czwartek, 20 kwietnia 2017

Kompleksowa pielęgnacja włosów z Halier | Miesięczne podsumowanie Hairvity i Fortesse.

Miesięczna kuracja produktami marki Halier powoli dobiega końca. Czy jestem zadowolona i czy sięgnę po produkty tej firmy ponownie?
O tym dowiedzie się w dzisiejszym wpisie. Zanim jednak przejdę do recenzji chciałabym dodać, że piękne włosy nie muszą być wcale długie i że pomimo tego, iż moda na long hair zalewa blogosferę jestem dumną posiadaczką włosków ściętych na boba. Włosy są dla nas - nie my dla włosów. Dbam o swoje kosmyki oraz stosuję świadomą pielęgnację nie rezygnując jednak przy tym ze stylizacji na jaką mam ochotę.
DZIĘKUJĘ Halierowi za szansę, jaką od nich otrzymałam, dodam tylko jeszcze, iż fakt, że produkty otrzymałam do testów nie wpłynął w żaden sposób na moją ocenę. O nawiązaniu współpracy z Halierem możecie przeczytać TUTAJ, link przekieruje Was do posta, w którym opisałam pokrótce markę, a także zestaw który otrzymałam do testów.
Zacznijmy od suplementu diety (Ideal hair nourishment with collagen amino complex- suplement diety zdrowe włosy od wewnątrz z formułą kolagen i aminokompleksem), który okazał się produktem poprawiającym kondycję nie tylko moich włosów ale także skóry i paznokci. kapsułki dodatkowo wzmocniły moją odporność w okresie wiosenno-zimowym. Walcząc o piękno swoich włosów czy cery zawsze wyznaję zasadę, że działać należy kompleksowo, dlatego też sięgam po zestawy, w skład których wchodzą również tabletki. Dbać o siebie należy także od wewnątrz, a dostarczenie organizmowi niezbędnych minerałów i witamin to już połowa sukcesu. 
Producent zapewnia nas, że zawarte w kapsułkach składniki uelastyczniają i wzmacniają strukturę włosa, powstrzymując ich łamliwość, rozdwajanie i wypadanie oraz wspomagają wzrost włosów. Czy zgadzam się z tymi słowami? Tak jak wspominałam, moja kuracja polegała na jednoczesnym zażywaniu tabletek, a także stosowaniu dwóch pozostałych produktów Fortesse. Mimo to uważam iż ograniczenie wypadania włosów, a także pojawienie się baby hair to zasługa Hairvity. Mała stercząca aureolka na skroniach pojawiła się bardzo szybko, cieszę się, dlatego że zależało mi na zagęszczeniu swojego boba. Myślę, że za kilka miesięcy będzie widać znaczną różnicę w objętości mojej fryzury. Skład suplementu diety bardzo mnie zaciekawił, spodziewałam się standardowego kompleksu witamin- biotyny, żelaza czy niacyny. A tu proszę! Poza tą trójcą w jednej kapsułce znajdziemy także witaminę B12, witaminę D, kwas foliowy, witaminę A, tiaminę, ryboflawinę, witaminę B6, kwas pantotenowy, witaminę C, ekstrakt ze skrzypu polnego, metylosulfonylometan, a także (ku mojemu zaskoczeniu) formułę kolagen+amino: kolagen, l-cysteinę, l-leucynę, l-walinę, l-lizynę, l-metioninę. 
Pewnie tak jak i ja zastanawiacie się czym jest metylosulfonylometan? Jest to organiczny związek siarki o wszechstronnym zastosowaniu. Z sieci dowiedziałam się, że składnik ten m.in. uczestniczy w syntezie kolagenu i keratyny, które to są  niezbędne do budowy skóry, włosów i paznokci. Metylosulfonylometan neutralizuje wolne rodniki oraz przyspiesza eliminację toksyn i alergenów z organizmu. Kompleks aminokwasów pojawia się w suplemencie nieprzypadkowo, bowiem poszczególne znajdujące się w kapsułce mają szereg zastosowań. L-cysteina na przykład wykazuje tak jak i wyżej wspomniany metylosulfonylometan właściwości oczyszczające i detoksykujące nasz organizm z toksycznych związków, likwiduje stany zapalne skóry oraz przyczynia się do odżywiania cebulek włosowych, l-leucyna przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej, a l-lizyna zwalcza opryszczkę i poprawia kondycję cery. Dodatkowo każdy aminokwas działa jak naturalne paliwo dodając energii i siły. 
Zalecana porcja dzienna to dwie kapsułki po posiłku. Ja przyjmowałam jedną rano- po śniadaniu, drugą wieczorem- po kolacji. Tabletki są duże, mimo to dobrze się je połyka, ze względu na dość śliską powłokę. Zapach pozostawia wiele do życzenia, ale czego nie robi się w trosce o swój wygląd? W pierwszych dniach kuracji odczuwałam delikatne bóle brzucha, które ustały po około tygodnia. Ten dyskomfort nie był jednak na tyle uciążliwy, abym musiała zrezygnować z kuracji i zaprzestać stosowania suplementacji. Opakowanie nutrikosmetyku zawiera 60 kapsułek. 

INCI: metylosulfonylometan; żelatyna wołowa; kolagen; L-cysteina; glukonian żelaza (II); substancja wypełniająca: maltodekstryna; kwas L-askorbinowy; substancja przeciwzbrylająca: sole magnezowe kwasów tłuszczowych; substancja wypełniająca: celuloza mikrokrystaliczna; ekstrakt ze skrzypu polnego (Equisetum arvense L.) DER 8-10:1 zawartość kwasu krzemowego: 19%; L-leucyna; L-walina; substancja przeciwzbrylająca: dwutlenek krzemu; L-lizyna; amid kwasu nikotynowego; D-pantotenian wapnia; L-metionina; octan retinylu; cyjanokobalamina; barwnik: dwutlenek tytanu; cholekalcyferol; chlorowodorek pirydoksyny; chlorowodorek tiaminy; ryboflawina; kwas pteroilomonoglutaminowy; barwnik: czerń brylatowa; D-biotyna; barwnik: błękit patentowy; barwnik azorubina
Drugim testowanym przeze mnie produktem jest szampon Fortesse (Shampoo stimulating hair growth advanced hair booster formula- szampon przyspieszający wzrost  włosów i zapobiegający ich wypadaniu z formułą Advanced Hair Booster), którego również bardzo miło mi się używa. Pachnie bardzo delikatnie- troszkę jak perfumy Flower od Kenzo, aczkolwiek to tylko moje spostrzeżenie, inni tego nie czują :). Szampon dobrze się pieni, jest gęsty i moim zdaniem wydajmy, pomimo iż włoski należy umyć nim dwukrotnie. Ja robię tak zawsze - dla lepszego oczyszczenia i uczucia świeżości. Produkt sprawia, że włoski stają się miękkie i nie plączą się nawet wtedy, kiedy nie mam czasu zastosować odżywki czy maski z silikonami. Butelka o pojemności 250 ml wygląda na bardzo ekskluzywną- tak jak i z resztą jej młodsza siostra - odżywka. Skład szamponu prezentuje się bardzo dobrze dlatego, że nie zawiera detergentów takich jak SLSy i SLESy. Co obiecuje producent tym razem?  Szampon przyspiesza wzrost włosów i zapobiega ich wypadaniu. Dokładnie myje i znacznie wzmacnia włosy, zapobiegając rozdwajaniu się końcówek. Unikalna formuła Advanced Hair Booster™ odżywia cebulki, poprawia elastyczność włosów oraz znakomicie regeneruje skórę głowy. Włosy są wygładzone, pełne blasku i podatne na układanie. Co ja o tym myślę? Tak jak już wspominałam- oczyszcza, nie podrażnia skóry głowy (przebadany dermatologicznie), zapobiega rozdwajaniu co jest moim zdaniem zasługą silikonu w składzie, który pozostawia na włosie niewidzialną osłonkę. Wygładza włoski i nadaje im ładną gładką strukturę. 

INCI: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Acrylates Copolymer, Glycerin, Silicone Quaternium-16, Olive Oil PEG-8 Esters, Panthenol, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Equisetum Arvense Leaf Extract, Sereno Serrulata Fruit Extract, Parfum, Mica, Niacinamide, Undeceth-11, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Butyloctanol, Undeceth-5, Biotin, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, CI 77891.
Trzecim i ostatnim produktem testowanym przeze mnie w ramach współpracy jest odżywka Fortesse (Conditioner boosting hair growth hair vitality complex formula- odżywka przyspieszająca wzrost  włosów i zapobiegający ich wypadaniu z formułą Hair Vitality Complex). Najbardziej przypadła mi do gustu ze wszystkim otrzymanych produktów  i z pewnością zaopatrzę się w kolejną buteleczkę w najbliższym czasie. Produkt nieziemsko zmiękcza i nawilża moje włosy, uelastycznia je i nadaje blasku. Kiedy zanurzam włosy w wodzie, aby zmyć z nich odżywkę - stają się takie mięciutkie i delikatne - uwielbiam ten efekt. Buteleczka taka sama jak ta, w której zamknięty jest szampon. Pojemność niestety nieco mniejsza bo 150 ml. Produkt wydajny, kilka aplikacji na dłoń wystarczy, ale równomiernie pokryć całe włosy. Producent zapewnia nas, że odżywka pielęgnuje skórę głowy, nie obciążając włosów, dlatego możesz nanosić ją bezpośrednio na skórę głowy i ja się z nim zgadzam. Po zastosowaniu produktu włosy nie elektryzują się ani nie przetłuszczają szybciej niż po zastosowaniu innych kosmetyków do ich pielęgnacji. Są podatne na stylizacje i ładnie się układają. Nie puszą się, pomimo lekkiej formuły produkt dobrze dociąża moje włosy, sprawiając, że stają się one lejące i gładkie. 

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Propylene Glycol, Dimethicone, Ricinus Communis Seed Oil, Olive Oil PEG-8 Esters, Panthenol, Glycerin, Phenoxyethanol, Silicone Quaternium-16, Equisetum Arvense Leaf Extract, Sereno Serrulata Fruit Extract, Parfum, Niacinamide, Helianthus Annuus Seed Oil, Undeceth-11, Ethylhexylglycerin, Butyloctanol, Disodium EDTA, Undeceth-5, Biotin, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool.
Jestem bardzo ciekawa czy znałyście wcześniej produkty marki Halier - nutrikosmetyk Hairvity oraz odżywkę i szampon Fortesse?
Zamierzacie w przyszłości skusić się kosmetyki tej firmy? 
Zapraszam Was na stronę HALIER, a także zachęcam do aktywności w komentarzach.
Jeśli Jesteście ciekawe co inni myślą o produktach marki Halier zapraszam również TUTAJ
Czytaj dalej »

sobota, 15 kwietnia 2017

Dr Konopka's po raz drugi! Balancing Face Toner | Balansujący toner do twarzy.

O naturalnych, wegańskich kosmetykach firmy Doktor Konopka Little Herbal Company pisałam już jakiś czas temu w TYM poście. Moja recenzja bardzo przypadła Wam do gustu, dlatego też postanowiłam przetestować kolejny produkt tej marki. Wybór padł na balansujący toner do twarzy przeznaczony do każdego typu cery (produkt zalecany do cery normalnej i tłustej, ale z opisu producenta wyczytałam, że jest on także idealny dla wrażliwców i posiadaczy cery tłustej). Czy jestem z niego zadowolona?
Tak, tak, tak. Produkt zakupiłam w internetowej drogerii BIOIKA, w której zamawiam większość naturalnych produktów- kosmetyki na stronie są naprawdę tanie, a transakcja przebiega bardzo pomyślnie i nie jest to żadna reklama. Po prostu lubię tą drogerię, dlatego że można spotkać tutaj naprawdę niezłe perełki i mnóstwo promocji. Toner kosztował mnie niecałe 14 złotych za 200 ml plastikową, przyciemnioną buteleczkę, w której pod światło możemy zobaczyć zużycie kosmetyku.
Producent zapewnia nas, że kosmetyk nawilża i łagodzi podrażnienia pozostawiając skórę czystą, świeżą i zdrową, działa delikatnie antyseptycznie i łagodząco, koi podrażnienia także po nadmiernym, intensywnym opalaniu, jest idealnym środkiem tonizującym. Doskonale odżywia i odświeża skórę, poprawiając jej ukrwienie i zaróżowienie naskórka, zapobiega pojawianiu się podrażnień i stanów zapalnych. Dużo prawda? Nie uważam jednak, że producenta poniosła fantazja i że wypisał on wszystkie cechy produktu idealnego. Ten toner jest naprawdę rewelacyjny i chociaż stosuję go stosunkowo krótko, jestem z niego bardzo zadowolona. Znalazłam w nim wiele zastosowań. Służy mi jako produkt do demakijażu gdyż delikatnie się pieni, nie podrażnia skóry wokół oczu oraz dobrze zmywa makijaż. Odświeża moją skórę w ciągu dnia, kiedy nie muszę stosować podkładu. uspokaja moją cerę po peelingu mechanicznym. Odżywia i łagodzi ewentualne podrażnienia. Przyspiesza gojenie się wyprysków. Matuje, ale i nie wysusza, a wręcz przeciwnie- delikatnie nawilża, sprawiając, że skóra na policzkach i nosie nie jest ściągnięta.
Balansujący toner ma rewelacyjny skład, gdzie 98,9 % stanowią składniki pochodzące z organicznych, kontrolowanych upraw. Do jego produkcji nie zostały użyte żadne składniki pochodzenia zwierzęcego.

Skład INCI: Aqua, Melilotus  Albus Flower/Leaf/Stem Extract, Secal Cereale Seed Extract, Amaranthus Spinosus Seed  Oil, Cedrus Atlan.ca Wood Oil, Linum Usita.ssimum Seed Oil, Ribes Nigrum Leaf Water, Chamomilla Recu.ta Flower Water, Anthemis Nobilis Flower Extract, Rubus Idaeus Fruit Extract, Rubus Idaeus Seed Oil, Camellia Oleifera Seed Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Rosa Canina Fruit Extract, Caprylyl/Capryl Wheat Bran/Straw Glycosides, Fusel Wheat Bran/Straw Glycosides, Polyglyceryl 5 Oleate, Sodium Cocoyl Glutamate, Glyceryl Caprylate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Dehydroace.c Acid, Lavandula Angus.folia Oil, Parfum, Citric Acid, Limonene, Linalool, Citral.
Podsumowując- produkt polecam z ręką na sercu i zachęcam Was do jego zakupu. To tani kosmetyk, który sprawdzi się rewelacyjnie do demakijażu jak i do odświeżenia w ciągu dnia. Ja mam cerę mieszaną, skłonną do podrażnień, ale odlałam część kosmetyku koleżance, która ma cerę suchą i również chwili sobie jego działanie. Nie podrażnia i nie uczula.
Jestem ciekawa czy miałyście z nim do czynienia i czy Wam również przypadł do gustu. Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

czwartek, 13 kwietnia 2017

Joanna Oleje świata | Balsam z masłem pomarańczowym.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję uniwersalnego balsamu od firmy Joanna z serii Oleje Świata (oils of the worlds). Produkt trafił do mnie kilka miesięcy temu dzięki subskrypcji pudełeczek Shinybox. Ja otrzymałam wersję z masłem pomarańczowym, ale dostępne są również warianty kokosowy i oliwkowy.  Jak już pewnie przeczytałyście na mojej stronie nie raz- jestem zagorzałą fanką produktów multifunkcyjnych o wszechstronnym zastosowaniu. Bohater dzisiejszego wpisu do takich właśnie należy w związku z czym polubiliśmy się bardzo szybko. Produkt ma konsystencję wazeliny, przypomina nieco Tander Care od firmy Oriflame. Jest bardzo treściwy i tak naprawdę określenie 'balsam' średnio mi tutaj do niego pasuje. Pomimo 10 ml gramatury jest dość wydajny, wystarczy odrobinka po to, aby ukoić przesuszone, wymagające miejsca takie jak usta, łokcie czy skórki wokół paznokci. Produkt pachnie jak oranżadka w proszku, pomarańczowo, naturalnie. Na ustach również smakuje bardzo dobrze.  Ze względu na skład oraz konsystencję balsamik pozostawia tłusty film, dając uczucie nawilżenia.
Producent zapewnia nas, że balsam dzięki specjalnej recepturze opartej o naturalne składniki, takie jak masła, oleje i witaminy, cudownie odżywią, zregenerują i nawilżą naskórek. Zgadzam się z tymi słowami, gdyż różnicę w kondycji mojej skóry zauważyłam dość szybko. Moje usta nie wyglądały ostatnio najlepiej, wysuszyłam je jedną z pomadek. Smarowałam wargi kilka razy dziennie (szczególnie przed wyjściem na zewnątrz) i przesuszony naskórek zregenerował się w kilka dni. Również łokcie i kolana stały się mniej szorstkie, pomimo tego, iż balsamuję je codziennie wieczorem. Skórki wokół paznokci? Z nimi zawsze same problemy, a że moje są wyjątkowo uparte - nawilżanie to podstawa :)
Podsumowując- dobrze jest mieć ten produkt w torebce i korzystać z niego każdego dnia. Dobrze ochrania przed wiatrem, nawilża i odżywia. Skład jak najbardziej na plus. Co prawda nie jest on wolny od aromatów i substancji zapachowych, ale obecność olejków mi to rekompensuje. Polubiłam go. Dodatkowo jest on na każdą kieszeń- w drogeriach dostępny w cenie 6- 10 złotych. Spotkać możecie go zarówno stacjonarnie jak i on-line.
Moje Drogie na sam koniec pragnę złożyć Wam najlepsze życzenia z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy. Rodzinnych, pełnych ciepła i słonecznych chwil bez smutku i wszelkich trosk.
Jestem ciekawa czy znacie to masełko i czy się z nim lubicie. Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

czwartek, 6 kwietnia 2017

PARAMEDICA. Olejek do pielęgnacji paznokci ze skrzypem polnym | Prośba o radę!

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na pierwszy w tym miesiącu wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję olejku do pielęgnacji paznokci ze skrzypem polnym od firmy Paramedica. Produkt dostałam w prezencie od Agaty z bloga Z APTECZKI FARMACEUTKI. Polecam zajrzeć na stronę tej dziewczyny, bo chociaż w blogosferze porusza się od niedawna- wpisy, które tworzy są ciekawe i warte przeczytania.

Wracając do bohatera dzisiejszego wpisu- olejek nie urzekł mnie na tyle, abym kupiła go ponownie. Aga- wybacz :) Nie jestem jakimś tam wrażliwcem- ale przy wyborze, a następnie opinii kosmetyku bardzo często sugeruję się aromatem. Ten produkt po prostu rozłożył mnie na łopatki i powalił na kolana w negatywnym tego słowa znaczeniu. Krótko i bez ogródek mówiąc - śmierdzi. Zapach jest nie do zniesienia- ziołowy, bardzo intensywny i brzydki. Wyczuwam olej lniany, skrzyp polny i wyciąg z rumianku- czyli to, co między innymi w składzie się znajduje.
Po tygodniu stosowania- próbowałam się przekonać, dawałam mu szansę w nadziei, że może jednak jestem w stanie znieść ten aromat- spasowałam. Wcierałam go w paznokcie i w skórki wokół nich przez siedem dni i produkt naprawdę zapowiadał się świetnie. Skóra stawała się gładsza, zadziorki zmiękczyły się ładnie i nie sprawiały trudności przy odsuwaniu drewnianym patyczkiem podczas wykonywania tradycyjnego manicure. Paznokcie ładnie zaczynały lśnić, ale co z tego skoro stosowanie go to istna udręka?
Dla twardzieli, którym zapach nie przeszkadza bądź którzy są tak zdesperowani w walce o piękne pazurki- krótka specyfikacja produktu,
Szklana buteleczka z długim syntetycznym pędzelkiem. Olejek dość rzadki, podczas wcierania delikatnie się wchłania, ale nie do końca. Nad zapachem nie będę się znowu rozwodziła :). Pojemność produktu to 9 gram. Składniki INCI- na zdjęciu. Producent zaleca nanieść olejek i wcierać go w płytkę paznokciową i na skórę wokół. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji.
Cena waha się w granicach 8-12 złotych. Nie widziałam go stacjonarnie, on-line owszem.
Mam dla Was pytanie, a właściwie to prośbę. Tak jak wspominałam wcześniej- produkt zapowiadał się bardzo dobrze. Nawilżał skórę, zmiękczał, nabłyszczał paznokcie, a zawarta w olejku witaminka A i E, a także olej rycynowy na pewno wzmocniły by moje pazurki. 
Dla takiego działania chciałabym skłonna byłabym stworzyć miksturkę na bazie tego śmierdziuszka. Może macie jakieś rady? Sprawdzone sposoby jak zniwelować ten zapach albo jaki składnik dodać bym była go w stanie zużyć?  Może olejek eteryczny? 
Zapraszam do aktywności w komentarzach. 

Czytaj dalej »

wtorek, 28 marca 2017

Selfie Project raz jeszcze! Czyli recenzja dwóch pozostałych produktów otrzymanych w ramach współpracy | Chusteczki nawilżane do demakijażu i maseczka przeciw niedoskonałościom

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na wpis poświęcony kolejnym produktom otrzymanym w ramach współpracy od firmy Selfie Project. Nie będę tutaj powielała wiadomości dotyczących marki, ponieważ opisałam ją bardzo dokładnie w TYM poście. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzje maseczki #NoStress oraz chusteczek nawilżanych do demakijażu twarzy #NoMakeUp. Zacznę od chusteczek.

Chusteczki z kompleksem oczyszczającym BioSiarka przeznaczone są tak jak i pozostałe kosmetyki tej firmy- dla skóry młodej z niedoskonałościami. Zapakowane w tradycyjne, znane doskonale wszystkim opakowanie, chusteczki długo zachowują świeżość- pod warunkiem oczywiście, że szczelnie je 'dokleimy'. 10 sztuk- bo tyle liczy paczka- kosztuje w Rossmannie około 4 złotych. Pachną bardzo ładnie, moim zdaniem nieco cytrusowo. Po wykonaniu demakijażu tym produktem buzia nie jest wysuszona ani ściągnięta. Dobrze usuwają podkłady, nieźle radzą sobie także z tuszem do rzęs, chociaż przyznaję, że okolice oczu wolę zmywać płynem micelarnym bądź wodą z dodatkiem żelu do mycia buzi. Chusteczki dodatkowo tonizują skórę, oczyszczając ją z nadmiaru sebum. Produkt idealnie nadaje się w podróż kiedy to zależy nam na tym, aby nie nosić ze sobą zbędnego bagażu. Na co dzień także polecam- aczkolwiek tak jak wspominałam, ostatnio stawiam na żele, które poza zmywaniem makijażu oczyszczają dogłębnie moją twarz pozostawiając uczucie świeżości. Chusteczki chwalę za dobry skład niezawierający parabanów, parafiny, alkoholu, a także demonicznych dla niektórych składników jakim są SLS i SLES.  Zawierają za to m.in aloes, allantoinę, proteiny owsiane. Powyższe sprawiają, że cera jest złagodzona i odpowiednio nawilżona. 

Ingredients: Aqua, Propylene Glycol, Sulfur, Hydrolyzed Oat Protein, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Tocopheryl Acetate, Glycerin, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Cetearyl Isononanoate, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Ceteareth-12, Cetyl Palmitate, Polysorbate 20, Polysorbate 80, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzoic Acid, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Ctiric Acid, Parfum, Geraniol, Limonene, Linalool, Imidazolidinyl Urea.

Drugim kosmetykiem, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć jest maseczka do twarzy z bioaktywnym węglem, mineralną glinką kaolin oraz 1% kwasem migdałowym. Ten produkt to dla mnie dodatek, uzupełnienie pielęgnacji kosmetykami marki SP. Warto sięgnąć po nią po to, aby doraźnie zadbać o swoją buzię. Maseczki (które tak często pomijam) mają za zadanie natychmiastowo poprawić kondycję skóry. Ta, powstała z myślą o młodych osobach borykających się z problemem pojawiających się wyprysków. Z racji tego, że ta przypadłość dotyczy również i mnie, bardzo chętnie zabrałam się za testowanie maseczki. Producent zapewnia nas, że produkt zmniejsza istniejące wypryski i zapobiega powstawaniu nowych, a także dogłębnie oczyszcza pory i zwęża je pozostawiając skórę matową i wyraźnie gładsza. Czy się z nim zgadzam? Po pierwszym zastosowaniu ciężko stwierdzić czy maseczka rzeczywiście radzi sobie z problemem zaskórników i czy w jakiś sposób wpływa na powstawanie nowych, ale na pewno oczyszcza skórę twarzy i sprawia, że staje się ona przyjemnie gładka. Zapach przypomina mi jakąś maść, ale to bardzo ładny aromat- świeży, miętowy? Niestety osoby o wrażliwej skórze muszą uważać. Ja ewidentnie wyczuwam działanie kwasu, który delikatnie 'obszczypuje' moją buzię, 1% to nie dużo, ale w połączeniu w bioaktywnym węglem otrzymujemy produkt mocno oczyszczający, złuszczający martwy naskórek. Skóra staje się zmatowiona.
Maseczka bardzo ładnie się rozprowadza, a saszetka wystarczy na dwie aplikacje. Stosując ją, zgodnie z zaleceniami- pozostawiam na 10-15 minut omijając okolice oczu. Zmywam letnią wodą. Koniecznie stosuję krem nawilżający lub mieszankę kwasu hialuronowego z olejkiem z pestek dyni. 

Ingredients: Aqua, Kaolin, Glycerin, Magnesium Aluminum Silicate, Betaine, Methylpropanediol, Mandelic Acid, Charcoal Powder, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Panthenol, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Diazolidinyl Urea.

Jestem ciekawa czy miałyście już okazję przetestować produkty marki Selfie Project. A może są wśród Was osoby, którym również udało się nawiązać współpracę i otrzymać do przetestowania produkty? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 

Czytaj dalej »

czwartek, 23 marca 2017

Moja przygoda z Halier- czas start! | Szampon i odżywka Fortesse, suplement diety Hairvity.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Przedstawiam Wam Halier! Markę produkującą profesjonalne i wysokiej jakości kosmetyki do pielęgnacji włosów, a także kompleksy witamin. Produkty przeznaczone są zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn- aczkolwiek zestawy skierowane dla płci brzydszej różnią się od tych, które stosować powinny kobiety :) To duży plus- kobiety i mężczyźni mają zróżnicowane zapotrzebowanie w składniki mineralne i witaminy. Struktura włosów, a także problemy z jakimi się borykają także mają inne podłoże, toteż wyprodukowanie odrębnych specyfików skierowanych dla dwóch różnych grup docelowych moim zdaniem jest strzałem w dziesiątkę.
Kolejny plusik za kompleksowość - bardzo cenię sobie firmy, które oferują nam pełną linię produktów. Uważam, że warto jest stosować cały pakiet dostępny na rynku, wtedy efekt będzie bardziej zadowalający. Polecam także zwrócić uwagę na skład- bogaty, treściwy, zawierający naturalne składniki takie jak oleje czy ekstrakty roślinne. Szampon pozbawiony SLS i SLESów. W odżywce delikatny silikon pełniący funkcję ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi oraz ułatwiający rozczesywanie. Suplement

Dzięki uprzejmości marki Halier kilka dni temu, a dokładnie od wtorku- rozpoczęłam kurację mającą na celu poprawić stan moich włosów. W ramach współpracy kurier dostarczył mi paczuszkę z produktami do testów. W pudełeczku znalazły się szampon i odżywka do włosów Fortesse, a także nutrikosmetyk w postaci suplementu diety Hairvity.

  • Shampoo stimulating hair growth advanced hair booster formula- szampon przyspieszający wzrost  włosów i zapobiegający ich wypadaniu z formułą Advanced Hair Booster.
  • Conditioner boosting hair growth hair vitality complex formula- odżywka przyspieszająca wzrost  włosów i zapobiegający ich wypadaniu z formułą Hair Vitality Complex
  • Ideal hair nourishment with collagen amino complex- suplement diety zdrowe włosy od wewnątrz z formułą kolagen i aminokompleksem. 
Mam świadomość, że miesięczne stosowanie otrzymanych produktów nie przyniesie w pełni pożądanych rezultatów gdyż jest to zbyt krótki okres suplementacji. W przypadku większości witamin i minerałów na efekty zazwyczaj trzeba czekać kilka miesięcy- zobaczymy jak będzie w przypadku zażywania tabletek Hairvity. Po cichutku jednak liczę na przyspieszony wzrost moich włosów i zagęszczenie ich. Chciałabym także chociaż w małym odsetku wyeliminować problem wypadania włosów, a także poprawić ich kondycję. Dodatkowo przyjemnie będzie zauważyć efekt uboczny w postaci poprawy stanu mojej skóry i paznokci. 
Jestem ciekawa czy znacie markę Halier? W jaki sposób walczycie o piękne, zdrowe włosy? Jesteście ciekawe efektów? Bo ja bardzo! Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

środa, 22 marca 2017

Prezentacja ShinyBox 'Pani Wiosna' | Promocja w Rossmannie | Wyniki blogowego rozdania.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na blogowy miszmasz. Poza ogłoszeniem wyników organizowanego przeze mnie w dniu 19 lutego 2017 roku rozdania przygotowałam także krótką prezentację wiosennego ShinyBoxa, a także informację o obowiązującej w Rossmannie promocji na detergenty i środki czystości.

Wiosenny ShinyBox zatytułowany Pani Wiosna trafił w moje rączki dzisiaj z samego rana. To drugi Box z trzymiesięcznej, wykupionej przeze mnie subskrypcji. W marcowym ShinyBoxie znalazłam siedem pełnowymiarowych produktów i jeden mini-produkt. Zawartość oceniam 6/10. Dołączona rękawiczka to wybór klientek- wypełniając ankietę miałyśmy możliwość zadecydować czy chcemy aby znalazła się ona w pudełku czy też nie- ja nie byłam do niej przekonana, nie wiem czy się polubimy. O serum do rzęs myślałam już jakiś czas temu, obawiam się jednak, że nie będę się w stanie się zmobilizować i systematycznie stosować tego preparatu. Szamponów nigdy dość, a Schaumę bardzo lubię- trafiłam na wariant zwiększający objętość. Maseczek nie stosuję zbyt często- może dołączę ją do paczki niespodzianki? Po róż miałam wybrać się do drogerii- może niekoniecznie po kremowy no ale cóż- przetestujemy. Papka do cery trądzikowej ciekawi mnie bardzo mocno i jutro rozpocznę testowanie. Krem do stóp będzie towarzyszył mi w górach. Mini wersja suchego szamponu odnajdzie swoje miejsce w torebce- szkoda, że ostatnio zaopatrzyłam się w Batiste, rzadko używam tego typu produktów, właściwie to wcale, a wspomniany wyżej zakupiłam 'tak na wszelki wypadek'. Recenzje poszczególnych kosmetyków, a także rękawiczki do poprawy makijażu będą pojawiły się na moim blogu na bieżąco, także zachęcam do śledzenia moich postów.

  • Serum do rzęs LASHVOLUTION
  • Szampon do włosów SCHAUMA z linii Nature Moments SCHWARZKOPF
  • Hydrożelowa maseczka ultra nawilżająca Efekt Mezopotamii BIELENDA
  • Kremowy róż do policzków BELL
  • Polska papka do cery trądzikowej JADWIGA
  • Krem do stóp, regulator potliwości z linii Good Foot DELIA
  • Mini rękawica do poprawy makijażu Quick Treat Unicornection GLOV
  • MINI suchy szampon Got2b SCHWARZKOPF  
Korzystając z okazji, że zamieszczam dzisiaj ten wpis postanowiłam wspomnieć Wam 
obowiązującej promocji w drogeriach sieci Rossmann. Promocja trwa od 21 marca do 30 marca bieżącego roku zarówno w stacjonarnie jak i robiąc zakupy on-line. Przy zakupie trzech dowolnych produktów do prania, zmywania lub sprzątania- najtańszy GRATIS.

No i na sam koniec WYNIKI ROZDANIA. Zanim jednak przejdę do ogłoszenia ich- bardzo serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom za udział. Chciałabym zwrócić się również do osób, które usuwają mnie z 'obserwowanych' tylko dlatego, że nie zostali wylosowani. To przykre i troszkę niezrozumiałe- tym bardziej, że przy kolejnym rozdaniu zaczynacie obserwować moją stronę ponownie.
 
Drogą losowania nagroda trafia do DARII, autorki bloga tylkomarzeniablog.blogspot.com. 
GRATULUJĘ i proszę o maila z adresem do wysyłki.

Jestem ciekawa czy macie już swojego marcowego ShinyBoxa? Czy Pani Wiosna zapukała już do Waszych drzwi? Co myślicie o zawartości pudełeczka? Byłyście w Rossmannie? Podoba Wam się promocja?
Czytaj dalej »

niedziela, 19 marca 2017

Zastosowanie kwasu hialuronowego | recenzja 1% kwasu od Zrób Sobie Krem.

Witam Was bardzo cieplutko. Jak wiecie- powtarzam to dość często tworząc podobne tego typu wpisy- jestem zwolenniczką produktów o wszechstronnym zastosowaniu. Multifunkcyjność kosmetyków ma wiele zalet- oszczędzamy pieniądze, a także miejsce w naszej kosmetyczce, nie musimy zabierać ze sobą kilku nieporęcznych butelek w podróż, nie musimy dźwigać zbędnego bagażu. Dodatkowo wielozadaniowe kosmetyki sprawdzają się u mnie bardzo dobrze, nie rozumiem stwierdzenia, że 'jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego'.

Kwas hialuronowy zakupiłam kilka tygodni temu na ZSK (Zrób Sobie Krem). W sieci znalazłam mnóstwo pozytywnych opinii, podbił on zarówno blogosferę jak i rynek kosmetyczny- ciągle pojawiają się nowe mazidła do pielęgnacji ciała z hialuronem w składzie.

Realizując zamówienie na ZSK zastanawiałam się jaką pojemność kwasu hialuronowego wrzucić do koszyka. Wybrałam najmniejszą buteleczkę - 30ml za 5.90. Na stronie dostępne są także rozmiary większe - 60ml, 115ml, 1kg, a nawet 5kg, ja jednak nie chciałam szaleć (miałam już w koszyku inne produkty do wypróbowania).

Żel hialuronowy z ZSK to bezwonna i bezbarwna substancja o żelowej konsystencji. Jeśli chodzi o wchłanialność- wszystko zależy od sposobu aplikacji- już wyjaśniam. Żel stosowałam na różne sposoby testując go jak tylko jest to możliwe. Początkowo aplikowałam go na suchą skórę dłoni i na twarz. Przezroczysta galaretka wchłania się w oka mgnieniu. Najpierw delikatnie się lepi, ale już chwilkę po tym pozostaje po niej śliska, przyjemna w dotyku skóra. Koleżanka poradziła mi, abym kwas hialuronowy używała na zwilżoną twarz- wtedy wchłania się owszem troszkę dłużej, ale podobno działa znacznie lepiej. Czy tak rzeczywiście jest? Warto spróbować i jednego i drugiego sposobu. Ja różnicy nie zauważyłam, więc stosuję na suchą skórę. Kwas hialuronowy łączę także z innymi składnikami. Bardzo lubię dodawać go do kremu pod oczy, do kremów do twarzy czy rąk, a także do oleju. Na buzię nakładam odrobinę mieszanki kwasu z olejem z pestek dyni. Takie serum stosuję na noc. Kilka razy zdarzyło mi się wkroplić kwas do jedwabiu do włosów z Green Pharmacy- nie przyspieszyło to przetłuszczania włosów, ani nie obciążyło kosmyków. Jak widzimy- kwas hialuronowy stosować można naprawdę na różne sposoby. Można więc puścić wodzę fantazji i stworzyć świetny, bogaty w skład kosmetyk za grosze.


  • Stosowany pod oczy otwiera spojrzenie. Sprawia, że skóra wygląda na mniej zmęczoną. Jest odświeżona i pełna blasku- zabrzmiało jak z reklamy, ale tak rzeczywiście jest. Stosowałam zarówno solo jak i z żelem pod oczy od firmy Yves Rocher, który już sam w sobie ma rewelacyjny skład. 
  • Buteleczkę kwasu mam przy sobie w pracy. Po umyciu rąk zamiast kremu używam niewielkiej ilości hialuronowgo cudeńka. Produkt nie wchłania się tak długo jak krem dlatego też od razu mogę zabrać się za swoje obowiązki. 
  • Dodatek do masek, odżywek i serum do włosów? Jak najbardziej. Kwas hialuronowy nawilża, zmiękcza włosy bez efektu obciążenia i bez przetłuszczania ich. 
  • Serum do twarzy- wieczorem po wykonaniu demakijażu i posmarowaniu buzi tonikiem odczekuję kilka chwil, a następnie aplikuję kwas hialuronowy. Moja mieszana cera skłonna do wyprysków nareszcie się uspokaja. Kwas łagodzi podrażnienia. Działa kojąco na małe ranki czy ropne wypryski. Nie wysusza, ale także nie blokuje porów. 
  • Olejowa mieszanka. Tak jak wcześniej wspominałam, do twarzy używam także połączenia oleju z kwasem hialuronowym. Stosuję olej z pestek dyni, który wyrównuje koloryt i nawilża buzię. Kwas dodatkowo działa zbawiennie na moją cerę, która przez antybiotykowy tonik (o nim napiszę oddzielną notką) szybciej się przesusza i jestem nieprzyjemnie napięta. 
  • Dodatkowo kwasu używam do pielęgnacji ust po wykonaniu cukrowego peelingu, wcieram w skórki wokół paznokci. 
  • NIE BÓJCIE SIĘ TEGO KWASU! Nie jest on ani troszkę straszny :)
Jestem ciekawa czy znacie kwas hialuronowy? czy go używacie i w jaki sposób? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

piątek, 10 marca 2017

Moja współpraca z firmą Selfie Project | Krem CC, skóra młoda z niedoskonałościami

Witam Was bardzo cieplutko. Jakiś czas temu udało mi się nawiązać współpracę z marką Selfie Project. W ramach współpracy otrzymałam do testów chusteczki do demakijażu twarzy, maseczkę oczyszczającą, a także krem CC, o którym  chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć. Na początek- kilka słów o marce. Selfie Project to linia kosmetyków stworzona do pielęgnacji skóry młodej z niedoskonałościami. Buzia młodej osóbki, wbrew pozorom, jest baaardzo wymagająca. Nastolatkowie, a także dwudziestoparolatki notorycznie zmagają się z niedoskonałościami, wypryskami, a także z błyszczeniem się spowodowanym produkowaniem nadmiaru sebum. 
Selfie Project obrało sobie za cel skutecznie zwalczyć wszystkie wyżej wspomniane problemy i sprawić, aby po latach okres wkraczania w dorosłe życie nie był jedynie przykrym wspomnieniem i żeby nie kojarzył się tylko z marzeniem o pięknej buzi i wyśmiewaniem przez rówieśników, którzy potrafią (mówię z własnego doświadczenia) nieźle uprzykrzyć ten czas. Selfie Project ze sztabem profesjonalistów na czele opracowało program pielęgnacji młodej skóry z niedoskonałościami, który składa się z czterech podstawowych kroków: oczyszczania, złuszczania, nawilżania i upiększania. Dzisiaj tak jak wspomniałam- recenzja kremu CC, natomiast za kilka dni postaram się zamieścić opinię o dwóch pozostałych produktach otrzymanych do testów, a także opowiedzieć Wam troszkę o innych kosmetykach od SP. 
Krem CC to delikatny krem koloryzujący stworzony z myślą o osobach młodych, borykających się z problemem zanieczyszczonej cery, skłonnej do wyprysków i błyszczenia się. Pozbawiony takich substancji jak: parabeny, SLS i SLES, a także olej parafinowy, idealnie nadaje się do stosowania każdego dnia. W swoim składzie zawiera bioaktywny węgiel oraz wyciąg z pink pamelo. Produkt przebadany jest dermatologicznie, toteż nie uczula i nie powoduje podrażnień. Nie jest testowany na zwierzętach. 
Skład (ingredients): Aqua, Glycerin, Isononyl Isononanoate, Cyclopentasiloxane, Boron Nitride, CI 77891, Octyldodecanol, Mica, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Dimethicone, Charcoal Powder, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract, Octyldodecyl Xyloside, PEG-30 Dipolyhydroxystearate, Polysorbate 60, Sorbitan Isostearate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, CI 77499, CI 77491, Tin Oxide, Citric Acid, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Citral, Citronellol, Coumarine, Limonene, Linalool.
Jaka jest moja opinia o kremie CC od Selfie Project? Jest naprawdę delikatny, niestety posiadaczki cery wymagającej, które cenią sobie dobre krycie nie będą zadowolone. Produkt kryje jedynie drobne niedoskonałości- zresztą zgodnie z zapewnieniami producenta. Ujednolica koloryt bez efektu maski. Make up no make up? Jak najbardziej. Po nałożeniu kremu na buzię uzyskamy subtelny makijaż, wręcz niewidoczny. 
Bardzo polubiłam się z tym produktem, stosuję go do pracy używając jednocześnie pudru sypkiego lub w kamieniu, oraz na wyjścia z przyjaciółmi czy na chociażby zakupy. Czuję się pewniej ze świadomością, że 'mam na sobie makijaż'. Po wykończeniu pudrem, a także solo - krem CC nie roluje się, ani nie rozwarstwia, nie uwydatnia także suchych skórek i pierwszych zmarszczek. Nawilża. Obecność 'fotoczułych pigmentów' o których wspomina producent, sprawia, że buzia wygląda na świeżą i wypoczętą. 
Krem CC zamknięty jest w miękkiej 30 ml tubce. Produkt jest dość rzadki, mimo to wydajny. Ładnie pachnie, pudrowo-kwiatowy aromat bardzo przyjemny dla nosa, nie drażniący. Krem CC dostępny jest w jednym, uniwersalnym kolorze, wtapiającym się w odcień skóry. Jestem osobą o bardzo bladej cerze, produkt jest dla mnie idealny, niemniej jednak uważam, że osoby o ciemniejszej karnacji także będą z niego zadowolone. 
Produkty Selfie Project dostępne są w Rosmannie- zarówno w internetowej drogerii on-line jak i stacjonarnie. Nie są drogie, a ceny wahają się od 4 do 17 złotych. Krem CC jest najdroższy ze wszystkich produktów tej marki i kosztuje ok. 16.99. 

Jestem ciekawa co myślcie o kosmetykach marki Selfie Project. Miałyście okazję przetestować recenzowany przeze mnie krem CC bądź inne produkty tej firmy? Jak radzicie sobie/radziłyście z pielęgnacją cery młodej, wymagającej szczególnej pielęgnacji?
Zapraszam do zapoznania się z ofertą- KLIK.
Czytaj dalej »

niedziela, 5 marca 2017

Delia cosmetic, Good Foot fizzing bath bombs for feet | musujące kulki do kąpieli stóp

Witam Was bardzo cieplutko. W lutym postanowiłam skusić się na kolejnego już Shinyboxa- tym razem zakupiłam trzymiesięczną subskrypcję. Udało mi się skorzystać z promocji i wraz z Winter Spa otrzymałam również w gratisie drugiego boxa - Dobra Partia.
Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję musujących kulek do kąpieli stóp od Delii, ale już niebawem zamieszczę także kolejne wpisy prezentujące zawartość poszczególnych boxów.
Przyznam szczerze, że te musujące kulki nie zachwyciły mnie ani troszkę. Uważam, że jest to naprawdę zbędny produkt. Producent obiecuje, że kąpiel stóp z dodatkiem kuleczek: wybiela paznokcie, zmiękcza modzele i twardą skórę stóp, oczyszcza, odświeża i działa relaksująco.
Powiem tak: produkt rzeczywiście jest w stanie spełnić te oczekiwanie, ale to samo zrobi niemalże każdy płyn do kąpieli czy żel pod prysznic, w związku z czym nie kupię go ponownie.

Stosowanie: jedną lub dwie kuleczki musujące należy umieścić w ciepłej wodzie aż do rozpuszczenia się. Tutaj rozczarowanie- spodziewałam się, że kulki rozpuszczą się szybko natomiast ja musiałam rozkruszać je stopami :) Czy pachną? Nie wyczułam tego delikatnego aromatu odprężającego moje zmysły. Woda zabarwiła się na żółto. Stopy należy moczyć przez około 5 do 10 minut. Po tym czasie skórę delikatnie osuszamy ręcznikiem. Rzeczywiście jest ona przygotowana do dalszego zabiegu pedicure.

Opakowanie zawiera 12 kuleczek o średnicy około 1.5 cm. Zapakowane zostały w strunową torebeczkę chroniącą dodatkowo przed wilgocią. Kuleczki mimo to przechowywać należy w chłodnym i suchym miejscu. Ja swoje trzymam w lodówce.
Pomimo, że kuleczki nie zachwyciły mnie- zużyję je wszystkie. Jestem gadżeciarą i lubię kosmetyczne nowości, ale do tych kulek nie powrócę.
Znacie te kuleczki? Macie swoje lutowego ShinyBoxa? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

czwartek, 2 marca 2017

Ambra - centrum perfum lanych | Moja opinia o zamiennikach / odpowiednikach z tej firmy.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Ambra, to polski, internetowy sklep on- line oferujący zamienniki znanych na całym świecie wód perfumowanych i toaletowych. W swoim asortymencie firma posiada również żele pod prysznic, antyperspiranty, a także wody po goleniu. Ambra to odpowiedniki perfum z górnej półki. Jak widzicie na zdjęciu powyżej- produkty z Ambry skradły moje serce i mam już całkiem sporą kolekcję przepięknie pachnących buteleczek o najróżniejszych pojemnościach.
Jeżeli już o rozmiarach mowa - Ambra oferuje nam możliwość zakupu perfum w trzech różnych flakonikach (35ml, 60ml i 108ml). Wszystkie wykonane są ze grubego, solidnego szkła; atomizery natomiast zdarzają się metalowe oraz plastikowe. Na butelkach naklejone są nalepki z numerem perfum. Zarówno na stronie jak i w katalogu każdy produkt ma swój kod. Uwaga- napisy bardzo szybko się ścierają.
Zanim przejdę do opisania czy warto skusić się na zamienniki tej firmy, kilka słów o możliwościach jakie daje nam Ambra. Otóż drogie Panie- rejestrujmy się! :) Po założeniu konta, za każde zrealizowane zamówienie otrzymujecie punkty lojalnościowe, które następnie wymieniacie na pieniążki, a te z kolei na kolejne buteleczki perfum- czy to nie cudowne? Dodatkowo na Ambrze bardzo często obniżone są koszty wysyłki co moim zdanie bardzo zachęca do zakupu w przypadku, kiedy zamawiacie mniejsze ilości perfum. Darmowa dostawa od 250 złotych.
Z Ambrą można również nawiązać współpracę. To troszkę takie bycie konsultantem. Czy się opłaca? Odpowiedź pozostawiam Wam odsyłając na stronę TUTAJ

Zamienniki z tej firmy są naprawdę rewelacyjne, moim zdaniem- najlepsze. Dlaczego? 
  • Po pierwsze podobieństwo do oryginału- no tutaj padłam! Uważam, że "Ambrowe aromaty" nie różnią się od markowych perfum.
  • Są bardzo trwałe. Oczywiście zabieram ze sobą do torebki buteleczkę, ale nie jestem zmuszona psikać się nimi co pół godziny.
  • Nie brudzą ubrań i nie pozostawiają śladów na materiale. Atomizer rozpyla delikatną mgiełkę. 
  • Nie uczulają i nie podrażniają mnie, nawet wtedy, kiedy stosuję je bezpośrednio na szyję, gdzie skóra jest wrażliwa i delikatna. 
  • Cena niska- to właśnie wpłynęło na moją ocenę przy określeniu ich mianem 'najlepszych'.
  • Flakoniki - od kiedy poznałam Ambrę nie stałam się posiadaczką kolejnych podłużnych buteleczek krzyczących - jestem podróbką! :)

Na stronie Ambry znajdziecie perfumy damskie takich marek jak
Armani, Beyonce, Bottega Veneta, Bruno Banani, Cacharel, Calvin Klein, Carolina Herrera, Chanel, Chloe, Chopard, Christina Aguilera, Cindy Crawford, Clinique, Coty, D&G, Davidoff, Dior, DKNY, Elizabeth Arden, Escada, Fendi, Gabriela Sabatini, Givenchy, Gucci, Guerlain, Hermes, Hugo Boss, Isabella Rossellini, Jean Paul Gaultier, Jennifer Lopez, Jimmy Choo, Joop, Justin Biber, Kenzo, Lacoste, Lady Gaga, Lancome, Lanvin, Laura Biagiotti, Lolita Lempicka, Marc Jacobs, Max Mara, Mercedes, Mexx, Michael Kors, Miyake, Moschino, Naomi Campbell, Narciso Rodriguez, One Direction, Paco Rabanne, Paris Hilton, Prada, Ralph Lauren, Rihanna, Roberto Cavalli, Thierry Mugler, Trussardi, Versace, Victor&Rolf, Yves Saint Laurent. 
oraz męskie zamienniki: Adidas, Antonio Banderas, Armani, Azzaro, Bvlgari, Calvin Klein, Carolina Herrera, Chanel, Clinique, D&G, Davidoff, Diesel, Dior, Escada, Givenchy, Gucci, Guerlain, Hermes, Hugo Boss, Jean Paul Gaultier, Joop, Kenzo, Lacoste, Mercedes, Miyake, Montblanc, Paco Rabanne, Prada Thierry Mugler, Tom Ford,

Poza podstawowych podziałem na męskie i damskie, Ambra określiła perfumy ze względu na typ zapachu jak i sugerowane zużycie. Uważam, że jest to świetny pomysł zarówno dla tych, którzy mają swoje ulubione nuty zapachowe, jak i dla tych, którzy gubią się w świecie aromatów.
Kategoria- typ zapachu prezentuje się następująco: drzewny, kwiatowy/orientalny, lawenda/paproć, orientalny/ambrowy/słodki, szyprowy/paczuli, świeży/cytrusowy/wodny/morski. 
Sugerowane użycie to podział na perfumy polecane na dzień i na wieczór.

No, uważam, że wyczerpałam temat w 100% :) Teraz Was zapraszam do aktywności w komentarzach. Jestem ciekawa waszej opinii. Znacie Ambrę? Używacie zamienników czy sięgacie po 'oryginałki'? 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 27 lutego 2017

Organiczny olej z pestek dyni (Cucurbita Pepo Seed Oil) | zamówienie ze strony Zrób Sobie Krem.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję zimnotłoczonego oleju z pestek dyni od firmy Zrób Sobie Krem. Produkt zakupiłam kilka tygodni temu i od tamtej pory odkryłam mnóstwo zalet jego stosowania. Postanowiłam opowiedzieć Wam o nim, gdyż uważam, że mało informacji na jako temat znaleźć można w sieci.
Na stronie ZSK olej można zakupić w buteleczkach o różnych pojemnościach (dostępne: 15ml, 30ml, 60ml, 115ml, 400ml).
Ja stałam się posiadaczką 30ml plastikowej buteleczki i ubolewam nad tym, że nie wzięłam większej ilości produktu. Nic jednak straconego- w najbliższym czasie planuję ponownie odwiedzić internetowy sklep i zaopatrzyć się w kilka nowych olejków, a także w kwas hialuronowy, o którym także zamierzam Wam niebawem napisać.

Zanim przejdę do recenzji oleju z pestek dyni, chciałabym pokrótce zdefiniować słowo ORGANICZNY. Co oznacza taki zwrot? Czy warto inwestować w organiczne kosmetyki? Czy rzeczywiście są lepsze od kosmetyków naturalnych?
Definicji tego słowa w Internecie można odnaleźć naprawdę wiele. Firmy kosmetyczne coraz częściej sięgają po produkty bio, takie, które przyciągają dość dużą grupę klientów. No bo, która z nas nie chciałaby sięgać po 'zdrowe' produkty do pielęgnacji ciała, po produkty pozbawione zbędnej, otaczającej nas zewsząd chemii?
Kosmetyk organiczny musi spełniać bardzo zasadnicze normy, jego skład musi być minimum w 90% wyprodukowany ze składników naturalnych pochodzenia organicznego. Taki produkt uzyskuje certyfikat renomowanej organizacji, która przeprowadza kontrolę. Należy więc z przymrożeniem oka patrzeć na zapewnienia producentów, a sugerować się oznaczeniami na etykiecie.

Wracając do bohatera dzisiejszego wpisu chciałabym zacząć od specyfiki produktu. Zakupiony przeze mnie olej ma pomarańczową barwę i jest dość rzadki. Niestety nie jest on w pełni pozbawiony zapachu, przez co osoby o wrażliwych nosach nie koniecznie mogą go polubić. Ja, pomimo, że przywiązuję dużą uwagę do aromatów stosowanych przeze mnie kosmetyków jestem w stanie zaakceptować je, jeśli działanie jest tego warte.
Olej z pestek dyni ma dla mnie wielofunkcyjne zastosowanie. Używam go do pielęgnacji ciała, twarzy, a także włosów.

  • Jestem posiadaczką cery mieszanej, skłonnej do wyprysków. Oleje - nawet te o lekkiej, mniej tłustej konsystencji - średnio się u mnie sprawdzają. Zazwyczaj po kilku dniach stosowania w zamian otrzymywałam niespodziankę w postaci zanieczyszczonej buzi. Olej, o którym dzisiaj mowa, nawilża moją cerę, sprawia, że stała się ona bardziej miękka. Podoba mi się efekt ujednolicenia koloru. Początkowo bałam się, że olej zabarwi moją skórę- na szczęście nic takiego się nie stało. Co z zaskórnikami? Mam wrażenia, że drobne niedoskonałości zmniejszają swoją objętość, goją się szybciej i powoli znikają. Zniknęły także suche skórki w okolicy płatków nosa i ust. Oleju używam pod makijaż- w wersji solo, lub w połączeniu z kwasem hialuronowym. Podkład nie roluje się na mojej buzi, trwałość nie ulega zmianie. Olej dość szybko się wchłania, toteż już po kilku minutach mogę rozpocząć aplikację produktu na twarz. 
  • Olej z pestek dyni nakładam także na włosy. Jestem średnioporowatą istotką z fryzurą ściętą na boba. Nie mogę pozwolić sobie więc na nakładanie oleju na suche włosy jako serum, ale przed umyciem- jak najbardziej. Olej nawilża moje kosmyki, regeneruje je i odżywia. włosy ładnie lśnią. Produkt dobrze zmywa się szamponem z SLS, delikatniejszy mógłby sobie nie poradzić- olej to jednak olej. 
  • Skórki wokół paznokci, opatrunek na suche, wymagające pielęgnacji miejsca. Olejowa pielęgnacja towarzyszy mi od kilku dobrych lat. Bardzo cenię sobie dobroczynne właściwości olejów zimnotłoczonych. Jestem zagorzałą fanką mieszanek olejowych o wszechstronnym zastosowaniu. 

Jestem ciekawa co myślicie o tym oleju. Znacie? Lubicie? A może mogłybyście polecić mi coś innego do twarzy? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

niedziela, 26 lutego 2017

Masaż szczotką na sucho? | For Your Beauty, Holz, drewniana szczotka do masażu.

Witam Was bardzo cieplutko. O wykonywaniu masażu szczotką na sucho i jego zbawiennych właściwościach w Internecie przeczytać można wiele. I ja na wypróbowanie tejże metody skusiłam się około dwa lata temu. Nie byłam jednak systematyczna na tyle, aby móc dokładnie opisać jak u mnie sprawuje się taki masaż i jakie korzyści mogę z niego czerpać. Dzisiaj, po kilkumiesięcznym codziennym zabiegu mogę śmiało wymienić wszystkie plusy i minusy stosowania. Zapraszam na wpis.

Szczotka, którą zaprezentowałam na zdjęciach ma już dwa lata, jak widzimy- nie jest ona na tyle zniszczona, abym była zmuszona ją wymienić. Producent zaleca czyścić ją co jakiś czas myjąc delikatnie wodą z szamponem. Zgodnie z jego zaleceniami- oczyszczam więc szczotką średnio raz w miesiącu. Zakupiłam ją w Rossmannie, pamiętam, że była wtedy na promocji i zapłaciłam za nią około 10 złotych. Wtedy w sieci zarówno o niej jak i o innych szczotkach przeznaczonych do masażu- było bardzo głośno. Porównywalnie kupiłam jeszcze jedną szczotkę- od firmy Oriflame, była ona jednak o wiele mniejsza niż ta z firmy For Your Beauty.
Szczotka wykonana jest z drewna, włosie z naturalnej szczeciny, natomiast wypustki ze sztucznego tworzywa. Z tyłu szczotki zamontowany jest gruby pasek- taka taśma, która ułatwia użytkowanie.
Włosie bardzo dobrze się trzyma, nie wypada za co bardzo bardzo duży plus. Zaokrąglone wypustki dodatkowo wspomagają wykonywanie masażu i uprzyjemniają zabieg. Moim zdaniem to one przyczyniają się do tego, że szczotka, pomimo intensywnego w ostatnim czasie stosowania, nie zdeformowała się. Wypustki po prostu uniemożliwiają zbyt mocne dociskanie szczotki do ciała.
Przejdźmy do najważniejszego, a mianowicie do działania. Do dzisiaj pamiętam pierwsze moje jej zastosowanie. Pamiętam, że wtedy nie dbałam zbytnio o odpowiedni poziom nawilżania mojej skóry na nogach. Po powrocie z Rossmanna zabrałam się za testowanie i nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. Moja skóra na nogach zaczęła po prostu pylić. Mnóstwo białego pyłku unosiło się przy każdym ruchu szczotki- to był martwy naskórek. Byłam w szoku jak mogłam pozwolić sobie na takie zaniedbanie? Nie koniecznie- po prostu nawet nie pomyślałam, że takie coś może mieć miejsce. Po pierwszym zabiegu moja skóra wymagała porządnej dawki nawilżenia. Zainwestowałam więc z masło do ciała i zaspokoiłam jej potrzeby. Produkt wchłonął się bardzo szybko. Drugi dzień- kolejny masaż. Tym razem już nie było takiego spektakularnego efektu jak za pierwszym razem. Potem przyszła sesja i szczotka poszła w niepamięć. Zdarzało mi się używać ją co jakiś czas ale nie na tyle systematycznie, aby zauważyć znaczącą różnicę. Poza tym- masło do ciała robiło swoją robotę.

Kilka miesięcy temu postanowiłam od nowa wziąć sprawy w swoje ręce i chociaż teraz odżywianie skóry i wzmożona jej pielęgnacja nie są mi obce- powróciłam do masażu szczotką na sucho. Pchnęła mnie ku temu głównie chęć zniwelowania pojawiającego się cellulitu, który koniecznie musi zniknąć do lata :)

Tym razem nie 'pyliłam' tak jak kiedyś. Codziennie przez kąpielą wykonywałam dłuższe bądź krótsze sesje w zależności od czasu bądź depilacji ciała. Po umyciu i osuszeniu się ręcznikiem, w skórę wcierałam balsamy, masła czy olejki do ciała.
Co zauważyłam?
Po pierwsze- moja skóra stała się wyraźnie gładsza, bardziej napięta i elastyczna. Taki efekt osiągnęłam już po kilku dniach stosowania.
Po drugie- problem wrastających się włosków powoli odchodzi w niepamięć.  Jestem niestety skłonna do tego typu niespodzianek. Minus depilacji depilatorem elektrycznym. Od kilku tygodni zauważyłam coraz mniej czerwonych charakterystycznych krostek.
Po trzecie- redukcja cellulitu. Masaż szczotką na sucho rzeczywiście przynosi rezultaty- tak jak wspominałam, skóra jest o wiele bardziej napięta niż przed podjęciem wyzwania. Pomarańczowa skórka zmniejsza swoją objętość. Mam świadomość, że do całkowitego jej wyeliminowania niezbędna jest odpowiednia dieta, aktywność fizyczna i preparaty wspomagające, ale ja już widzę różnicę. Zobaczymy co będzie za kilka miesięcy.
Po czwarte- lepsze samopoczucie. Nie wierzyłam za bardzo na wpływ szczotki na moje zdrowie psychiczne, jednak zaczynam się przekonywać, że to wszystkie informacje w sieci na ten temat to nie historie wyssane z palca. Taki masaż rzeczywiście pobudza do działania. Sprawia, że mam więcej siły, więcej motywacji i więcej energii.
Po piąte- zaoszczędziłam na peelingach do ciała. Teraz, odkąd szczotka towarzyszy mi przed kąpielą, rzadziej sięgam po scruby czy żele peelingujące. A kiedy już to robię to używam ich tylko i wyłącznie w miejscach, gdzie szczotka nie wchodzi w grę.

No właśnie, skoro już o tym wspomniałam- na sam koniec napiszę Wam jeszcze, które partie ciała masuję szczotką i od jakiej kolejności zaczynam. Technik szczotkowania w Internecie znajdziecie dużo. Ja tworząc tego posta nie szukałam informacji jak to robią inni, gdyż nie chciałam się tutaj niczym sugerować. Chciałam przedstawić Wam swój punkt widzenia.
Ja, zarówno wykonując masaż jak i wcierając produkty do pielęgnacji ciała zawsze kieruje się zasadą 'od dołu ku górze'- tak więc zaczynam od pięt, łydek, po kolana w kierunku pupy. Następnie delikatnie brzuch i ręce- od dłoni po obojczyki. Nie masuję biustu, ani szyi czy dekoltu, gdyż skóra w tych miejscach moim zdaniem jest zbyt delikatna.

Kochane nie pozostaje mi nic innego niż zachęcić Was do wypróbowania tej metody. Naprawdę warto!
Jestem ciekawa czy używacie szczotek do masażu? Jakie są Wasze przygody z nią związane i jakie efekty zauważyłyście? Macie może tą szczotkę co ja czy inną? Co polecacie? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

środa, 22 lutego 2017

NATURA ESTONICA BIO, POWER-C CONDITIONER FOR WEAK AND DAMAGED HAIR | Balsam witalizujący do włosów osłabionych i uszkodzonych.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na kolejny wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję balsamu do włosów osłabionych i uszkodzonych NATURA ESTONICA BIO z organicznym olejem rokitnikowym, olejkiem z pomarańczy gorzkiej, olejem z nasion czarnej porzeczki, a także z proteinami ryżowymi i prowitaminą B5. Jak widzicie- bogactwo naturalnych składników zamknięte w jednej buteleczce (Zdaniem producenta- 97,4% składników naturalnych)! Dodatkowo produkt poszczycić się może składem wolnym od parabenów, olejów mineralnych, a także SLSów i SLESów.

Balsam do włosów znajduje się w 400 ml butelce wykonanej z plastiku, który nie pozwala nam podejrzeć ile kosmetyku pozostało w środku. Produkt pachnie bardzo specyficznie- nie podoba mi się ten aromat, niby skórką z cytryny, ale nie do końca. Konsystencja kremowa, gładka, nie za gęsta, ale także nie za rzadka- nie spływa z włosów, ani nie przecieka przez palce podczas aplikacji. Produkt wydajny, a cena niewygórowana. Balsam zakupiłam w internetowej drogerii Bioika i zapłaciłam za niego około 15 złotych, zainteresowanych zapraszam TUTAJ.

Skład prezentuje się następująco: (INCI) Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Bis-Cetearyl Amodimethicone, Lauryl Glucoside , Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cetrimonium Bromide, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil*, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil*, Ribes Nigrum Seed Oil, Sodium Ascorbyl Phosphate, Hydrolyzed Rice Protein, Panthenol, Glycerin, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid, CI 19140, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal.
Działaniem balsamu jest zachwycona! Jest lepszy niż znana i ceniona na blogosferze Alterra z granatem- niesamowicie zmiękcza włosy, sprawia, że stają się one bardzo miłe i przyjemne w dotyku. Ułatwia rozczesywanie. Nie obciąża mojej fryzury, a wręcz przeciwnie- dodaje objętości i uelastycznia pasma. Balsam nie zabezpiecza moim zdaniem wystarczająco kosmyków przed uszkodzeniami mechanicznymi i wysoką temperaturą (naturalny skład), toteż wspomagam się silikonowym serum od Green Pharmacy.
Balsam nałożony nawet na skórę głowy- nie przetłuszcza, nie uczula i nie wywołuje swędzenia czy innych niemiłych niespodzianek.
Producent zaleca nanieść produkt na mokre, czyste włosy, następnie rozprowadzić na całej długości i pozostawić na około 3-5 minut, po czym spłukać wodą. Ja stosuję zgodnie z zaleceniami zmieniając jedynie czas kontaktu produktu z włosami.
Podsumowując: Balsam oceniam na 4,5 z czego pół punktu odejmuję tylko i wyłącznie za zapach, który nie urzekł mnie ani przez chwilę. Już po pierwszym zastosowaniu miałam go dość. Jednak ze względu na działanie jestem skłonna o nim zapominać, tym bardziej, że aromat nie utrzymuje się na włosach długo, znika po spłukaniu produktu wodą. Tak jak wspominałam- działanie bardzo dobre. Po raz kolejny przekonałam się, że nie warto sięgać po kosmetyki do pielęgnacji włosów z górnej półki.

Jestem ciekawa czy znacie ten balsam? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia