poniedziałek, 27 lutego 2017

Organiczny olej z pestek dyni (Cucurbita Pepo Seed Oil) | zamówienie ze strony Zrób Sobie Krem.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję zimnotłoczonego oleju z pestek dyni od firmy Zrób Sobie Krem. Produkt zakupiłam kilka tygodni temu i od tamtej pory odkryłam mnóstwo zalet jego stosowania. Postanowiłam opowiedzieć Wam o nim, gdyż uważam, że mało informacji na jako temat znaleźć można w sieci.
Na stronie ZSK olej można zakupić w buteleczkach o różnych pojemnościach (dostępne: 15ml, 30ml, 60ml, 115ml, 400ml).
Ja stałam się posiadaczką 30ml plastikowej buteleczki i ubolewam nad tym, że nie wzięłam większej ilości produktu. Nic jednak straconego- w najbliższym czasie planuję ponownie odwiedzić internetowy sklep i zaopatrzyć się w kilka nowych olejków, a także w kwas hialuronowy, o którym także zamierzam Wam niebawem napisać.

Zanim przejdę do recenzji oleju z pestek dyni, chciałabym pokrótce zdefiniować słowo ORGANICZNY. Co oznacza taki zwrot? Czy warto inwestować w organiczne kosmetyki? Czy rzeczywiście są lepsze od kosmetyków naturalnych?
Definicji tego słowa w Internecie można odnaleźć naprawdę wiele. Firmy kosmetyczne coraz częściej sięgają po produkty bio, takie, które przyciągają dość dużą grupę klientów. No bo, która z nas nie chciałaby sięgać po 'zdrowe' produkty do pielęgnacji ciała, po produkty pozbawione zbędnej, otaczającej nas zewsząd chemii?
Kosmetyk organiczny musi spełniać bardzo zasadnicze normy, jego skład musi być minimum w 90% wyprodukowany ze składników naturalnych pochodzenia organicznego. Taki produkt uzyskuje certyfikat renomowanej organizacji, która przeprowadza kontrolę. Należy więc z przymrożeniem oka patrzeć na zapewnienia producentów, a sugerować się oznaczeniami na etykiecie.

Wracając do bohatera dzisiejszego wpisu chciałabym zacząć od specyfiki produktu. Zakupiony przeze mnie olej ma pomarańczową barwę i jest dość rzadki. Niestety nie jest on w pełni pozbawiony zapachu, przez co osoby o wrażliwych nosach nie koniecznie mogą go polubić. Ja, pomimo, że przywiązuję dużą uwagę do aromatów stosowanych przeze mnie kosmetyków jestem w stanie zaakceptować je, jeśli działanie jest tego warte.
Olej z pestek dyni ma dla mnie wielofunkcyjne zastosowanie. Używam go do pielęgnacji ciała, twarzy, a także włosów.

  • Jestem posiadaczką cery mieszanej, skłonnej do wyprysków. Oleje - nawet te o lekkiej, mniej tłustej konsystencji - średnio się u mnie sprawdzają. Zazwyczaj po kilku dniach stosowania w zamian otrzymywałam niespodziankę w postaci zanieczyszczonej buzi. Olej, o którym dzisiaj mowa, nawilża moją cerę, sprawia, że stała się ona bardziej miękka. Podoba mi się efekt ujednolicenia koloru. Początkowo bałam się, że olej zabarwi moją skórę- na szczęście nic takiego się nie stało. Co z zaskórnikami? Mam wrażenia, że drobne niedoskonałości zmniejszają swoją objętość, goją się szybciej i powoli znikają. Zniknęły także suche skórki w okolicy płatków nosa i ust. Oleju używam pod makijaż- w wersji solo, lub w połączeniu z kwasem hialuronowym. Podkład nie roluje się na mojej buzi, trwałość nie ulega zmianie. Olej dość szybko się wchłania, toteż już po kilku minutach mogę rozpocząć aplikację produktu na twarz. 
  • Olej z pestek dyni nakładam także na włosy. Jestem średnioporowatą istotką z fryzurą ściętą na boba. Nie mogę pozwolić sobie więc na nakładanie oleju na suche włosy jako serum, ale przed umyciem- jak najbardziej. Olej nawilża moje kosmyki, regeneruje je i odżywia. włosy ładnie lśnią. Produkt dobrze zmywa się szamponem z SLS, delikatniejszy mógłby sobie nie poradzić- olej to jednak olej. 
  • Skórki wokół paznokci, opatrunek na suche, wymagające pielęgnacji miejsca. Olejowa pielęgnacja towarzyszy mi od kilku dobrych lat. Bardzo cenię sobie dobroczynne właściwości olejów zimnotłoczonych. Jestem zagorzałą fanką mieszanek olejowych o wszechstronnym zastosowaniu. 

Jestem ciekawa co myślicie o tym oleju. Znacie? Lubicie? A może mogłybyście polecić mi coś innego do twarzy? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

niedziela, 26 lutego 2017

Masaż szczotką na sucho? | For Your Beauty, Holz, drewniana szczotka do masażu.

Witam Was bardzo cieplutko. O wykonywaniu masażu szczotką na sucho i jego zbawiennych właściwościach w Internecie przeczytać można wiele. I ja na wypróbowanie tejże metody skusiłam się około dwa lata temu. Nie byłam jednak systematyczna na tyle, aby móc dokładnie opisać jak u mnie sprawuje się taki masaż i jakie korzyści mogę z niego czerpać. Dzisiaj, po kilkumiesięcznym codziennym zabiegu mogę śmiało wymienić wszystkie plusy i minusy stosowania. Zapraszam na wpis.

Szczotka, którą zaprezentowałam na zdjęciach ma już dwa lata, jak widzimy- nie jest ona na tyle zniszczona, abym była zmuszona ją wymienić. Producent zaleca czyścić ją co jakiś czas myjąc delikatnie wodą z szamponem. Zgodnie z jego zaleceniami- oczyszczam więc szczotką średnio raz w miesiącu. Zakupiłam ją w Rossmannie, pamiętam, że była wtedy na promocji i zapłaciłam za nią około 10 złotych. Wtedy w sieci zarówno o niej jak i o innych szczotkach przeznaczonych do masażu- było bardzo głośno. Porównywalnie kupiłam jeszcze jedną szczotkę- od firmy Oriflame, była ona jednak o wiele mniejsza niż ta z firmy For Your Beauty.
Szczotka wykonana jest z drewna, włosie z naturalnej szczeciny, natomiast wypustki ze sztucznego tworzywa. Z tyłu szczotki zamontowany jest gruby pasek- taka taśma, która ułatwia użytkowanie.
Włosie bardzo dobrze się trzyma, nie wypada za co bardzo bardzo duży plus. Zaokrąglone wypustki dodatkowo wspomagają wykonywanie masażu i uprzyjemniają zabieg. Moim zdaniem to one przyczyniają się do tego, że szczotka, pomimo intensywnego w ostatnim czasie stosowania, nie zdeformowała się. Wypustki po prostu uniemożliwiają zbyt mocne dociskanie szczotki do ciała.
Przejdźmy do najważniejszego, a mianowicie do działania. Do dzisiaj pamiętam pierwsze moje jej zastosowanie. Pamiętam, że wtedy nie dbałam zbytnio o odpowiedni poziom nawilżania mojej skóry na nogach. Po powrocie z Rossmanna zabrałam się za testowanie i nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. Moja skóra na nogach zaczęła po prostu pylić. Mnóstwo białego pyłku unosiło się przy każdym ruchu szczotki- to był martwy naskórek. Byłam w szoku jak mogłam pozwolić sobie na takie zaniedbanie? Nie koniecznie- po prostu nawet nie pomyślałam, że takie coś może mieć miejsce. Po pierwszym zabiegu moja skóra wymagała porządnej dawki nawilżenia. Zainwestowałam więc z masło do ciała i zaspokoiłam jej potrzeby. Produkt wchłonął się bardzo szybko. Drugi dzień- kolejny masaż. Tym razem już nie było takiego spektakularnego efektu jak za pierwszym razem. Potem przyszła sesja i szczotka poszła w niepamięć. Zdarzało mi się używać ją co jakiś czas ale nie na tyle systematycznie, aby zauważyć znaczącą różnicę. Poza tym- masło do ciała robiło swoją robotę.

Kilka miesięcy temu postanowiłam od nowa wziąć sprawy w swoje ręce i chociaż teraz odżywianie skóry i wzmożona jej pielęgnacja nie są mi obce- powróciłam do masażu szczotką na sucho. Pchnęła mnie ku temu głównie chęć zniwelowania pojawiającego się cellulitu, który koniecznie musi zniknąć do lata :)

Tym razem nie 'pyliłam' tak jak kiedyś. Codziennie przez kąpielą wykonywałam dłuższe bądź krótsze sesje w zależności od czasu bądź depilacji ciała. Po umyciu i osuszeniu się ręcznikiem, w skórę wcierałam balsamy, masła czy olejki do ciała.
Co zauważyłam?
Po pierwsze- moja skóra stała się wyraźnie gładsza, bardziej napięta i elastyczna. Taki efekt osiągnęłam już po kilku dniach stosowania.
Po drugie- problem wrastających się włosków powoli odchodzi w niepamięć.  Jestem niestety skłonna do tego typu niespodzianek. Minus depilacji depilatorem elektrycznym. Od kilku tygodni zauważyłam coraz mniej czerwonych charakterystycznych krostek.
Po trzecie- redukcja cellulitu. Masaż szczotką na sucho rzeczywiście przynosi rezultaty- tak jak wspominałam, skóra jest o wiele bardziej napięta niż przed podjęciem wyzwania. Pomarańczowa skórka zmniejsza swoją objętość. Mam świadomość, że do całkowitego jej wyeliminowania niezbędna jest odpowiednia dieta, aktywność fizyczna i preparaty wspomagające, ale ja już widzę różnicę. Zobaczymy co będzie za kilka miesięcy.
Po czwarte- lepsze samopoczucie. Nie wierzyłam za bardzo na wpływ szczotki na moje zdrowie psychiczne, jednak zaczynam się przekonywać, że to wszystkie informacje w sieci na ten temat to nie historie wyssane z palca. Taki masaż rzeczywiście pobudza do działania. Sprawia, że mam więcej siły, więcej motywacji i więcej energii.
Po piąte- zaoszczędziłam na peelingach do ciała. Teraz, odkąd szczotka towarzyszy mi przed kąpielą, rzadziej sięgam po scruby czy żele peelingujące. A kiedy już to robię to używam ich tylko i wyłącznie w miejscach, gdzie szczotka nie wchodzi w grę.

No właśnie, skoro już o tym wspomniałam- na sam koniec napiszę Wam jeszcze, które partie ciała masuję szczotką i od jakiej kolejności zaczynam. Technik szczotkowania w Internecie znajdziecie dużo. Ja tworząc tego posta nie szukałam informacji jak to robią inni, gdyż nie chciałam się tutaj niczym sugerować. Chciałam przedstawić Wam swój punkt widzenia.
Ja, zarówno wykonując masaż jak i wcierając produkty do pielęgnacji ciała zawsze kieruje się zasadą 'od dołu ku górze'- tak więc zaczynam od pięt, łydek, po kolana w kierunku pupy. Następnie delikatnie brzuch i ręce- od dłoni po obojczyki. Nie masuję biustu, ani szyi czy dekoltu, gdyż skóra w tych miejscach moim zdaniem jest zbyt delikatna.

Kochane nie pozostaje mi nic innego niż zachęcić Was do wypróbowania tej metody. Naprawdę warto!
Jestem ciekawa czy używacie szczotek do masażu? Jakie są Wasze przygody z nią związane i jakie efekty zauważyłyście? Macie może tą szczotkę co ja czy inną? Co polecacie? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

środa, 22 lutego 2017

NATURA ESTONICA BIO, POWER-C CONDITIONER FOR WEAK AND DAMAGED HAIR | Balsam witalizujący do włosów osłabionych i uszkodzonych.

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na kolejny wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję balsamu do włosów osłabionych i uszkodzonych NATURA ESTONICA BIO z organicznym olejem rokitnikowym, olejkiem z pomarańczy gorzkiej, olejem z nasion czarnej porzeczki, a także z proteinami ryżowymi i prowitaminą B5. Jak widzicie- bogactwo naturalnych składników zamknięte w jednej buteleczce (Zdaniem producenta- 97,4% składników naturalnych)! Dodatkowo produkt poszczycić się może składem wolnym od parabenów, olejów mineralnych, a także SLSów i SLESów.

Balsam do włosów znajduje się w 400 ml butelce wykonanej z plastiku, który nie pozwala nam podejrzeć ile kosmetyku pozostało w środku. Produkt pachnie bardzo specyficznie- nie podoba mi się ten aromat, niby skórką z cytryny, ale nie do końca. Konsystencja kremowa, gładka, nie za gęsta, ale także nie za rzadka- nie spływa z włosów, ani nie przecieka przez palce podczas aplikacji. Produkt wydajny, a cena niewygórowana. Balsam zakupiłam w internetowej drogerii Bioika i zapłaciłam za niego około 15 złotych, zainteresowanych zapraszam TUTAJ.

Skład prezentuje się następująco: (INCI) Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Bis-Cetearyl Amodimethicone, Lauryl Glucoside , Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cetrimonium Bromide, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil*, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil*, Ribes Nigrum Seed Oil, Sodium Ascorbyl Phosphate, Hydrolyzed Rice Protein, Panthenol, Glycerin, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid, CI 19140, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal.
Działaniem balsamu jest zachwycona! Jest lepszy niż znana i ceniona na blogosferze Alterra z granatem- niesamowicie zmiękcza włosy, sprawia, że stają się one bardzo miłe i przyjemne w dotyku. Ułatwia rozczesywanie. Nie obciąża mojej fryzury, a wręcz przeciwnie- dodaje objętości i uelastycznia pasma. Balsam nie zabezpiecza moim zdaniem wystarczająco kosmyków przed uszkodzeniami mechanicznymi i wysoką temperaturą (naturalny skład), toteż wspomagam się silikonowym serum od Green Pharmacy.
Balsam nałożony nawet na skórę głowy- nie przetłuszcza, nie uczula i nie wywołuje swędzenia czy innych niemiłych niespodzianek.
Producent zaleca nanieść produkt na mokre, czyste włosy, następnie rozprowadzić na całej długości i pozostawić na około 3-5 minut, po czym spłukać wodą. Ja stosuję zgodnie z zaleceniami zmieniając jedynie czas kontaktu produktu z włosami.
Podsumowując: Balsam oceniam na 4,5 z czego pół punktu odejmuję tylko i wyłącznie za zapach, który nie urzekł mnie ani przez chwilę. Już po pierwszym zastosowaniu miałam go dość. Jednak ze względu na działanie jestem skłonna o nim zapominać, tym bardziej, że aromat nie utrzymuje się na włosach długo, znika po spłukaniu produktu wodą. Tak jak wspominałam- działanie bardzo dobre. Po raz kolejny przekonałam się, że nie warto sięgać po kosmetyki do pielęgnacji włosów z górnej półki.

Jestem ciekawa czy znacie ten balsam? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

sobota, 18 lutego 2017

rozdanie niespodzianka | Termin zgłoszeń do 19.03.2017. Proste warunki uczestnictwa.

Witam Was bardzo cieplutko i zachęcam do wzięcia udziału w organizowanej przeze mnie zabawie. Nagrodę otrzyma jeden uczestnik wylosowany drogą losową. Zgłoszenia przyjmowane będą do 19 marca 2017 roku do północy. Do wygrania paczka niespodzianka pełna produktów kosmetycznych. Warunki uczestnictwa jak zawsze bardzo proste. Należy zaobserwować publicznie mojego bloga oraz w komentarzu pod tym postem zamieścić uzupełniony wzór zgłoszenia. Baner rozdaniowy zamieszczacie na swoim blogu - bez znaczenia czy będzie to pasek boczny czy oddzielna zakładka. Dopuszczam zamieszczenie banera na portalu społecznościowym lub profilu na Instagramie.

REGULAMIN:
1. Organizatorem rozdania jest właściciel bloga.
2. Rozdanie przeprowadzane jest na zasadach określonych niniejszym regulaminem i przepisami obowiązującego prawa.
3. Rozdanie przeznaczone jest dla osób będących publicznym obserwatorem bloga oraz zamieszkałych na terenie Polski.
4.Zgłoszenia są przyjmowane do 19 marca 2017 roku do godziny 24.00. Zgłoszenia wysłane po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
5. Zwycięzca konkursu - wyłonionego drogą losową zostanie ogłoszony w ciągu 7 dni od daty zakończenia konkursu na łamach bloga pod tym wpisem.
6. Jeśli zwycięzca nie zgłosi się w ciągu 7 dni od zakończenia konkursu, nagroda przepada.
7. Nagrodą jest paczka-niespodzianka. 
8. Nagroda wysyłana tylko na terytorium Polski
9. Zamieszczając komentarz zawierający chęć udziału w rozdaniu uczestnik wyraża zgodę na akceptację niniejszego regulaminu oraz na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr 133 pozycja 883).
10. Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzenia zmian w regulaminie w wyjątkowych sytuacjach.
11. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).




WZÓR ZGŁOSZENIA: ZGŁASZAĆ MOŻECIE SIĘ JUŻ DZISIAJ!
obserwuję jako:
baner udostępniam: podaj miejsce, w którym zamieściłaś baner rozdaniowy oraz link do swojego bloga/Instagramu/profilu:
e-mail:



Czytaj dalej »

Sekrety syberyjskiej tradycji, Agafia | Szampon witaminowy świeżość i intensywny blask

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję szamponu witaminowego z cytryńcem chińskim, organicznym ekstraktem mydlnicy lekarskiej, organicznym miodem, olejem z pestek żurawiny i olejkiem cytrynowym. Szampon uwielbiam! Dlaczego? Jestem zdumiona przede wszystkim ceną- kupiłam go w sklepie BIOIKA za niecałe 5 złotych za 280 ml butelkę. Tańszego szamponu o takim składzie i takim działaniu nie znajdziecie. Produkt przeznaczony jest do pielęgnacji każdego typu włosów- sprawdza się zarówno u mnie (jestem posiadaczką średnioporowatego boba skłonnego do przetłuszczania się z przesuszonymi końcówkami od prostownicy), jak i u mojej mamy (włosy przetłuszczające się, cienkie). Szampon dobrze oczyszcza włosy jak i skórę głowy- posiada w swoim składzie sodium laureth sulfate, ale ja nie wyeliminowałam go ze swojej pielęgnacji, gdyż silikony towarzyszą mi każdego dnia pełniąc rolę termoochrony. Dobrze się pieni- ale mimo to z wydajnością u niego dość kiepsko. Jest rzadki, delikatnie żelowy, aplikację szamponu trzeba powtórzyć dla uzyskania pożądanych rezultatów. Szampon bardzo ładnie pachnie- cytrusowo, pozostawia uczucie świeżości. Nie plącze włosów, nie powoduje że stają się one matowe i szorstkie, wręcz przeciwnie- zmiękcza je.

Piszę to dzisiaj jak i w każdym innym poście dotyczącym szamponu- produkt do mycia włosów MA MYĆ i to jest jego rola, regenerację czy odbudowę pozostawmy odżywkom i maseczkom, gdyż kontakt szamponu z włosami i skórą głowy jest zbyt krótki, aby mógł znacząco wpłynąć na ich kondycję. Jest to jedynie moja ocena, dlatego też jeżeli macie inne zdanie, zachęcam do zapoznania się ze słowami producenta, który przedstawił właściwości każdego ze składników znajdujących się w recenzowanym przeze mnie szamponie.
- organiczny ekstrakt mydlnicy lekarskiej: zawiera naturalne saponiny, delikatnie oczyszcza włosy i skórę głowy.
- organiczny miód: głęboko odżywia, nasyca witaminami.
- olej z pestek żurawiny: nawilża włosy na całej długości, przywracając im miękkość i elastyczność.
- ekstrakt cytryńca: tonizuje skórę głowy, odświeża, przywraca włosom naturalny blask, bogaty w witaminy C i E, mikroelementy oraz unikalne kwasy tłuszczowe. 

Znacie ten szampon? Lubicie rosyjskie kosmetyki? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

sobota, 11 lutego 2017

TULZO premium fashion | niekosmetyczna współpraca


Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was niekosmetyczną recenzję bluzy marki TULZO. Z firmą tą udało mi się nawiązać współpracę jakiś czas temu. Otrzymałam od niej wybrany przeze mnie produkt. Powiem szczerze, że z wyborem miałam niemały problem. Ostatecznie zdecydowałam się na brązową, wciąganą przez głowę bluzę 'kangurkę' z pięknym nadrukiem labladorka. Zanim przedstawię Wam moją opinię- kilka słów o TULZO. Otóż, na stronę trafiłam całkiem przypadkowo- przeglądając jeden z portalów społecznościowych wyskoczyła mi ich reklama. Kliknęłam i ... zostałam na dłużej. TULZO oferuje nam wysokiej jakości bluzy, koszulki, a także torby dla dzieci, kobiet i mężczyzn z motywem głównie zwierzęcym.
Ceny w sklepie TULZO do najniższych nie należą, dlaczego? Już spieszę się z odpowiedzią. Koszulki i bluzy są ręcznie farbowane. Każde zdjęcie na stronie posiada swoją licencję, co oznacza, że nie znajdziemy tych produktów na innych stronach, także jest to produkt unikatowy. Dodatkowo sklep oferuje nam możliwość zwrotu pieniędzy w przypadku niezadowolenia klienta, wymianę na inny rozmiar lub wzór.
Nadruki na bluzach, koszulach czy torbach wykonywane są indywidualnie na maszynie do druku 3D. Wykorzystana metoda to Direct to Garment. Z racji tego, że  produkty są ręcznie farbowane, może dojść do sytuacji, kiedy odcień zamówionych ubrań czy toreb będzie minimalnie różnił się od tego, który jest przedstawiony na zdjęciach- ta niejednorodność zafarbowania to także gwarancja- że nie ma dwóch identycznych produktów.

Co myślę o otrzymanej w ramach współpracy bluzie?
Na początek kilka słów o zamówieniu, które zrealizowane zostało w ekspresowym tempie. Przesyłka bardzo szybko i bezproblemowo trafiła w moje ręce za co duży plus. Nie musiałam oczekiwać na nią zbyt długo, jak to niestety czasem przy zakupach on-line się zdarza.
Bluza wykonana jest w 100% z bawełny, aczkolwiek na stronie znalazłam informację, że koszulki zawierają 100% bawełny, natomiast bluzy 80% bawełny i 20% poliesteru. Zorientuję się, a następnie zedytuję post, aby nie wprowadzić Was w błąd. EDIT: Po konsultacji z firmą otrzymałam informację, że zawartość bawełny to 80%.
Bluza jest bardzo mięciutka, co prawda prałam ją tylko dwa razy (przed pierwszym praniem wyczuwałam specyficzny zapach- producent zapewnił, że jest to wynik utrwalania nadruku), ale uważam, że będzie towarzyszyła mi bardzo długo i nic złego działo się z nią nie będzie. W każdym razie- nadruk jak na razie niezniszczalny. Bluza jest bardzo ciepła, milutki puszek w środku przyjemnie ogrzewa nasze ciało. Zamówiłam rozmiar S, na co dzień noszę XS więc bluza jest na mnie ciut za duża, jednak na wycieczki czy wypady z przyjaciółmi będzie jak znalazł :)
Kaptur duży- ale nie na tyle głęboki, żeby przeszkadzał. Rękawy i dół zakończone ściągaczem. Bluza nie gniecie się- producent zaleca prasowanie w 110 stopniach, pranie natomiast w 30 stopniach na lewej stronie. Nie chlorujemy, suszymy rozwieszoną. Wracając do nadruku- jest bardzo wyrazisty, wykonany bardzo precyzyjnie. Nie ulega zniszczeniu (popękaniu) w momencie rozciągania produktu.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z bluzy marki TULZO. Cena odpowiednia w stosunku do jakości, pomimo, że niska nie jest- warto zainwestować. Często na stronie spotkać możecie różnego rodzaju promocje czy gratisy typu 2 + 1.
Fakt, że produkt otrzymałam w ramach współpracy nie wpłynął w żaden sposób na moją ocenę.
Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii w związku z czym zapraszam do aktywności w komentarzach.

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia