manicure. Po dwóch tygodniach stosowania zauważyłam wzrost paznokci- nic nadzwyczajnego- ale po tym czasie zazwyczaj musiałam sięgnąć po nożyczki lub pilniczek. Tym razem pozwoliłam sobie na zapuszczenie ich. Płytka rzeczywiście z dnia na dzień stawała się coraz bardziej twarda i odporna na kruszenie i rozdwajanie się. Warto dodać, że paznokcie pomalowane utwardzaczem wyglądają bardzo ładnie, estetycznie. Pięknie lśnią, a powierzchnia wydaje się być niesamowicie gładka. Odżywka Eveline poszła do kosza, a jej miejsce zastąpił utwardzacz od firmy Sally Hansen. 
Dzięki produktowi udało mi się zapuścić paznokcie wymarzonej długości. Uważam, że systematyczne stosowanie jej jest kluczem do sukcesu. Nałożona warstwa pogrubia płytkę paznokciową i wizualnie poprawia jej wygląd. O odżywce możecie przeczytać na stronie Sally Hansen o TUTAJ

Znacie ten produkt? Używacie utwardzaczy do paznokci? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

czwartek, 10 listopada 2016

DR. KONOPKA'S Nourishing conditioner- Balsam odżywczy do włosów suchych i zniszczonych

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję odżywczego balsamu do włosów suchych i zniszczonych od firmy Dr Konopka's.
Zanim jednak przejdę do prezentacji dzisiejszego bohatera- kilka słów o samej marce. 

Przyznam szczerze, że firma jak dotąd była mi zupełnie obca, nigdy o niej nie słyszałam ani nie czytałam
o niej na żadnym z blogów. Mam
wrażenie, że blogosfera jeszcze o niej nie wie, czy to możliwe...?
Marka Dr Konopka's little herbal company oferuje nam produkty naturalne, stworzone na bazie ziół leczniczych i olejów. Poza produktami do włosów zaopatrzyć się możemy także w kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała i stóp. Produkty, pomimo, że ECO do drogich nie należą. Dostępne są w drogeriach internetowych- stacjonarnie nie spotkałam ich nigdzie. 
Producent informuje nas, że balsam odżywczy zawiera optymalny zestaw naturalnych olei oraz niezbędnych ekstraktów roślinnych. Skład prezentuje się naprawdę zdumiewająco. Produkt otrzymał certyfikat cosmos natural, który potwierdza jakość kosmetyku- 98% to składniki pochodzenia naturalnego. Jest to produkt wegański czyli taki, który nie zawiera żadnych składników pochodzenia zwierzęcego, a także nie był testowany na zwierzętach. 

Składniki/Ingredients (INCI): 
Aqua, Glycerin (roślinna gliceryna), Cetearyl Alcohol, Distearoylethyl Dimonium Chloride, Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Helianthus Annuus Seed Oil* (olej słonecznikowy), Rubus Chamaemorus Fruit Extract*(ekstrakt z maliny moroszki), Helianthus Annuus Hybrid Oil*, Olea Europaea Fruit Oil* (oliwa z oliwek), Argania Spinosa Kernel Oil*(olej arganowy), Simmondsia Chinensis Seed Oil* (olej jojoba), Prunus Amygdalus Dulcis Oil*(olej ze słodkich migdałów), Lavandula Angustifolia Oil*(olejek lawendowy), Macadamia Ternifolia Seed Oil*(olej macadamia), Citrus Limon Peel Oil* (olejek cytrynowy), Camellia Oleifera Seed Oil*(olej z kamelii olejodajnej), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil* (olejek pomarańczowy), Amaranthus Spinosus Seed Oil*(olejek amarantusowy), Coffea Arabica Seed Oil* (olejek z kawy), Rosa Canina Fruit Oil* (olejek z dzikiej róży), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil* (olejek rokitnikowy), Vitis Vinifera Seed Oil* (olejek z pestek winogron), Persea Gratissima Oil* (olejek avocado), Tocopherol (witamina E), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Parfum, CI 77492 (źródło)
Produkt zamknięty jest w plastikowej ciemnobrązowej butelce o pojemności 500 ml. Przez butelkę widzimy ile kosmetyku pozostało w środku. Balsam ładnie pachnie- zapach przypomina mi leśne owoce. Nie jest to jednak słodki cukierkowy aromat, który przy częstym używaniu męczy nasz zmysł powonienia i chcemy z niego zrezygnować. Zapach ulatnia się już w momencie aplikacji. Konsystencja dość zbita, gęsty mleczny i kremowy produkt rozprowadza się po włosach bardzo gładko i przyjemnie. Balsam jest wydajny- zużyć należy go w ciągu 12 miesięcy. 
Producent zaleca niewielką ilość balsamu nanieść na mokre włosy, pozostawić na 3-5 minut, następnie dokładnie spłukać ciepłą wodą. Stosowałam zarówno zgodnie z zaleceniami jak i na swój sposób- czyli jak maskę, przez 30 minutek.  
No i najważniejsze... DZIAŁANIE. 
Po zastosowaniu, zmyciu i wysuszeniu włosy rzeczywiście stają się lśniące oraz elastyczne, są miękkie i przyjemne w dotyku. Czy balsam ma szansę wzmocnić nasze włosy i dogłębnie je odżywić, a także zregenerować suche i zniszczone, smętnie opadające na twarz kosmyki? Uważam, że tak. Wiadomo, że w walce o piękne włosy musimy uzbroić się w cierpliwość, ale naturalny skład produktu i brak zbędnej chemii potrafi przyczynić się w znacznym stopniu do poprawy stanu zarówno włosów jak i skóry głowy. 

Produkt polecam- niska cena w stosunku do jakości, naturalny bogaty skład oraz nienachalny zapach
i działanie zachęciły mnie do ponownego zakupu. 

Ja w swój balsam zaopatrzyłam się na mintishop, o TUTAJ, ale znajdziecie go także w innych drogeriach internetowych. Cena waha się w granicach 15 złotych za 500 ml butelkę. 

Jestem bardzo ciekawa czy znacie ten kosmetyk i markę Dr. Konopka's.
Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

niedziela, 6 listopada 2016

YVES ROCHER Zero Defaut- comfort cream foundation. Odżywczy podkład do twarzy.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj na moim blogu recenzja odżywczego podkładu do twarzy ZERO DEFAUT od firmy Yves Rocher. Produkt zakupiłam jakiś czas temu na stronie. Dodatkowo otrzymałam aż dwa prezenty (jeden wybrany przeze mnie, drugi to niespodzianka), ponieważ było to moje pierwsze internetowe zamówienie. Niespodzianką okazał się krem rewitalizujący usuwający oznaki zmęczenia na dzień do skóry normalnej i mieszanej z serii elixir 7.9, natomiast drugi prezent za złożenie zamówienia wybrałam sobie sama spośród kilku dostępnych. Postawiłam na przeciwzmarszczkowy krem regenerujący pod oczy Riche Creme- skusiłam się na niego ze względu na bardzo bogaty skład pełen olejów
i ekstraktów roślinnych.
Kilka tygodni temu postanowiłam sobie, że więcej uwagi zwracała będę na składy kosmetyków do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. W związku z czym postanowiłam wybierać produkty bardziej naturalne, zawierające właśnie ekstakty roślinne i oleje, a także nie mające w swoim składzie olejów mineralnych, silikonów, silnych środków myjących, konserwantów i substancji zapachowych. Domyślam się, że zanim odnajdę swoje ideały minie sporo czasu i wiele produktów okaże się "niby"naturalnych. Niemniej jednak podejmuję to wyzwanie i na bieżąco będę dzieliła się z Wami moimi poczynaniami na łamach bloga. 

Podkład Zero Defaut producent określa jako kremowy- czy się z nim zgadzam? Jak najbardziej. Jeszcze nigdy nie miałam okazji testować fluidu w takiej formie. To bardzo delikatny mus, gładki i otulający moją skórę. Bardzo ładnie się go aplikuje i wystarczy naprawdę odrobina, aby pokryć równomiernie delikatną warstwą całą twarz. Nie potrzebuję bazy ani kremu "pod". Podkład pachnie inaczej niż inne do tej pory przeze mnie używane, bardziej naturalnie, kwiatowo. Słoiczek o pojemności 40ml jak najbardziej na plus. Wykonany jest on z grubego szkła z plastikową zakrętką. Widzimy ile produktu zostało i w jakim stanie jest- z tubkami bywa różnie, nie mamy kontroli nad tym, czy podkład się nie rozwarstwia, czy nie dzieje się z nim coś niepokojącego i czy nie powinniśmy wymienić go już na inny. Podkład Zero Defaut należy zużyć w ciągu pół roku. Myślę, że zużyję go szybciej, ponieważ zamierzam go stosować regularnie pomimo jego wad, które opisałam poniżej. Chcę zrobić sobie przerwę od drogeryjnych, standardowych podkładów i zobaczyć czy taka zmiana produktu wpłynie znacząco na stan mojej cery. 
Czy jest to podkład bez wad? Otóż niestety nie. To dobry podkład- odżywia skórę, nie napina jej, jest odpowiedni zarówno do cery mieszanej, której jestem posiadaczką jak i do cery suchej. Zawiera naturalne składniki, olejek jojoba dodatkowo ma za zadanie pielęgnować naszą cerę, ale to nie wystarczy aby stał się on moim ulubieńcem. Nie trafiłam z kolorem- chociaż wybrałam jasny beż. Dla mnie jest on zbyt ciemny i chociaż wtapia się w moją cerę dość dobrze, to muszę uważać z ilością. Nie mogę pozwolić sobie na nałożenie grubszej warstwy, która byłaby w stanie pokryć niedoskonałości na mojej buzi toteż za krycie kolejny minusik. Być może gdybym wybrała porcelanowy beż byłabym z niego bardziej zadowolona, chociaż nie wiem, czy dałby sobie radę z cerą bardzo problematyczną. Podkład niestety nie jest także trwały. Makijaż nie utrzymuje się na buzi zbyt długo, a więc w ciągu dnia muszę robić małe poprawki i ratować się pudrem. 

Podkład Zero Defaut oceniam 3.5/5. 
Plusy daję za formę produktu, skład, konsystencję, łatwość aplikacji i za zapach.
Minus za krycie, trwałość i nietrafiony kolor. 


Znacie podkład Zero Defaut od firmy Yves Rocher? Stawiacie na bardziej naturalne kosmetyki czy wybieracie drogeryjne, ogólnodostępne produkty? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

czwartek, 3 listopada 2016

STENDERS Gardener of feelings. CRANBERRY LIP BALM. Żurawinowy balsam do ust.


Witam Was bardzo cieplutko. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję żurawinowego balsamu do ust od firmy Stenders- kolejnego produktu, który znalazł się w moim wrześniowym ShinyBoxie. 
Zanim jednak przejdę do opinii- opowiem Wam kilka słów o Stendres. Jest to firma, która oferuje nam produkty zainspirowane północną naturą. Naturalne składniki i pięknie pachnące kosmetyki do pielęgnacji ciała, włosów i twarzy, a także zestawy do wieczornych rytuałów SPA to coś co lubię i co zachęciło mnie do odwiedzenia tego sklepu. Gdzie go znajdziemy? Poza możliwością zamówienia produktów na stronie możemy także wybrać się na zakupy m.in do Manufaktury czy do Galerii Krakowskiej (wykaz sklepów dostępny na stronie TUTAJ).

Wracając do bohatera dzisiejszego wpisu- balsam do ust to bardzo skoncentrowany produkt- jego treściwa konsystencja ładnie rozprowadza się po powierzchni naszych ust, nie rozpuszcza się czybko i nie topnieje jak niektóre nawilżające pomadki, które znikają w kilka chwil. Stenders pozostawia na wargach bezbarwny film, który nie jest jednak ani tłusty ani klejący- jest taki jak być powinien i jaki sobie cenię najbardziej- delikatny i aksamitny. 
Balsam wchłania się stopniowo i równomiernie, a usta stają się nawilżone i gładkie. Produkt dobrze chroni przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi- przed mrozem i wiatrem. 
Smak i zapach także przypadły mi do gustu i choć aromat ulatnia się bardzo szybko, a żurawinka znika jeszcze szybciej to cieszę się, że nie jest to kolejny produkt z serii "słodkie i cukierkowe".
Balsam do ust to 4.8-gramowy sztyft, którego okres przydatności to pół roku- produkt należy jednak przechowywać w temperaturze nieprzekraczającej 25 stopni Celcjusza- inaczej okres ten skraca się nawet
o kilka miesięcy. 


Skład (ingredients) prezentuje się następująco:
Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Beeswax Synthetic, Hydrogenated Polyisobutene, Cetearyl Alcohol, Decyl Isostearate, Isostearyl Isostearate, Isoamyl Laurate, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Glyceryl Caprylate, Parfum (Fragrance), Polyglyceryl-3 Ricinoleate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter Unsaponifiables, Soybean Glycerides, PCA Glyceryl Oleate, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Aqua (Water), Lecithin, Ascorbyl Palmitate, BHT, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopherol, Citric Acid

Balsam do ust Stenders polecam ze względu na właściwości nawilżające i pielęgnacyjne. 
Jeżeli smak żurawiny nie jest Waszym ulubionym, zachęcam do wypróbowania innych wariantów- czy któraś z Was skusi się na balsam o zapachu kwiatu jabłoni, kawowo-śmietankowym, różanym albo grejpfrutowo-pigwowym?
Zachęcam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia