piątek, 21 lipca 2017

Slowly Veggie - zmień swój sposób myślenia!

Tego potrzebowałam. Czasopismo, które otrzymałam w ramach współpracy z wydawnictwem Burda International Polska sprawiło, że zupełnie zmieniłam swoje podejście do diety wegetariańskiej i wegańskiej. Może nie tyle zmieniłam - co poznałam. Jakie wyciągnęłam wnioski? Co takiego zmieniło się w moim rozumowaniu? Cóż, odkąd pamiętam, zawsze chciałam jeść zdrowo. Miałam nawet w swoim życiu okresy, w których to często odwiedzałam sklepy z ekologiczną żywnością i szukałam czegoś dla siebie. Ale tak naprawdę to za bardzo nie mogłam się tam odnaleźć. Chlorella, ksylitol czy quinoa - te nazwy nie mówiły mi absolutnie nic, w rezultacie czego sięgałam po batoniki muesli albo pospolite zioła typu pokrzywa czy mięta. Zawsze uważałam też, że zdrowa dieta to droga dieta. Nic bardziej mylnego. Są oczywiście produkty, za które zapłacimy sporo, ale tworząc zbilansowany, smaczny posiłek potrzebujemy jedynie niewielkiej ich ilości. Poza tym w diecie wegetariańskiej to warzywa i owoce stanowić powinny główny składnik potraw czy przekąsek, po które sięgamy w ciągu dnia, kiedy dopadnie nas ochota na słodkie.   
Wertując kolejne strony dwumiesięcznika Slowly Veggie uświadamiałam sobie jak wiele traciłam przez te wszystkie lata jedząc przetworzone jedzenie, fast-foody i inne śmieci z knajpek czy (o zgrozo!) budek niewiadomego pochodzenia :) Na wegetarianizm, ani weganizm nie jestem na razie zdecydowana ale za to zdecydowanie bardziej będę przyglądała się swoim posiłkom. W gazecie odnalazłam mnóstwo ciekawych przepisów na smaczne i zdrowe potrawy, poznałam również kilka ciekawych restauracji i pubów oferujących wegejedzenie. Co jeszcze spodobało mi się w czasopiśmie Slowly Veggie? Propozycje ekologicznych kosmetyków zawierających naturalne składniki, takich, które nie zawierają parabenów, silikonów i zbędnej chemii w zamian dając nam naturalne ekstrakty roślinne, oleje i witaminy. W Slowly Veggie znajdziemy również nowości książkowe, po które sięgnąć powinny zarówno osoby rozpoczynające swoją przygodę ze zdrową żywnością jak również zagorzali zwolennicy superfoodów.

Redaktor naczelna Slowly Veggie w pięknych słowach opisała czasopismo, myślę, że ja nie zrobiłabym tego lepiej bez dwóch zdań. Przeczytajcie sami - czy nie warto skusić się na to czasopismo? Magazyn o wegetariańskiej i wegańskiej kuchni z duszą.Niech żyje rewolucja! Niech żyje powerfood! Bogactwo smaków, lifestylowa bomba newsów i dobre samopoczucie. Zdradzamy, jak bez wyrzeczeń, zdrowo osłodzić sobie życie. Podpowiadamy skąd, czerpać dobrą energię i jak uzupełniać niedobory witamin. Mamy dla Was ekologiczną ceramikę hand made, drewniany design wprost od polskich projektantów, organiczną modę i porady o urbanjodze. Do wspólnego, roślinnego stołu zaprosiliśmy nieprzeciętne osobowości: Maię Sobczak, Nono, Annę Dereszowską, Mateusza Gesslera i Magdalenę Nowaczewską. Takie właśnie jest Slowly Veggie – uważne, otwarte na świat, podążające za trendami. Proponujemy Wam sposób życia w stylu Veggie.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 10 lipca 2017

Moja współpraca z Burda International Media! Dwumiesięcznik Coaching

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Jakiś czas temu udało mi się nawiązać współpracę z Wydawnictwem Burda International Media. Jest to jedna z największych światowych spółek mediowo - technologicznych, która prowadzi swoją działalność w 20 krajach. W Polsce od ponad 25 lat z pasją rozwija rynek mediowy, wychodząc naprzeciw zmieniającym się oczekiwaniom technologicznym i kontentowym odbiorców w każdym wieku (źródło).

Dzięki uprzejmości tejże firmy miałam okazję poznać dwa czasopisma, które nie ukrywam - bardzo przypadły mi do gustu. Opinia o nich jest jak najbardziej obiektywną i fakt, że obydwie gazety otrzymałam w ramach współpracy w żaden sposób nie wpłynął na moją ocenę. Pierwszą gazetą, o której chciałabym dzisiaj napisać jest dwumiesięcznik Coaching, o drugiej zaś dowiecie się w następnym wpisie.
Czytanie jest czynnością niezwykle korzystną dla naszego rozwoju. Na całym świecie są grube miliony fanów przenikania do obcych światów zawartych w książkach. Oprócz książek jednak warto również sięgać do gazet.
Od codziennej prasy po czasopisma- oferuje się nam bardzo szeroką paletę gatunków gazet, jakie możemy pochłonąć swoimi umysłami. Czytanie ich znacznie przyczynia się do naszego rozwoju bez względu na rodzaj, jednak istnieją takie gazety, które traktują min. o rozwoju samym w sobie. Wczytując się w nie zyskujemy dwukrotnie ponieważ ćwiczymy swój rozum, a przy okazji dowiadujemy się o innych sposobach by to osiągnąć.
Pragnę przedstawić Wam dwumiesięcznik Coaching. Osobiście zwykle wybierałam książki, jednak kiedy dostałam w rękę ten magazyn, wiele się zmieniło w moim podejściu. Skrupulatnie przeczesałam wszystkie strony magazynu i jestem niezwykle zadowolona z powodu wielu ciekawych rzeczy, o których się dowiedziałam. Moim zdaniem łatwo o to by dwumiesięcznik przypadł do gustu gdyż każdy znajdzie tam coś dla siebie- maniacy organizacji, ciekawi świata, pionierzy wspinaczek karierowych itd. Każdy z nas winien obierać odpowiednią drogę samodzielnie, by ograniczyć liczbę błędów warto sięgnąć po Coaching. Artykuły pomogą lepiej zrozumieć problemy, jakie dotykają nas każdego dnia i wskażą jak sobie z nimi radzić.
Nie zadeklarowałabym magazynku jako jeden z „tych dla mężczyzn”. Uważam, że każdy może zaopatrzyć się w egzemplarz Coachingu bez obawy o późniejsze rzucenie go w kąt. Dzieje się tak, ponieważ tematy poruszone w magazynie nie są płytkie, z uśmiechem na twarzy czytałam kolejne strony nie tracąc czasu na zgadywanie o czym będzie kolejny temat ponieważ bieżący porywał moje zainteresowanie całkowicie. Zachwyciło mnie  wiele wypowiedzi mądrych ludzi sukcesu, którzy skłonni są dawać wskazówki odnośnie pracy w biznesie czy organizowania swojego życia. Warto skorzystać z takiej pomocy tym bardziej, że czyta się wszystko bardzo przyjemnie.
Osobiście po przestudiowaniu gazety wyniosłam z niej kilka nauk, które przydadzą mi się nieco zmotywować do działania, zorganizować i sprawić, że moje działania będą przynosiły widoczne skutki. Uważam, że zrozumienie jak działa umysł ludzki może być kluczem do sukcesu w wielu dziedzinach, zatem jeśli jesteś nieszczęśliwa, bo nie możesz osiągnąć swojego celu, chwytaj za Coaching gdyż znajdziesz tam rzetelne wyniki badań naukowców często z zakresu tajemnic ludzkiego rozumu. Gorąco polecam Coaching dla kobiet i mężczyzn bez względu na wiek!
Kolorowe ilustracje, grafiki i profesjonalnie wykonane zdjęcia dodatkowo uprzyjemniają lekturę, gdyż jako wzrokowiec łatwo kojarzę obraz z tekstem.W Coachingu znajdziesz również propozycje najnowszych pozycji książkowych, które warto przeczytać.
Teraz dwumiesięcznik Coaching zaprenumerujesz taniej. Wchodzisz w to?! Zachęcam do zapoznania się z ofertą TUTAJ.

Jestem ciekawa co myślicie o tym czasopiśmie, znacie? Czytacie? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

niedziela, 9 lipca 2017

Maska złuszczająca LC+

Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję ostatniego już produktu, którego otrzymałam w ramach współpracy z portalem Only You. Tak jak wspominałam w poście TUTAJ - w tajemniczym pudełku odnalazłam aż dziesięć kosmetyków do pielęgnacji ciała i włosów jak również lakiery do paznokci i perfumy.

Maska złuszczająca do stóp w postaci nasączonych skarpetek to profesjonalny zabieg do domowego użycia. Maski tego typu zrobiły się w ostatnim czasie bardzo popularne i produkuje je większość firm kosmetycznych zarówno zagranicznych jak i polskich. Wysoko efektywna formuła oparta na kwasach owocowych, moczniku, a także ekstrakcie z kwiatów nagietka, aloesu i olejku z trawy cytrynowej sprawia, że po zastosowaniu skarpetek, po całym procesie złuszczania stopy stają się gładkie i miękkie. U mnie efekt złuszczania rozpoczął się po około jednego tygodnia, zakończył - po miesiącu od użycia.
Skład skarpetek złuszczających przedstawiłam powyżej. Skarpetki polecam, jednak nie jest to produkt, którego warto użyć teraz kiedy to wskakujemy w letnie buty i sandałki.
Czytaj dalej »

czwartek, 29 czerwca 2017

O perfumach NOU oraz lakierach firmy Bell i jej limitowanej edycji Secret Garden Nail Enamel

Dzisiejszy wpis poświęcam aż dwóm produktom, które otrzymałam w ramach współpracy z portalem Only You. Przyznam szczerze, że recenzowanie perfum, a także lakierów do paznokci sprawia mi od zawsze najwięcej kłopotu. Dla mnie jest to nie lada wyzwanie - gdyż na co dzień paznokci nie maluję kolorowymi emaliami, a jedynie odżywką. Jeśli chodzi o perfumy - ciężko ocenić jest mi nuty zapachowe, jednak w tym celu poprosiłam o radę moje niezawodne koleżanki, perfumomaniaczki.

Zacznijmy od owocowo-kwiatowej wody perfumowanej Secret Blanc NOU. 50 ml flakonik skrywa w sobie mieszankę takich nut zapachowych jak cytryna, biała herbata, rabarbar, ananas, jaśmin, peonia, żurawina, piżmo, paczula i bob tonka. Buteleczka skromna, przezroczysta - szklana. Atomizer w sposób prawidłowy rozpyla perfumki nie zacinając się i nie zapychając. Nic nie kapie i nie leci.
Zarówno ja, jak i moje koleżanki uznałyśmy, że Secret Blanc to idealna propozycja na wiosnę/lato. Nie jest to ciężki, otulający zapach, pomimo tego, iż świeżość cytrusów zmienia się w bardziej głęboki aromat. Ja wyczuwam w nim nutę szampana - nie wiem dlaczego, ale od samego początku te perfumki mi się z nim kojarzą. Produkt znika po kilku godzinach, trzyma się bardziej przy skórze niż otacza wokoło pozostawiając za sobą 'ogon' aromatu.

Drugim produktem, a właściwie to produktami jest limitowana edycja lakierów od firmy Bell, która nosi nazwę Secret Garden Nail Enamel. Jest to kolekcja przepięknych, wiosennych lakierów w kwiatowych odcieniach. Emalie bardzo ładnie pokrywają (poza dwoma pierwszymi od lewej), długo trzymają się na pazurkach i nie odpryskują. Pomimo niskiej ceny, jakość ich oceniam na bardzo dobrą. Szczególnie wpadł mi w oko ostatni odcień lakieru, rewelacyjnie prezentuje się zarówno na dłuższych jak i krótszych paznokciach. Pędzelek wykonany porządnie, dobrze trzyma się go w palcach. Manicure przebiega szybko i przyjemnie. Polecam.
Czytaj dalej »

czwartek, 22 czerwca 2017

Bandi Professional exfoliating creamwith mandelic acid & PHA | krem z kwasem migdałowym i polihudroksykwasami

Kremy z kwasami towarzyszą mi od kilku lat, testowałam ich naprawdę sporo, z różnych firm i o różnych stężeniach. 
Dzięki współpracy z portalem ONLY YOU miałam przyjemność poznać kolejny. Czy się polubiliśmy? Tego dowiecie się w poście.
Bohaterem dzisiejszego wpisu jest krem z kwasem migdałowym, a także polihydroksykwasami od firmy Bandi Professional. Produkt przypadł mi do gustu już od pierwszego zastosowania - nie podrażnił mojej cery, która choć należy do mieszanych, często sprawia mi małe psikusy i zachowuje się jak atopowa. Ten krem na szczęście nie wywołał na moich policzkach alergicznych 'placków'. 
Firma Bandi oferuje szeroką gamę produktów do pielęgnacji twarzy, ciała a także włosów. Krem, który otrzymałam w ramach współpracy należy do linii profesjonalnej. Producent opisuje ją w sposób następujący: Linia PROFESSIONAL została opracowana z myślą o osobach, które poszukują intensywnej pielęgnacji skóry w warunkach domowych. Kosmetyki wchodzące w skład serii bazują na produktach profesjonalnych stosowanych w gabinetach kosmetycznych, co przynosi skórze spektakularne efekty w postaci poprawy jej wyglądu

Zdaniem producenta, a także z punktu widzenia specjalistów, produkty, które w swoim składzie zawierają kwasy: owocowe, migdałowy, pirogronowy, azaleinowy, salicylowy czy polihydroksykwasy należą do produktów wielozadaniowych i stosowane są w pielęgnacji cery z następującymi problemami: 
• przebarwienia pigmentacyjne;
• trądzik i blizny potrądzikowe;
• łojotok i rozszerzone pory skóry;
• starzejąca się skóra, z utratą elastyczności i jędrności;
• bruzdy oraz zmarszczki mimiczne i statyczne;
• skóra zniszczona słońcem;
• nadmierne rogowacenie;
• skóra zszarzała i pozbawiona blasku.

Krem z kwasami marki Bandi polecam osobom, które tak jak i ja zmagają się z cerą mieszaną, kapryśną i taką, której trudno dobrać kosmetyk idealny. Bandi wygładził moją skórę i ładnie podomykał pory na nosie i czole. Nawilża - aż za, dlatego też stosujmy go z umiarem, oczywiście na noc. Rano nie zapominajmy o odpowiedniej ochronie UV. Produkt idealny na pory roku: wiosna, jesień i zima. Latem, kiedy słoneczko daje się we znaki proponuję zrezygnować z kwasów na rzecz innych, lżejszych kremików. Kwasy + promienie słoneczne to zdecydowanie nie jest dobre połączenie.
Ja swój krem postanowiłam wykorzystać do końca w inny sposób i choć produkt przeznaczony jest do pielęgnacji twarzy - zastosowałam go na uda, na których pojawiły się nieestetyczne krostki i co? I krostek nie ma! Krem idealnie sprawdza się jako balsam do ciała i tak polecam go również wykorzystać w letnie wieczory. Zawartość kwasu wygoiła moje krostki i przywróciła skórze miękkość, ujędrniła i poprawiła jej koloryt, który mam wrażenie - jest teraz bardziej wyrównany.
Czytaj dalej »

wtorek, 20 czerwca 2017

Miesiąc z marką Orphica | ORPHICA ESSENTIALS PURE ADVANCED EYE RENEWAL SERUM

Miesięczna kuracja z marką Orphica dobiegła końca. Na początku maja rozpoczęłam testowanie serum pod oczy, które otrzymałam w ramach współpracy z wyżej wymienioną firmą. Jakie wrażenia wywarł na mnie produkt? Czy zauważyłam rezultaty i czy warto zainwestować w ten kosmetyk? Zapraszam na wpis, a także zachęcam do aktywności w komentarzach, gdyż jestem bardzo ciekawa co myślicie o tym produkcie, czy go znacie i czy zamierzacie kupić go w przyszłości.

Na początek chciałabym poinformować Was o tym, iż markę, a także poszczególne produkty Orphica zaprezentowałam w poście miesiąc temu, odsyłam Was do linku- KLIK. Dzisiaj zapraszam Was na wpis podsumowujący moją kurację.

Serum pod oczy Pure zamknięty jest w 15 ml buteleczce z pipetką. Flakonik wygląda bardzo ekskluzywnie, bez zbędnych napisów, grafik etc.- jakość na najwyższym poziomie. Cena również z górnej półki ale uważam, że na kosmetykach do pielęgnacji okolic oczu oszczędzać nie można, gdyż większość produktów uczula i podrażnia delikatną skórę. Każde takie podrażnienie i nie trafiony kosmetyk przyczyniają się do starzenia skóry, która już sama w sobie szybciej traci blask i młodość niż na przykład skóra na policzkach czy czole. Serum Pure ma lekką konsystencję, którą przyjemnie się aplikuje. Produkt szybko się wchłania jednak warstewkę, którą tworzy wyczuć można przez dłuższą chwilę. Nie przeszkadza mi to, gdyż kosmetyk ten stosuję po wieczornym demakijażu, tuż przed pójściem spać. Producent zaleca nakładać za pomocą pipety kilka kropel serum  na oczyszczoną skórę pod oczami, następnie okrężnymi ruchami delikatnie wmasować produkt w skórę wokół oczu. Serum nie powoduje swędzenia ani szczypania. Nie zapycha także moich porów, a jestem mieszańcem, który często zmaga się z zanieczyszczeniami. Serum Pure sprawia, że czuję się zadbana, to taka odrobina luksusu na którą warto było sobie pozwolić i chociaż produkt otrzymałam za darmo do przetestowania, zamierzam kupić kolejną buteleczkę tego magicznego eliksiru, który jest bardzo wydajnym kosmetykiem i wystarcza na długo. Serum Pure rzeczywiście, zgodnie z obietnicami ujędrnia i regeneruje usuwając drobne pazurki i uelastyczniając skórę pod oczami. Zmniejszył również opuchnięcia, a także przyczynił się do rozjaśnienia cieni pod oczami, z którymi zmagam się już od dawna. Produkt polecam - jestem z niego w 100 procentach zadowolona.
Skład produktu (INCI): Aqua, Glycerin, Citrus Aurantium Amara Flower Extract, Snail Secretion Filtrate, Squalane, Propanediol, Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Crambe Abyssinica Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Spilanthes Acmella Flower Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Sodium Hyaluronate, Enteromorpha Compressa Extract, Carthamus Tincotorius Bud Extract, Tocopherol, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Hydroxyethylcellulose, Niacinamide, Panthenol, Beta-Sitosterol, Retinyl Palmitate, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Squalene, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Isohexadecane, Polysorbate 60, Parfum.


Czytaj dalej »

wtorek, 23 maja 2017

Ziaja Antyoksydacja - nowa seria, nowe możliwości.

Antyoksydacja to jedna z najnowszych serii kultowej marki Ziaja. Produkty miałam przyjemność wypróbować dzięki współpracy z portalem ONLY YOU, ale bądźcie pewne, że fakt jakim jest to, że produkty otrzymałam do testów, w żaden sposób nie wpłynął na moją ocenę. Firmy Ziaja nie sposób nie znać. Produkty są tanie, mają charakterystyczną, minimalistyczną wręcz szatę graficzną i są produkowane w naszym kraju. Asortyment bardzo bogaty - na stronie producenta jak również w mniejszych i większych drogeriach, marketach oraz aptekach znajdziecie kosmetyki pielęgnacyjne, farmaceutyki, a także linię profesjonalną wykorzystywaną w gabinetach kosmetycznych zarówno dla kobiet, mężczyzn jak i dla dzieci.

Seria Antyoksydacja przeznaczona jest do skóry wiotkiej, pozbawionej blasku a także wrażliwej i zmęczonej. To nie tylko dwa powyżej prezentowane na zdjęciu kremy, o których dowiecie się dzisiaj. Seria składa się z:

  • ekspresowe serum do twarzy i szyi wygładzająco-ujędrniające
  • oczyszczający żel micelarny z peelingiem
  • tonik z kwasem hialuronowym
  • nawilżające mydło z balsamem pod prysznic i do kąpieli
  • satynowy mus do ciała skutecznie nawilżający
  • krem na dzień ochronno-łagodzący z filtrem
  • krem na twarz i szyję odżywczo-regenerujący redukujący suchość skóry
  • maseczka na noc na twarz i szyję aktywnie wygładzająca i łagodząca podrażnienia
Produkty, które otrzymałam do testów w ramach współpracy z portalem ONLY YOU to ekspresowe serum do twarzy i szyi wygładzająco-ujędrniające oraz krem na twarz i szyję odżywczo-regenerujący redukujący suchość skóry. Ci, którzy czytują mojego bloga wiedzą, Ci którzy trafili pierwszy raz pewnie chcą wiedzieć - jestem posiadaczką cery mieszanej, skłonnej do niedoskonałości. Mimo to, część produktów (szczególnie tych z kwasami) podrażnia moją skórę, sprawia, że staje się ona zaczerwieniona i nieprzyjemnie piecze. Seria Antyoksydacja nie zrobiła mi 'szkód' na buzi, a wręcz przeciwnie - nadała jej blasku i odżywiła. Ale o tym za chwilę. 
Na pierwszy ogień serum. Produkt zamknięty jest w 50ml białej, plastikowej buteleczce z pompką, która moim zdaniem- dozuje odpowiednią ilość produktu. Serum ma lekką konsystencję, delikatny perłowo-łososiowy odcień i przyjemny, kwiatowo-pudrowy zapach, który niestety dość szybko się ulatnia. Produkt bardzo dobrze się wchłania oraz nie pozostawia tłustego filmu, dzięki czemu idealnie nadaje się pod makijaż. Stosuję go jako bazę, aplikując na buzię i czekając chwilkę aż się wchłonie po to, aby nie rolował i nie smużył podkładu. Serum nawilża moją cerę bez zapychania porów, sprawia, że twarz wygląda na bardziej promienną i wygładzoną. Producent zapewnia nas, że produkt ujednolica koloryt. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, gdyż rzeczywiście zauważyłam różnicę po kilkutygodniowym, systematycznym stosowaniu. Poza aplikowaniem na twarz, serum stosuję również na szyję i dekolt. Przyznam szczerze, że szyja to taki fragment mojego ciała, któremu jak dotąd nie poświęcałam żadnej uwagi. Potrzebowała ona takiej dawki nawilżenia, że po kilku użyciach zauważyłam poprawę w jej kondycji - serum wygładziło i ujędrniło skórę nawilżając ją. Już nigdy nie zaniedbam swojej szyi i nie dopuszczę do efektu tech neck, czyli technologicznej szyi. Określeniem tym producent nazwał zmarszczki na szyi powstałe w wyniku ciągłego pochylania głowy podczas korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń mobilnych. 
Drugim produktem, którego otrzymałam jest krem odżywczo regenerujący również do twarzy jak i do szyi. Tutaj konsystencja bardziej treściwa, wolniej wchłaniająca się. Pozostawia bardzo delikatny film pielęgnując oraz odżywiając naszą skórę i przede wszystkim - nawilżając ją. Produkt eliminuje uczucie suchości, sprawiając, że uczucie napięcia szybko znika. Ja, jako posiadaczka cery mieszanej jestem z niego zadowolona, ale nie mogę pozwolić sobie na używania go każdego dnia. Taka dawka nawilżenia zawsze powoduje u mnie zaskórniki, dlatego też optymalnie aplikuję go na buzię co dwa, trzy dni. W takiej częstotliwości sprawdza się u mnie bardzo dobrze. Przede wszystkim, tak jak i serum - produkt ujędrnia i wyrównuje koloryt oraz wygładza. Czy nadaje się pod makijaż? Jak dla mnie, jest delikatnie za ciężki, a moja buzia nie lubi dodatkowych warstw - lubi oddychać i czuć się świeżo, dlatego też kremu używam jedynie na noc. Rano zmywam twarz żelem oczyszczającym i aplikuję wyżej wspomniane serum. Taka kompleksowa pielęgnacja produktami z jednej serii to bardzo często strzał w dziesiątkę. Krem polecam szczególnie kobietom posiadającym cerę suchą oraz normalną. 
Jestem bardzo ciekawa czy znacie najnowszą serię Ziaja Antyoksydacja i czy miałyście okazję przetestować prezentowane przeze mnie dzisiaj kosmetyki. Zapraszam do aktywności w komentarzach, a także zachęcam do odwiedzenia portalu ONLY YOU. Co myślicie o składzie serum i kremu? 
Czytaj dalej »

wtorek, 16 maja 2017

Orphica essentials pure advanced eye renewal serum | serum pod oczy od marki ORPHICA.

Orphica to marka, o której dowiedziałam się kilka tygodni temu dzięki jednemu z portali społecznościowych. Postanowiłam spróbować swojego szczęścia i zaproponowałam jej współpracę. Nie liczyłam na zbyt wiele, gdyż Orphica cieszy się niezwykle dużą popularnością zarówno w Polsce jak i przede wszystkim - poza granicami naszego kraju. Mimo to udało się. Z niecierpliwością oczekiwałam kuriera, który zjawił się z przesyłką w tamtym tygodniu. W ramach współpracy do przetestowania otrzymałam serum pod oczy, na którym - przyznam szczerze - zależało mi najbardziej.

Producentowi przede wszystkim zależy na jakości produktów. W sieci znalazłam mnóstwo recenzji jak również opinii o produktach tej marki
i wiecie co? Ciężko znaleźć niezadowolone konsumentki, które stosowały lub stosują produkty do makijażu i pielęgnacji brwi, rzęs oraz delikatnej skóry wokół oczu od firmy Orphica. Sztab profesjonalistów nie zapomina o bezpieczeństwie naszej skóry i w tym celu wykonuje szereg testów i badań laboratoryjnych. Kosmetyki zawierają w swoim składzie kompleks naturalnych ekstraktów roślinnych, olejów, a także witamin. Ceny niestety do najniższych nie należą, ale z doświadczenia wiem, że czasem warto zainwestować w produkt profesjonalny. Moim zdaniem każda z nas zasługuje na taki luksus i raz na jakiś czas powinna pozwolić sobie na taki kosmetyk.

Zanim przejdę do krótkiej prezentacji produktu (pełna recenzja po przetestowaniu kosmetyku) chciałabym wymienić Wam wszystkie produkty jakie oferuje firma Orphica. Producent podzielił kosmetyki na dwie kategorie - pierwsza z nich to linia odżywczo-regenerująca, druga zaś to linia pielęgnacyjno-koloryzująca. W skład pierwszej - określanej mianem essentials wchodzi odżywka do rzęs, odżywka do brwi oraz serum pod oczy, które otrzymałam w ramach współpracy. Druga linia - creative, to produkty to typowa kolorówka: tusz do rzęs, kredka do oczu oraz eyeliner
w kredce.
  • odżywka do rzęs REALASH
  • odżywka do brwi BROW
  • serum pod oczy PURE
  • kredka do oczu ARROW
  • eyeliner w kredce EDGE
  • tusz do rzęs UP
Serum pod oczy Pure, które otrzymałam do testów w ramach współpracy znajduje się szklanej, białej buteleczce z pipetką. Butelka o pojemności 15 ml prezentuje się bardzo ładnie - prosty design, porządnie wykonana pipeta. Serum ma konsystencje żelowo-kremową, która bardzo szybko się wchłania pozostawiając lekko świecący, ale nie tłusty film. Warstwa, która pozostaje na skórze nie roluje się, ale też nie znika na tyle szybko, że mogłybyśmy wyjść 'do ludzi'. Serum stosujemy raz na dobę, przed snem. Producent zaleca jednorazowo użyć kilku kropel równomiernie nakładając je na oczyszczoną skórę pod oczami, a następnie kolistymi ruchami wmasować. Zgodnie z zaleceniami aplikuję produkt przed sen, tak więc film, o którym wcześniej wspomniałam nie przeszkadza mi ani troszkę, rano nie ma po nim śladu, myję więc buzię żelem nawilżającym i wykonuję makijaż jak zwykle. Serum pachnie delikatnie chemicznie, ale nie uważam, że jest to zapach nieprzyjemny, polubiłam go. Skład produktu rozłożył mnie na łopatki - skarbnica naturalnych składników i witamin. Jesteście ciekawe jak taka dawka dobroci wpłynie na kondycję mojej skóry pod oczami oraz jakie efekty zauważę? 
Kochane, dzisiaj to wszystko. Niemniej jednak zachęcam Was do śledzenia mojej strony, gdyż po ukończeniu kuracji zamieszczę bardziej obszerny i bardziej szczegółowy post poświęcony serum Pure od firmy Orphica
Jestem ciekawa czy znacie tą markę, w związku z czym zapraszam Was do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

sobota, 6 maja 2017

L'biotica Biovax Opuntia oil & mango | Odbudowujący balsam do włosów i maska intensywnie regenerująca

Nowość od firmy L'biotica Biovax miałam przyjemność przetestować dzięki portalowi ONLY YOU. Odbudowujący balsam do włosów, a także maskę intensywnie regenerującą znalazłam w BOX ONLY YOU za co bardzo serdecznie dziękuję. Pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę poznając zawartość pudełeczka to zapach tego zestawu, który pachnie po prostu nieziemsko i soczyście. Owocowe nuty pozytywnie nastrajają do życia i ożywiają po ciężkim dniu w pracy, sprawiając, że zwykła pielęgnacja włosów staje się domowym SPA.
Zacznijmy od odbudowującego balsamu do włosów zniszczonych i bardzo zniszczonych. Produkt zamknięty jest 100 ml miękkiej tubie, z której bez problemu można wydobyć kosmetyk. Balsam ma lekką konsystencję, delikatnie kremową, nie spływa ona jednak z dłoni. Producent zaleca stosowanie balsamu na świeżo umyte wilgotne lub suche włosy nanosząc niewielką ilość preparatu i rozprowadzając ją na końcówki i zniszczone partie omijając nasadę włosów. Ja, produkt używam na mokre, osuszone ręcznikiem włoski solo lub w połączeniu z silikonowym serum. Zapach utrzymuje się długo, a włosy stają się miękkie, łatwe do rozczesania i zdyscyplinowane. Moim zdaniem odrobinę brakuje im blasku, ale uważam, że działanie regeneracyjne ceramidów i olejku z opuncji, a także masła mango jest mi w stanie to zrekompensować. Balsam nie obciąża moich włosów, ale tak jak zaleca producent - nie stosuję produktu na skalp.
Skład produktu bardzo przypadł mi do gustu- 90% naturalnych składników pochodzenia naturalnego, a także brak parabenów, parafiny oraz detergentów typu SLS i SLES? Biorę w ciemno! :)
Balsam zawiera ceramidy nazywane naturalnym cementem łączącym łuski włosa, a także olej z opuncji wykazujący właściwości ochraniające i wygładzające oraz masło mango, które to ma za zadanie zdyscyplinować włosy i zapobiec rozdwajaniu.
Produkt z pewnością zakupię ponownie i będę namiętnie stosowała podczas kąpieli słonecznych, a także w celu ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi łącząc go z silikonowym serum. Nie jest to produkt wywołujący efekt WOW, mimo to, warto w niego zainwestować. Nie jest drogi, a być może stanie się Twoim ulubieńcem?
Skład balsamu przedstawiam na poniższym zdjęciu. Produkt przebadany dermatologicznie- nie uczulił mnie, ani nie spowodował łupieżu bądź innych niemiłych niespodzianek.

Drugim produktem, którego otrzymałam w ramach współpracy jest maska intensywnie regenerująca. Tutaj przepadłam. Maska ma nieziemską, treściwą konsystencję. Gęsta, niespływająca, idealnie otulająca włosy. Pomimo tego, iż w BOXie znalazłam jedynie saszetkę produktu, przekonałam się do niej na tyle, że w najbliższym czasie zakupuję pełnowymiarowy słoiczek. Produkt ładnie nawilżył moje włosy, odżywił je i zmiękczył. Saszetka to 20 ml. Przy moich włosach ściętych na boba, zużyłam całą, ale myślę że połowa jej wystarczyłaby, aby pokryć całość. Po prostu chciałam nałożyć większą ilość i pod czepkiem pozwolić wnikać składnikom odżywczym we włosy.
Producent zaleca aplikować produkt na umyte, osuszone ręcznikiem włosy. starannie wmasować i pozostawić na minimum 15 minut, po czym dokładnie spłukać włosy, a wyżej wspomnianą kurację powtarzać co 3-5 dni.
Tutaj procent naturalnych składników jest nieco mniejszy niż w przypadku balsamu i stanowi on 87%. Maska nie zawiera parabenów, parafiny, SLSów SLESów, a także silikonów.
Jestem ciekawa czy znacie już nowość od Biovax? Lubicie produkty tej marki? A może wolicie inną serię Biovaxów? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

środa, 3 maja 2017

Prawdziwe wyzwanie dla maski regenerującej na tkaninie Bioteq Michel Laboratory

Maska regenerująca na tkaninie od firmy Bioteq Biology & Technology z Gingko Biloba przeszła nie lada wyzwanie i test z prawdziwego zdarzenia. Majówkowe szaleństwo w górach sprawiło, że stan mojej cery uległ znacznemu pogorszeniu się. Pierwszego dnia w górach spotkał mnie śnieg, wiatr i minusowa temperatura. W kolejnych dniach ociepliło się na tyle, że słońce opaliło moje policzki, nos i czoło. Na czas wyjazdu zaprzestałam stosowania kremów do twarzy, a oczyszczanie buzi ograniczyłam do mycia jej różnego rodzaju próbkami. Rezultat? Przesuszenie, podrażnienie i poszarzała cera w wyniku zmęczenia i niewielkiej ilości snu, opalone buzia i wysyp małych krostek.

Maskę regenerującą na tkaninie miałam przyjemność przetestować dzięki portalowi Only You. Pomimo tego, iż maski w płacie podbijają blogosferę i wypierają tradycyjne maseczki, ja nigdy wcześniej nie miałam okazji ich używać. Uważałam, że jest to 'za drogi interes' i że pozostanę wierna maskom w tubkach. Jakie są moje wrażenia i czy przekonałam się do masek w takiej formie?

Zdecydowanie i bez zastanowienia powiem jedno - ta maska to must have w pielęgnacji mojej skóry. Produkt szybko stał się moim ulubieńcem. Już w momencie nałożenia na twarz poczułam niesamowitą ulgę, a delikatny efekt chłodzenia sprawił, że pokój zamienił się w mały gabinet SPA. Położyłam się, zamknęłam oczy i delektowałam każdą minutką czując jej zbawienne działanie. Plusem niewątpliwie jest fakt, że tkanina obejmuje nie tylko twarz, ale również podbródek, który po górskiej wyprawie nie był w najlepszej kondycji (kurtka i szalik podrażniły go, pozostawiając nieprzyjemne uczucie przesuszenia). Maska ma wycięte dziurki na oczy i usta, a także rozcięcie ułatwiające doleganie materiału do nosa. Tkanina wykonana jest z porządnego materiału, nasączona została żelem, który nie spływał z twarzy, a jego ilość była odpowiednia.

Producent zaleca nałożyć maseczkę tkaninową na oczyszczoną skórę twarzy i pozostawić na 15-20 minut. Po tym czasie zdjąć maskę i delikatnie wmasować pozostałości serum w skórę. Zastosowałam ją zgodnie z powyższymi wskazówkami, jednakże już w momencie nałożenia na twarz wykonywałam delikatny masaż, który dodatkowo uprzyjemniał cały zabieg. Serum, które pozostało na mojej buzi po zdjęciu tkaniny wklepałam nie zapominając o powiekach i skórze pod oczami. Produkt nie wchłonął się całkowicie, stworzył na mojej buzi warstewkę, która towarzyszyła mi kilka godzinek- w tym dniu nie musiałam nigdzie wychodzić toteż mogłam pozwolić sobie na takie paradowanie po domu. Pomimo filmu jaki pozostał na twarzy pory nie zostały zablokowane.
Producent zapewnia nas, że maska wykazuje właściwości regenerujące, przeciwzmarszczkowe i odmładzające. Ja zauważyłam natychmiastową ulgę, nawilżenie oraz złagodzenie podrażnienia. Buzia stała się rozświetlona i wygładzona. Czy maska zapobiega procesom starzenia? Myślę, że mogłabym pokusić się o takie stwierdzenie, gdyż zawarty w składzie kwas hialuronowy uelastycznia naskórek, i dogłębnie nawilża. Maska zawiera również inne biologicznie aktywne składniki, na które warto zwrócić uwagę ze względu na fakt, że mają za zadanie m.in spłycić zmarszczki i napiąć zwiotczałą skórę oraz ochronić komórki przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Mowa o ekstrakcie z ginkgo biloba, wyciągu z ryżu i ekstrakcie z grejpfruta.
Po produkty tego typu zamierzam sięgać nie tylko w awaryjnych sytuacjach jak ta wyżej przeze mnie opisana, ale i ot tak - co jakiś czas w celu dogłębnej regeneracji, nawilżenia i poprawy kondycji mojej cery. Ta z Bioteq jest dla mnie idealna, gdyż natychmiastowo zauważyłam efekt jej zastosowania. Producent zapewnia nas, że produkt ten jest doskonałą alternatywą dla profesjonalnych zabiegów wykonanych w gabinetach kosmetycznych i ja się z nim zgadzam. Zasługujemy na taką chwilkę relaksu Kochane!

Jestem ciekawa czy znacie maskę od firmy Bioteq oraz czy stosujecie inne maski w płacie czy na tkaninie? A może wolicie tradycyjne maseczki w tubce do samodzielnego nakładania za pomocą pędzla? Czekam na Wasze opinie.
Czytaj dalej »

wtorek, 2 maja 2017

Nowa współpraca! BOX ONLY YOU w moim domu | Mollon Pro Professional olejek różany do skórek i paznokci

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję regenerującego olejku różanego do skórek i paznokci od firmy Mollon Pro Professional.
Zanim jednak przejdę do mojej opinii chciałabym pochwalić się kolejną współpracą, którą udało mi się nawiązać w ostatnim czasie. Portal Only You zaufał mi i mojemu blogowi kilka tygodni temu. Zaraz po Świętach Wielkanocnych kurier dostarczył do mojego domu tajemniczą przesyłkę. Zawartość boxa była dla nas, testerek- niespodzianką do samego końca.

Co znalazłam w tajemniczym pudełeczku o nazwie BOX ONLY YOU Rozkwitnij Wiosną?
  • L'BIOTICA BIOVAX maska intensywnie regenerująca z olejem z opuncji i masłem z mango
  • LC+ maska złuszczająca do stóp w postaci nasączonych skarpetek
  • MOLLON Pro Regenerating Rose Oil regenerujący olejek różany do skórek i paznokci
  • NOU Secret Blanc owocowo- kwiatowa woda perfumowana dla kobiet
  • ZIAJA antyoksydacja Jagody Acai krem na twarz i szyję
  • ZIAJA ekspresowe serum do twarzy i szyi
  • BANDI krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami
  • Lakiery do paznokci BELL secret garden nail enamel
  • BIOTEQ maska regenerująca na tkaninie
  • L'BIOTICA BIOVAX balsam do włosów bez spłukiwania z olejem z opuncji i masłem z mango
Wracając do bohatera dzisiejszego wpisu - różany olejek przypadł mi do gustu od pierwszego użycia, a właściwie to już w momencie otwierania buteleczki. Produkt pięknie pachnie, różano-cukierowo (mi przypomina gumy balonowe), zapach niewątpliwie uprzyjemnia stosowanie rozbudzając moje zmysły podczas zabiegu manicure. 
Kawałeczki płatków róż zatopione w olejku nie przeszkadzają w aplikacji. Ja, specjalnie nakładam je na swoje pazurki wykonując taki a'la peeling. Olejek nawilża skórę wokół paznokci, sprawia, że staje się ona miękka i łatwiej można usunąć ją za pomocą radełka czy drewnianego patyczka. Produkt znajduje się w 15 buteleczce z pędzelkiem. Olejek nie jest bardzo gęsty, ale też nie na tyle rzadki, aby spływał w palca. Wchłania się dość dobrze i jeśli nie nałożymy go zbyt wiele, nie musimy myć rąk po wykonaniu manicure. Producent zapewnia nas, że olejek skutecznie regeneruje i uelastycznia skórki wokół wału paznokciowego. Wcierany w macierz odżywia kruche, łamliwe i rozdwajające się paznokcie. Wzmacnia je i nabłyszcza. Czy się z nim zgadzam? Tak jak wspominałam- nawilża skórki, zmiękcza je no i poprawia ogólną ich kondycję. Uważam, że również paznokcie odczuły jego działanie- stały się lśniące i mocniejsze, zregenerowały się nieco po hybrydach, od których zrobiłam sobie przerwę. Skład olejku nie należy do naturalnych, mimo to polubiliśmy się. Zastanawia mnie wosk mikrokrystaliczny otrzymywany z ropy naftowej, który swoje zastosowanie znajduje częściej w kosmetykach kolorowych niż w pielęgnacyjnych. Należy on jednak do grupy emolientów, tworzy warstwę okluzyjną i wydłuża trwałość kosmetyków. Może być komedogenny w związku z czym nie polecam stosować olejku na twarz. 
Moje Drogie - jestem baaardzo ciekawa czy znacie produkty Mollon Pro i czy słyszałyście o tym olejku. Której z Was udało się otrzymać Box Only You?
Czytaj dalej »

czwartek, 20 kwietnia 2017

Kompleksowa pielęgnacja włosów z Halier | Miesięczne podsumowanie Hairvity i Fortesse.

Miesięczna kuracja produktami marki Halier powoli dobiega końca. Czy jestem zadowolona i czy sięgnę po produkty tej firmy ponownie?
O tym dowiedzie się w dzisiejszym wpisie. Zanim jednak przejdę do recenzji chciałabym dodać, że piękne włosy nie muszą być wcale długie i że pomimo tego, iż moda na long hair zalewa blogosferę jestem dumną posiadaczką włosków ściętych na boba. Włosy są dla nas - nie my dla włosów. Dbam o swoje kosmyki oraz stosuję świadomą pielęgnację nie rezygnując jednak przy tym ze stylizacji na jaką mam ochotę.
DZIĘKUJĘ Halierowi za szansę, jaką od nich otrzymałam, dodam tylko jeszcze, iż fakt, że produkty otrzymałam do testów nie wpłynął w żaden sposób na moją ocenę. O nawiązaniu współpracy z Halierem możecie przeczytać TUTAJ, link przekieruje Was do posta, w którym opisałam pokrótce markę, a także zestaw który otrzymałam do testów.
Zacznijmy od suplementu diety (Ideal hair nourishment with collagen amino complex- suplement diety zdrowe włosy od wewnątrz z formułą kolagen i aminokompleksem), który okazał się produktem poprawiającym kondycję nie tylko moich włosów ale także skóry i paznokci. kapsułki dodatkowo wzmocniły moją odporność w okresie wiosenno-zimowym. Walcząc o piękno swoich włosów czy cery zawsze wyznaję zasadę, że działać należy kompleksowo, dlatego też sięgam po zestawy, w skład których wchodzą również tabletki. Dbać o siebie należy także od wewnątrz, a dostarczenie organizmowi niezbędnych minerałów i witamin to już połowa sukcesu. 
Producent zapewnia nas, że zawarte w kapsułkach składniki uelastyczniają i wzmacniają strukturę włosa, powstrzymując ich łamliwość, rozdwajanie i wypadanie oraz wspomagają wzrost włosów. Czy zgadzam się z tymi słowami? Tak jak wspominałam, moja kuracja polegała na jednoczesnym zażywaniu tabletek, a także stosowaniu dwóch pozostałych produktów Fortesse. Mimo to uważam iż ograniczenie wypadania włosów, a także pojawienie się baby hair to zasługa Hairvity. Mała stercząca aureolka na skroniach pojawiła się bardzo szybko, cieszę się, dlatego że zależało mi na zagęszczeniu swojego boba. Myślę, że za kilka miesięcy będzie widać znaczną różnicę w objętości mojej fryzury. Skład suplementu diety bardzo mnie zaciekawił, spodziewałam się standardowego kompleksu witamin- biotyny, żelaza czy niacyny. A tu proszę! Poza tą trójcą w jednej kapsułce znajdziemy także witaminę B12, witaminę D, kwas foliowy, witaminę A, tiaminę, ryboflawinę, witaminę B6, kwas pantotenowy, witaminę C, ekstrakt ze skrzypu polnego, metylosulfonylometan, a także (ku mojemu zaskoczeniu) formułę kolagen+amino: kolagen, l-cysteinę, l-leucynę, l-walinę, l-lizynę, l-metioninę. 
Pewnie tak jak i ja zastanawiacie się czym jest metylosulfonylometan? Jest to organiczny związek siarki o wszechstronnym zastosowaniu. Z sieci dowiedziałam się, że składnik ten m.in. uczestniczy w syntezie kolagenu i keratyny, które to są  niezbędne do budowy skóry, włosów i paznokci. Metylosulfonylometan neutralizuje wolne rodniki oraz przyspiesza eliminację toksyn i alergenów z organizmu. Kompleks aminokwasów pojawia się w suplemencie nieprzypadkowo, bowiem poszczególne znajdujące się w kapsułce mają szereg zastosowań. L-cysteina na przykład wykazuje tak jak i wyżej wspomniany metylosulfonylometan właściwości oczyszczające i detoksykujące nasz organizm z toksycznych związków, likwiduje stany zapalne skóry oraz przyczynia się do odżywiania cebulek włosowych, l-leucyna przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej, a l-lizyna zwalcza opryszczkę i poprawia kondycję cery. Dodatkowo każdy aminokwas działa jak naturalne paliwo dodając energii i siły. 
Zalecana porcja dzienna to dwie kapsułki po posiłku. Ja przyjmowałam jedną rano- po śniadaniu, drugą wieczorem- po kolacji. Tabletki są duże, mimo to dobrze się je połyka, ze względu na dość śliską powłokę. Zapach pozostawia wiele do życzenia, ale czego nie robi się w trosce o swój wygląd? W pierwszych dniach kuracji odczuwałam delikatne bóle brzucha, które ustały po około tygodnia. Ten dyskomfort nie był jednak na tyle uciążliwy, abym musiała zrezygnować z kuracji i zaprzestać stosowania suplementacji. Opakowanie nutrikosmetyku zawiera 60 kapsułek. 

INCI: metylosulfonylometan; żelatyna wołowa; kolagen; L-cysteina; glukonian żelaza (II); substancja wypełniająca: maltodekstryna; kwas L-askorbinowy; substancja przeciwzbrylająca: sole magnezowe kwasów tłuszczowych; substancja wypełniająca: celuloza mikrokrystaliczna; ekstrakt ze skrzypu polnego (Equisetum arvense L.) DER 8-10:1 zawartość kwasu krzemowego: 19%; L-leucyna; L-walina; substancja przeciwzbrylająca: dwutlenek krzemu; L-lizyna; amid kwasu nikotynowego; D-pantotenian wapnia; L-metionina; octan retinylu; cyjanokobalamina; barwnik: dwutlenek tytanu; cholekalcyferol; chlorowodorek pirydoksyny; chlorowodorek tiaminy; ryboflawina; kwas pteroilomonoglutaminowy; barwnik: czerń brylatowa; D-biotyna; barwnik: błękit patentowy; barwnik azorubina
Drugim testowanym przeze mnie produktem jest szampon Fortesse (Shampoo stimulating hair growth advanced hair booster formula- szampon przyspieszający wzrost  włosów i zapobiegający ich wypadaniu z formułą Advanced Hair Booster), którego również bardzo miło mi się używa. Pachnie bardzo delikatnie- troszkę jak perfumy Flower od Kenzo, aczkolwiek to tylko moje spostrzeżenie, inni tego nie czują :). Szampon dobrze się pieni, jest gęsty i moim zdaniem wydajmy, pomimo iż włoski należy umyć nim dwukrotnie. Ja robię tak zawsze - dla lepszego oczyszczenia i uczucia świeżości. Produkt sprawia, że włoski stają się miękkie i nie plączą się nawet wtedy, kiedy nie mam czasu zastosować odżywki czy maski z silikonami. Butelka o pojemności 250 ml wygląda na bardzo ekskluzywną- tak jak i z resztą jej młodsza siostra - odżywka. Skład szamponu prezentuje się bardzo dobrze dlatego, że nie zawiera detergentów takich jak SLSy i SLESy. Co obiecuje producent tym razem?  Szampon przyspiesza wzrost włosów i zapobiega ich wypadaniu. Dokładnie myje i znacznie wzmacnia włosy, zapobiegając rozdwajaniu się końcówek. Unikalna formuła Advanced Hair Booster™ odżywia cebulki, poprawia elastyczność włosów oraz znakomicie regeneruje skórę głowy. Włosy są wygładzone, pełne blasku i podatne na układanie. Co ja o tym myślę? Tak jak już wspominałam- oczyszcza, nie podrażnia skóry głowy (przebadany dermatologicznie), zapobiega rozdwajaniu co jest moim zdaniem zasługą silikonu w składzie, który pozostawia na włosie niewidzialną osłonkę. Wygładza włoski i nadaje im ładną gładką strukturę. 

INCI: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Acrylates Copolymer, Glycerin, Silicone Quaternium-16, Olive Oil PEG-8 Esters, Panthenol, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Equisetum Arvense Leaf Extract, Sereno Serrulata Fruit Extract, Parfum, Mica, Niacinamide, Undeceth-11, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Butyloctanol, Undeceth-5, Biotin, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, CI 77891.
Trzecim i ostatnim produktem testowanym przeze mnie w ramach współpracy jest odżywka Fortesse (Conditioner boosting hair growth hair vitality complex formula- odżywka przyspieszająca wzrost  włosów i zapobiegający ich wypadaniu z formułą Hair Vitality Complex). Najbardziej przypadła mi do gustu ze wszystkim otrzymanych produktów  i z pewnością zaopatrzę się w kolejną buteleczkę w najbliższym czasie. Produkt nieziemsko zmiękcza i nawilża moje włosy, uelastycznia je i nadaje blasku. Kiedy zanurzam włosy w wodzie, aby zmyć z nich odżywkę - stają się takie mięciutkie i delikatne - uwielbiam ten efekt. Buteleczka taka sama jak ta, w której zamknięty jest szampon. Pojemność niestety nieco mniejsza bo 150 ml. Produkt wydajny, kilka aplikacji na dłoń wystarczy, ale równomiernie pokryć całe włosy. Producent zapewnia nas, że odżywka pielęgnuje skórę głowy, nie obciążając włosów, dlatego możesz nanosić ją bezpośrednio na skórę głowy i ja się z nim zgadzam. Po zastosowaniu produktu włosy nie elektryzują się ani nie przetłuszczają szybciej niż po zastosowaniu innych kosmetyków do ich pielęgnacji. Są podatne na stylizacje i ładnie się układają. Nie puszą się, pomimo lekkiej formuły produkt dobrze dociąża moje włosy, sprawiając, że stają się one lejące i gładkie. 

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Propylene Glycol, Dimethicone, Ricinus Communis Seed Oil, Olive Oil PEG-8 Esters, Panthenol, Glycerin, Phenoxyethanol, Silicone Quaternium-16, Equisetum Arvense Leaf Extract, Sereno Serrulata Fruit Extract, Parfum, Niacinamide, Helianthus Annuus Seed Oil, Undeceth-11, Ethylhexylglycerin, Butyloctanol, Disodium EDTA, Undeceth-5, Biotin, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool.
Jestem bardzo ciekawa czy znałyście wcześniej produkty marki Halier - nutrikosmetyk Hairvity oraz odżywkę i szampon Fortesse?
Zamierzacie w przyszłości skusić się kosmetyki tej firmy? 
Zapraszam Was na stronę HALIER, a także zachęcam do aktywności w komentarzach.
Jeśli Jesteście ciekawe co inni myślą o produktach marki Halier zapraszam również TUTAJ
Czytaj dalej »

sobota, 15 kwietnia 2017

Dr Konopka's po raz drugi! Balancing Face Toner | Balansujący toner do twarzy.

O naturalnych, wegańskich kosmetykach firmy Doktor Konopka Little Herbal Company pisałam już jakiś czas temu w TYM poście. Moja recenzja bardzo przypadła Wam do gustu, dlatego też postanowiłam przetestować kolejny produkt tej marki. Wybór padł na balansujący toner do twarzy przeznaczony do każdego typu cery (produkt zalecany do cery normalnej i tłustej, ale z opisu producenta wyczytałam, że jest on także idealny dla wrażliwców i posiadaczy cery tłustej). Czy jestem z niego zadowolona?
Tak, tak, tak. Produkt zakupiłam w internetowej drogerii BIOIKA, w której zamawiam większość naturalnych produktów- kosmetyki na stronie są naprawdę tanie, a transakcja przebiega bardzo pomyślnie i nie jest to żadna reklama. Po prostu lubię tą drogerię, dlatego że można spotkać tutaj naprawdę niezłe perełki i mnóstwo promocji. Toner kosztował mnie niecałe 14 złotych za 200 ml plastikową, przyciemnioną buteleczkę, w której pod światło możemy zobaczyć zużycie kosmetyku.
Producent zapewnia nas, że kosmetyk nawilża i łagodzi podrażnienia pozostawiając skórę czystą, świeżą i zdrową, działa delikatnie antyseptycznie i łagodząco, koi podrażnienia także po nadmiernym, intensywnym opalaniu, jest idealnym środkiem tonizującym. Doskonale odżywia i odświeża skórę, poprawiając jej ukrwienie i zaróżowienie naskórka, zapobiega pojawianiu się podrażnień i stanów zapalnych. Dużo prawda? Nie uważam jednak, że producenta poniosła fantazja i że wypisał on wszystkie cechy produktu idealnego. Ten toner jest naprawdę rewelacyjny i chociaż stosuję go stosunkowo krótko, jestem z niego bardzo zadowolona. Znalazłam w nim wiele zastosowań. Służy mi jako produkt do demakijażu gdyż delikatnie się pieni, nie podrażnia skóry wokół oczu oraz dobrze zmywa makijaż. Odświeża moją skórę w ciągu dnia, kiedy nie muszę stosować podkładu. uspokaja moją cerę po peelingu mechanicznym. Odżywia i łagodzi ewentualne podrażnienia. Przyspiesza gojenie się wyprysków. Matuje, ale i nie wysusza, a wręcz przeciwnie- delikatnie nawilża, sprawiając, że skóra na policzkach i nosie nie jest ściągnięta.
Balansujący toner ma rewelacyjny skład, gdzie 98,9 % stanowią składniki pochodzące z organicznych, kontrolowanych upraw. Do jego produkcji nie zostały użyte żadne składniki pochodzenia zwierzęcego.

Skład INCI: Aqua, Melilotus  Albus Flower/Leaf/Stem Extract, Secal Cereale Seed Extract, Amaranthus Spinosus Seed  Oil, Cedrus Atlan.ca Wood Oil, Linum Usita.ssimum Seed Oil, Ribes Nigrum Leaf Water, Chamomilla Recu.ta Flower Water, Anthemis Nobilis Flower Extract, Rubus Idaeus Fruit Extract, Rubus Idaeus Seed Oil, Camellia Oleifera Seed Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Rosa Canina Fruit Extract, Caprylyl/Capryl Wheat Bran/Straw Glycosides, Fusel Wheat Bran/Straw Glycosides, Polyglyceryl 5 Oleate, Sodium Cocoyl Glutamate, Glyceryl Caprylate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Dehydroace.c Acid, Lavandula Angus.folia Oil, Parfum, Citric Acid, Limonene, Linalool, Citral.
Podsumowując- produkt polecam z ręką na sercu i zachęcam Was do jego zakupu. To tani kosmetyk, który sprawdzi się rewelacyjnie do demakijażu jak i do odświeżenia w ciągu dnia. Ja mam cerę mieszaną, skłonną do podrażnień, ale odlałam część kosmetyku koleżance, która ma cerę suchą i również chwili sobie jego działanie. Nie podrażnia i nie uczula.
Jestem ciekawa czy miałyście z nim do czynienia i czy Wam również przypadł do gustu. Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

czwartek, 13 kwietnia 2017

Joanna Oleje świata | Balsam z masłem pomarańczowym.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję uniwersalnego balsamu od firmy Joanna z serii Oleje Świata (oils of the worlds). Produkt trafił do mnie kilka miesięcy temu dzięki subskrypcji pudełeczek Shinybox. Ja otrzymałam wersję z masłem pomarańczowym, ale dostępne są również warianty kokosowy i oliwkowy.  Jak już pewnie przeczytałyście na mojej stronie nie raz- jestem zagorzałą fanką produktów multifunkcyjnych o wszechstronnym zastosowaniu. Bohater dzisiejszego wpisu do takich właśnie należy w związku z czym polubiliśmy się bardzo szybko. Produkt ma konsystencję wazeliny, przypomina nieco Tander Care od firmy Oriflame. Jest bardzo treściwy i tak naprawdę określenie 'balsam' średnio mi tutaj do niego pasuje. Pomimo 10 ml gramatury jest dość wydajny, wystarczy odrobinka po to, aby ukoić przesuszone, wymagające miejsca takie jak usta, łokcie czy skórki wokół paznokci. Produkt pachnie jak oranżadka w proszku, pomarańczowo, naturalnie. Na ustach również smakuje bardzo dobrze.  Ze względu na skład oraz konsystencję balsamik pozostawia tłusty film, dając uczucie nawilżenia.
Producent zapewnia nas, że balsam dzięki specjalnej recepturze opartej o naturalne składniki, takie jak masła, oleje i witaminy, cudownie odżywią, zregenerują i nawilżą naskórek. Zgadzam się z tymi słowami, gdyż różnicę w kondycji mojej skóry zauważyłam dość szybko. Moje usta nie wyglądały ostatnio najlepiej, wysuszyłam je jedną z pomadek. Smarowałam wargi kilka razy dziennie (szczególnie przed wyjściem na zewnątrz) i przesuszony naskórek zregenerował się w kilka dni. Również łokcie i kolana stały się mniej szorstkie, pomimo tego, iż balsamuję je codziennie wieczorem. Skórki wokół paznokci? Z nimi zawsze same problemy, a że moje są wyjątkowo uparte - nawilżanie to podstawa :)
Podsumowując- dobrze jest mieć ten produkt w torebce i korzystać z niego każdego dnia. Dobrze ochrania przed wiatrem, nawilża i odżywia. Skład jak najbardziej na plus. Co prawda nie jest on wolny od aromatów i substancji zapachowych, ale obecność olejków mi to rekompensuje. Polubiłam go. Dodatkowo jest on na każdą kieszeń- w drogeriach dostępny w cenie 6- 10 złotych. Spotkać możecie go zarówno stacjonarnie jak i on-line.
Moje Drogie na sam koniec pragnę złożyć Wam najlepsze życzenia z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy. Rodzinnych, pełnych ciepła i słonecznych chwil bez smutku i wszelkich trosk.
Jestem ciekawa czy znacie to masełko i czy się z nim lubicie. Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

czwartek, 6 kwietnia 2017

PARAMEDICA. Olejek do pielęgnacji paznokci ze skrzypem polnym | Prośba o radę!

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na pierwszy w tym miesiącu wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję olejku do pielęgnacji paznokci ze skrzypem polnym od firmy Paramedica. Produkt dostałam w prezencie od Agaty z bloga Z APTECZKI FARMACEUTKI. Polecam zajrzeć na stronę tej dziewczyny, bo chociaż w blogosferze porusza się od niedawna- wpisy, które tworzy są ciekawe i warte przeczytania.

Wracając do bohatera dzisiejszego wpisu- olejek nie urzekł mnie na tyle, abym kupiła go ponownie. Aga- wybacz :) Nie jestem jakimś tam wrażliwcem- ale przy wyborze, a następnie opinii kosmetyku bardzo często sugeruję się aromatem. Ten produkt po prostu rozłożył mnie na łopatki i powalił na kolana w negatywnym tego słowa znaczeniu. Krótko i bez ogródek mówiąc - śmierdzi. Zapach jest nie do zniesienia- ziołowy, bardzo intensywny i brzydki. Wyczuwam olej lniany, skrzyp polny i wyciąg z rumianku- czyli to, co między innymi w składzie się znajduje.
Po tygodniu stosowania- próbowałam się przekonać, dawałam mu szansę w nadziei, że może jednak jestem w stanie znieść ten aromat- spasowałam. Wcierałam go w paznokcie i w skórki wokół nich przez siedem dni i produkt naprawdę zapowiadał się świetnie. Skóra stawała się gładsza, zadziorki zmiękczyły się ładnie i nie sprawiały trudności przy odsuwaniu drewnianym patyczkiem podczas wykonywania tradycyjnego manicure. Paznokcie ładnie zaczynały lśnić, ale co z tego skoro stosowanie go to istna udręka?
Dla twardzieli, którym zapach nie przeszkadza bądź którzy są tak zdesperowani w walce o piękne pazurki- krótka specyfikacja produktu,
Szklana buteleczka z długim syntetycznym pędzelkiem. Olejek dość rzadki, podczas wcierania delikatnie się wchłania, ale nie do końca. Nad zapachem nie będę się znowu rozwodziła :). Pojemność produktu to 9 gram. Składniki INCI- na zdjęciu. Producent zaleca nanieść olejek i wcierać go w płytkę paznokciową i na skórę wokół. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji.
Cena waha się w granicach 8-12 złotych. Nie widziałam go stacjonarnie, on-line owszem.
Mam dla Was pytanie, a właściwie to prośbę. Tak jak wspominałam wcześniej- produkt zapowiadał się bardzo dobrze. Nawilżał skórę, zmiękczał, nabłyszczał paznokcie, a zawarta w olejku witaminka A i E, a także olej rycynowy na pewno wzmocniły by moje pazurki. 
Dla takiego działania chciałabym skłonna byłabym stworzyć miksturkę na bazie tego śmierdziuszka. Może macie jakieś rady? Sprawdzone sposoby jak zniwelować ten zapach albo jaki składnik dodać bym była go w stanie zużyć?  Może olejek eteryczny? 
Zapraszam do aktywności w komentarzach. 

Czytaj dalej »

wtorek, 28 marca 2017

Selfie Project raz jeszcze! Czyli recenzja dwóch pozostałych produktów otrzymanych w ramach współpracy | Chusteczki nawilżane do demakijażu i maseczka przeciw niedoskonałościom

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na wpis poświęcony kolejnym produktom otrzymanym w ramach współpracy od firmy Selfie Project. Nie będę tutaj powielała wiadomości dotyczących marki, ponieważ opisałam ją bardzo dokładnie w TYM poście. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzje maseczki #NoStress oraz chusteczek nawilżanych do demakijażu twarzy #NoMakeUp. Zacznę od chusteczek.

Chusteczki z kompleksem oczyszczającym BioSiarka przeznaczone są tak jak i pozostałe kosmetyki tej firmy- dla skóry młodej z niedoskonałościami. Zapakowane w tradycyjne, znane doskonale wszystkim opakowanie, chusteczki długo zachowują świeżość- pod warunkiem oczywiście, że szczelnie je 'dokleimy'. 10 sztuk- bo tyle liczy paczka- kosztuje w Rossmannie około 4 złotych. Pachną bardzo ładnie, moim zdaniem nieco cytrusowo. Po wykonaniu demakijażu tym produktem buzia nie jest wysuszona ani ściągnięta. Dobrze usuwają podkłady, nieźle radzą sobie także z tuszem do rzęs, chociaż przyznaję, że okolice oczu wolę zmywać płynem micelarnym bądź wodą z dodatkiem żelu do mycia buzi. Chusteczki dodatkowo tonizują skórę, oczyszczając ją z nadmiaru sebum. Produkt idealnie nadaje się w podróż kiedy to zależy nam na tym, aby nie nosić ze sobą zbędnego bagażu. Na co dzień także polecam- aczkolwiek tak jak wspominałam, ostatnio stawiam na żele, które poza zmywaniem makijażu oczyszczają dogłębnie moją twarz pozostawiając uczucie świeżości. Chusteczki chwalę za dobry skład niezawierający parabanów, parafiny, alkoholu, a także demonicznych dla niektórych składników jakim są SLS i SLES.  Zawierają za to m.in aloes, allantoinę, proteiny owsiane. Powyższe sprawiają, że cera jest złagodzona i odpowiednio nawilżona. 

Ingredients: Aqua, Propylene Glycol, Sulfur, Hydrolyzed Oat Protein, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Tocopheryl Acetate, Glycerin, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Cetearyl Isononanoate, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Ceteareth-12, Cetyl Palmitate, Polysorbate 20, Polysorbate 80, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzoic Acid, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Ctiric Acid, Parfum, Geraniol, Limonene, Linalool, Imidazolidinyl Urea.

Drugim kosmetykiem, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć jest maseczka do twarzy z bioaktywnym węglem, mineralną glinką kaolin oraz 1% kwasem migdałowym. Ten produkt to dla mnie dodatek, uzupełnienie pielęgnacji kosmetykami marki SP. Warto sięgnąć po nią po to, aby doraźnie zadbać o swoją buzię. Maseczki (które tak często pomijam) mają za zadanie natychmiastowo poprawić kondycję skóry. Ta, powstała z myślą o młodych osobach borykających się z problemem pojawiających się wyprysków. Z racji tego, że ta przypadłość dotyczy również i mnie, bardzo chętnie zabrałam się za testowanie maseczki. Producent zapewnia nas, że produkt zmniejsza istniejące wypryski i zapobiega powstawaniu nowych, a także dogłębnie oczyszcza pory i zwęża je pozostawiając skórę matową i wyraźnie gładsza. Czy się z nim zgadzam? Po pierwszym zastosowaniu ciężko stwierdzić czy maseczka rzeczywiście radzi sobie z problemem zaskórników i czy w jakiś sposób wpływa na powstawanie nowych, ale na pewno oczyszcza skórę twarzy i sprawia, że staje się ona przyjemnie gładka. Zapach przypomina mi jakąś maść, ale to bardzo ładny aromat- świeży, miętowy? Niestety osoby o wrażliwej skórze muszą uważać. Ja ewidentnie wyczuwam działanie kwasu, który delikatnie 'obszczypuje' moją buzię, 1% to nie dużo, ale w połączeniu w bioaktywnym węglem otrzymujemy produkt mocno oczyszczający, złuszczający martwy naskórek. Skóra staje się zmatowiona.
Maseczka bardzo ładnie się rozprowadza, a saszetka wystarczy na dwie aplikacje. Stosując ją, zgodnie z zaleceniami- pozostawiam na 10-15 minut omijając okolice oczu. Zmywam letnią wodą. Koniecznie stosuję krem nawilżający lub mieszankę kwasu hialuronowego z olejkiem z pestek dyni. 

Ingredients: Aqua, Kaolin, Glycerin, Magnesium Aluminum Silicate, Betaine, Methylpropanediol, Mandelic Acid, Charcoal Powder, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Panthenol, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Diazolidinyl Urea.

Jestem ciekawa czy miałyście już okazję przetestować produkty marki Selfie Project. A może są wśród Was osoby, którym również udało się nawiązać współpracę i otrzymać do przetestowania produkty? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia