piątek, 17 listopada 2017

Czarne mydło afrykańskie Dudu-Osun od Tropical Naturals | Black soap

O czarnym mydle afrykańskim od firmy Tropical Naturals dowiedziałam się jakiś czas temu na jednym z blogów kosmetycznych. Szukałam informacji o oczyszczaniu twarzy mydłem chcąc zrezygnować z tradycyjnych żeli do mycia buzi. Kilka dni później odwiedziłam drogerię Rossmann trafiając na promocję tego oto cudeńka. Za produkt zapłaciłam około 14 złotych.

Krótko mówiąc - mydełko spisuje się u mnie idealnie. Zanim jednak przejdę do recenzji produktu kilka informacji technicznych. Mydło gabarytowo niczym nie różni się od pozostałych dostępnych na rynku. Jest bardzo wydajne. Pieni się bardzo obficie i wystarczy kilka razy potrzeć wewnętrzną stroną mokrej dłoni produkt aby otrzymać pożądaną ilość pianki. Mydło ma bardzo ładny zapach, który wyczuwam po wejściu do łazienki. Pachnie intensywnie ale nie drażniąco. Plusem produktu jest niewątpliwie skład - w pełni naturalny, pozbawiony zbędnych chemicznych dodatków oraz substancji konserwujących. Przedstawia się następująco: miód, masło shea, sproszkowane afrykańskie drzewo sandałowe osun, olej palmowy, palone strąki drzewa kakaowego, palone liście palmy, aloes, sok z limonki, woda i aromat.
Działanie:

  • Przyznam szczerze, że po pierwszym użyciu tego mydełka byłam nieco rozczarowana i chciałam zrezygnować z dalszego testowania produktu. Mydło niestety bardzo szczypie w oczy, a przy stworzeniu zbyt "mocnej" piany - twarz po spłukaniu nawet sporą ilością wody potrafi być nieprzyjemnie ściągnięta. Testowałam jednak dalej i po kilku użyciach z mydełkiem polubiłam się tak bardzo, że rzadko sięgam po tradycyjne żele do mycia buzi, których używałam dotychczas. Produkt dogłębnie oczyszcza skórę twarzy ładnie matując strefę T. Usuwa również makijaż. Minus jest taki, że po umyciu buźki konieczne jest zastosowanie kremu, trzeba również uważać z ilością oraz unikać dostania się produktu do oka - szczypie niemiłosiernie! 
  • Afrykańskiego czarnego mydła używam raz na jakiś czas do mycia włosów. Obfita piana dokładnie oczyszcza włoski z sebum oraz zanieczyszczeń. Produkt pozostawia na włosach jednak delikatny film? Nie potrafię tego nazwać ale dotykając włosów mamy wrażenie jakbyśmy nie spłukały do końca odżywki. Wizualnie jest ok. Warto moim zdaniem czasem zafundować swoim włoskom taką odmianę. 
  • To mydełko to również moje małe wsparcie w pielęgnacji zmian atopowych, które od jakiegoś czasu nie dają mi spokoju. Po zastosowaniu skóra jest nico uspokojona i nawilżona. Film jak w przypadku mycia włosów. 
Podsumowując: Mydło polecam. Cena w stosunku do jakości i wydajności bardzo dobra. Produkt uniwersalny - idealnie nadaje się w podróż gdyż zastąpi nam żel do mycia buzi, szampon i płyn do kąpieli. To taka odmiana od standardowych produktów. Kosmetyk o bogatym, treściwym i przede wszystkim - naturalnym składzie. Dostępny w drogerii Rossmann, a także w drogeriach internetowych. O minusach pisałam powyżej - szczypie w oczy i nie nadaje się do demakijażu oczu. Po umyciu buźki zalecam posmarować skórę kremem. W pielęgnacji włosów musicie przetestować same - mi nie przeszkadza ten efekt, niektóre z Was mogą czuć się niekomfortowo. 

Jestem ciekawa czy znacie to mydło? Zapraszam do aktywności w komentarzach!
Czytaj dalej »

poniedziałek, 13 listopada 2017

LIQ Ce serum-maska na noc | 15% witamina E + kwas hialuronowy + ksylitol

Witam i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję drugiego produktu, którego miałam okazję przetestować przy współpracy z marką LIQPHARM. O ile pierwsze serum nie sprawdziło się u mnie w 100% procentach i mam co do niego zastrzeżenia, o tyle maska-serum LIQ Ce jest dla mnie strzałem w dziesiątkę i kosmetykiem, który trafił na moją listę hitów.
Produkt znajduje się w szklanej buteleczce o pojemności 30 ml zaopatrzonej w pipetę, która dozuje odpowiednią moim zdaniem ilość kosmetyku. Konsystencja płynna, powiedziałabym nawet że rzadka. Przed użyciem wstrząsamy gdyż jest  to serum dwufazowe. Stosujemy wieczorem po uprzednim oczyszczeniu twarzy. Producent zaleca nakładać produkt na buzię przez cały rok bądź jako kurację 28-dniową.
Serum stosuję regularnie, efekty zauważyłam już następnego dnia - buzia była gładsza i bardziej aksamitna. Produkt ma za zadanie odżywić, zregenerować i zapewnić skórze odwodnionej komfort i właściwe funkcjonowanie. Producent obiecuje także, że serum poprawia elastyczność i jędrność a także zapewnia ochronę antyoksydacyjną.
Tak jak wspomniałam - serum rzeczywiście działa. Kosmetyk ukoił moją skórę, która w ostatnim czasie nie była w najlepszej kondycji, sprawił, że stała się ona dogłębnie nawilżona i nabrała promiennego blasku. Jest niesamowicie miękka - nigdy wcześniej żaden produkt nie dał mi takiego efektu.
Serum przeznaczone jest zarówno do skóry młodej jak i do skóry dojrzałej do każdego rodzaju cery. Ja jestem typowym mieszańcem - zanieczyszczona strefa T i kapryśna, przesuszona, a wręcz odwodniona skóra na policzkach. Po systematycznym stosowaniu produktu w obrębie obszaru broda-nos-czoło nie pojawiły się nowe niespodzianki w postaci zaskórników czy ropnych wyprysków, natomiast policzki nareszcie nie sprawiają u mnie kłopotu! Produkt nakładam również pod oczy, a także na usta - nie podrażania i nie uczula mnie. Producent zapewnia, że jest to kosmetyk przebadany dermatologicznie nie zawierający substancji zapachowych i barwników.
Przyznam szczerze, że mnie najbardziej zaciekawiła obecność ksylitolu w składzie. Poczytałam o nim więcej i dowiedziałam się między innymi tego, iż ksylitol wzmacnia ochronne funkcje skóry, a także doskonale nawilża co by się oczywiście zgadzało. Witamina E również działa zbawiennie na nasz naskórek, o kwasie hialuronowym nie wspominając!
Prosty skład serum, a także duża pojemność i możliwość stosowania go aż przez trzy miesiące (tak długo może stać otwarta buteleczka) w dużej mierze- poza właściwościami pielęgnacyjnymi - przekonały mnie do zakupu kolejnego kartonika z produktem.

Jestem ciekawa co Wy myślicie o tym serum? Czy również stał się on Waszym ulubieńcem?
Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

sobota, 28 października 2017

LIQ CR serum night, retinol silk | serum na noc 0,3% - retinol kwas laktobionowy witamina E

LIQPHARM to polska firma kosmetyczna założona w 2014 roku oferująca serum przeznaczone do każdego rodzaju cery, zarówno suchej, normalnej oraz mieszanej dla kobiet młodych jak i kobiet dojrzałych. Na chwilę obecną kosmetyki marki LIQ C dostępne są w aptekach stacjonarnych oraz w aptekach on-line.
Wyróżnia się: LIQ CC serum light 15% vitamin C boost do cery normalnej i mieszanej w każdym wieku; LIQ CC serum rich 15% vitamin C boost do cery suchej i bardzo suchej w każdym wieku; LIQ CE serum night 15% vitamin E do każdego rodzaju cery w każdym wieku; LIQ CG serum night glikolowy peeling do każdego rodzaju cery w każdym wieku; LIQ CR serum night 0,3% retinol silk do każdego rodzaju cery w każdym wieku.

Markę LIQPHARM poznałam około miesiąca temu, otrzymałam dwa serum w ramach współpracy z czego ucieszyłam się ogromnie gdyż moje poprzednie serum dobiło dna. Poza tym - nie było ono odpowiednie dla mojej cery i zamierzałam zabrać się za testowanie czegoś nowego. Na pierwszy ogień poszło serum na noc, o którym Wam dzisiaj opowiem. Zaczynamy!
Koncentrat intensywnie korygujący na noc z 0,3 % retinolem, kwasem laktobionowym i witaminą E to produkt stworzony z myślą o pielęgnacji każdego rodzaju cery - zarówno dorosłej jak i młodej. Ja jednak uważam, że dla mnie serum to ma zbyt silne właściwości złuszczające przy stosowaniu go zgodnie z zaleceniami producenta. Moja cera, choć mieszana - jest bardzo wrażliwa na działanie niektórych kwasów. Niestety wiąże się to z tym, że mam nie mały problem z doborem kosmetyków, które w swoim składzie mają kwas laktobionowy bądź większe stężenie witamin. Producent zaleca smarować nim buźkę dwa razy w tygodniu na noc nakładając cienką warstwę na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Po miesiącu stosowania zaś należy zmienić ilość aplikacji i używać produktu co drugi wieczór. W trakcie trzymiesięcznej kuracji (taka jest zalecana) polecam na dzień używać kremu z filtrem UV, który ochroni nas przed szkodliwym promieniowaniem, które wyjątkowo negatywnie wpływa na buzię, która poddawana jest zabiegom z dodatkiem kwasów. Ja serum musiałam stosować maksymalnie raz na 10-11 dni, aplikowany częściej sprawiał że skóra była podrażniona i zaczynała się łuszczyć. Stosowany w określonym przeze mnie odstępie czasowym sprawdził się dość dobrze. Skóra na buzi stała się bardziej miękka i wygładzona, mam wrażenie, że koloryt ujednolicił się.
Produkt podarowałam mamie. Obietnice producenta spełniły się. Serum zredukowało przebarwienia i delikatnie wygładziło drobne zmarszczki. Moja mama nie boryka się z trądzikiem wieku dorosłego, ale uważam, że kwas laktobionowy poradziłby sobie z nim prawidłowo. Produkt nie uczulił mojej mamy i nie podrażnił jej cery, która z natury jest tłusta.

Serum zamknięte jest w czarnej 30 ml buteleczce z pipetką. Pompka nie przepuszcza powietrza i zgrabnie "łapie" produkt. Lejąca konsystencja, ale niezbyt rzadka dobrze rozprowadza się po skórze pozostawiając delikatną warstewkę, która nie przeszkadzała zarówno mi jak i mojej mamie ani trochę. Jest to serum na noc więc nie ma co się przejmować - do rana nie będzie po nim śladu.
Na koniec jeszcze zacytuję słowa producenta, a także przedstawię pełen skład kosmetyku.
Serum LIQ CR koryguje niedoskonałości i pomaga zredukować bruzdy, zmarszczki oraz plamy starcze. Odpowiednie stężenie czystego Retinolu (0.3%) nie tylko ogranicza i spowalnia proces starzenia się skóry ale również, poprzez intensywny wpływ na syntezę kolagenu, poprawia widocznie jej elastyczność i napięcie. Obecność kwasu laktobionowego i witaminy E zapewnia optymalne funkcjonowanie bariery naskórkowej w trakcie kuracji Retinolem.

Skład serum: (INCI): Aqua (Water), Propylene Glycol, Lactobionic Acid, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Retinol, Polysorbate 20, Methylparaben, Propylparaben
Jak widzimy - skład prezentuje się bardzo dobrze, krótki i treściwy - pozbawiony silikonów oraz substancji zapachowych. W zamian za to dostajemy kwas laktobionowy, kwas hialuronowy, witaminę E oraz retinol.

Jestem ciekawa co myślicie o tym serum - znacie, lubicie, mieliście okazję przetestować? Zapraszam do aktywności w komentarzach!

Czytaj dalej »

piątek, 13 października 2017

Lumpeksowy haul | shopping chellenge | W poszukiwaniu markowych ubrań part I

Dzisiejszy post będzie inny niż wszystkie dotychczas znajdujące się na moim blogu. Śledząc Was, Drogie koleżanki blogerki wywnioskowałam, że mało jest dziewczyn z centrum Polski. W związku w powyższym postanowiłam, zainspirowana filmikami vlogerek przygotować wpis o wybranych, łódzkich ciucholandach. Ten jednak ukaże się dopiero za kilka tygodni gdyż wciąż walczę ze swoją pracą magisterską. Dzisiaj będzie nieco teorii, wprowadzenie do mojego ciucholandowego challenge.

Moda za grosze stała się w ostatnim czasie bardzo popularna, równie popularna jak haul lumpeksowy. Dziewczyny na potęgę wrzucają relacje ze swoich wypadów do sklepów z używaną odzieżą prezentując zgrabnie swoje łupy.
Zacznę może od tego, że zdania na temat kupowania ubrań przechodzonych są podzielone – jedni wręcz z odrazą podchodzą do tematu, inni natomiast zakupy w ciucholandzie uważają za świetną zabawę i za sposób na odnalezienie własnego stylu.
W lumpeksach można spotkać naprawdę świetne perełki – markową odzież i to nie tylko z Mohito czy H&M ale także od Ralpha laurena czy DKNY. Warto więc zmienić swój sposób myślenia i wybrać się chociażby w celach eksperymentalnych na shopping do ciucholandu z przyjaciółką lub solo.

Pomysł na dzisiejszy wpis tak jak wspomniałam wcześniej powstał po obejrzeniu kilku, kilkunastu filmików o tym, jak dziewczyny wyłapują swoje zdobycze. Spodobało mi się to na tyle, że zaczęłam szukać informacji o łódzkich lumpeksach. Na jednej ze stron internetowych znalazłam wykaz dziesięciu najlepiej wyposażonych i najbardziej znanych sklepów z odzieżą używaną. Kiedy tylko uporam się obroną pracy dyplomowej ruszę w miasto w poszukiwaniu markowych ciuchów. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.

Dzisiaj napiszę Wam, jak zamierzam przygotować się do lumpeksowego haulu oraz do jakich wniosków doszłam po krótkiej wizycie w jednym z second handów znajdującym się na obrzeżach Łodzi. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to oczywiście metki – taki był w końcu cel mojej wizyty. Z łatwością znalazłam ubrania od projektantów takich jak Tommy Hilfiger, Bruno Banani i Dolce & Gabbana. Nie trudno było również o typowe Clock House, Vero Moda czy Amisu. Koniecznie muszę jednak bardziej przygotować się do mojego challenge, ponieważ uświadomiłam sobie, że nie znam większości firm projektujących ubrania. Nie słyszałam na przykład o marce Vila, Arma, Burcardi. Do nadrobienia!
Wybierając się na zakupy zrobię listę marek dokładnie studiując logo poszczególnych z nich (ściąga do portfela). W Internecie sprawdzę najnowsze trendy (fasony, kolory, dodatki) oraz stworzę swoją listę zakupową, planując budżet jaki chciałabym przeznaczyć na ciucholandowe szaleństwo (to moje nowe postanowienie, które jak do tej pory skrupulatnie realizuję).

Na koniec specjalnie dla Was - mały kolaż zdjęć przedstawiających marki ubrań, które najbardziej rzuciły mi się w oczy. Same zobaczcie - perełki!
Co do pierwszego zdjęcia - książka VINTAGE SKLEP RZECZY ZAPOMNIANYCH autorki Susan Gloss wydaje mi się idealną do tematyki dzisiejszego wpisu. Polecam bardzo gorąco.
Jeżeli Jesteś z Łodzi bądź okolic i chciałabyś razem ze mną wybrać się na takie zakupy, podjąć wyzwanie i przekonać się czy rzeczywiście warto odwiedzać sklepy w używaną odzieżą koniecznie zostaw ślad w komentarzu pod tym postem. Jestem ciekawa co myślicie o second handach i czy zauważyłyście ten szał na lumpeksowe haule. Zapraszam do aktywności w komentarzach. 



Czytaj dalej »

czwartek, 17 sierpnia 2017

Rozkoszuj się filiżanką kawy lub herbaty - CUP & YOU!


Jedni rozpoczynają z nią dzień, dla innych jest napojem, dzięki któremu funkcjonują w pracy prawidłowo, niektórzy piją ją nałogowo, inni z kolei raz na jakiś czas 'dla towarzystwa'...
Dla mnie kawa to odrobina luksusu, chwilka relaksu i zapomnienia. Uwielbiam ten napój i moment, kiedy zasiadam z filiżanką w dłoni otulona jej aromatem. Odprężam się w ten sposób po ciężkim dniu delektując się głębokim smakiem kawy. Trudno jest mi jednak znaleźć smak, który odpowiadałby mi w stu procentach, wciąż szukając swojego ulubieńca przeglądam strony on-line, a także stacjonarne sklepy oferujące kofeinowe napoje. Nie jestem zwolenniczką kaw rozpuszczalnych, zdecydowanie wybieram zmielone ziarna. Piję słodzoną, czasem dodając odrobinę słodkiej śmietanki po to, aby napój stał się bardziej delikatny, kremowy i ... kaloryczny? W zimę sięgam po przyprawy korzenne oraz różnego rodzaju syropy pogłębiające smak kawy.

Zestaw, który otrzymałam w ramach współpracy zawierał aż dziesięć saszetek kaw o różnych smakach. Degustacja ich była dla mnie niesamowitym doświadczeniem i sprawiła mi wiele przyjemności. Bardzo gorąco polecam zamówienie takiego pakietu osobom, którzy nie potrafią zdecydować się nad wyborem kawy, a także tym - którzy lubią bawić się smakiem i kawa stanowi dla nich swoistą formę deseru. Zestaw kaw to także idealny pomysł na prezent!

Saszetki, które otrzymałam, a także forma w jaki zostały one zapakowane wyglądają prześlicznie. Uwielbiam takie detale jak naklejki czy liściki dołączone do przesyłki. Świadczą one o tym, że osoba, która zajmuje się tworzeniem czy też przygotowywaniem zamówienia wkłada w to serce, nie pakując produktu ‘byle jak’, nie idąc na ilość, ale na jakość. Takie firmy wzbudzają we mnie ogromne zaufanie, bardzo często dla mnie to taka gwarancja jakości.

Nie jestem zwolenniczką mocnej kawy toteż jedna saszetka wystarcza mi na sporządzenie aż trzech ‘małych czarnych’ bądź przygotowanie dwóch kubków o pojemności 200 ml. Kawy są bardzo aromatyczne, dość grubo zmielone. Niektóre tworzą ciemny napój, inne – w zależności od rodzaju – bardziej brązowy, czekoladowy. Smaki, które otrzymałam w ramach współpracy bardzo przypadły mi do gustu, jak na razie moim faworytem została kawa kardamonowa – uwielbiam korzenne aromaty, delikatnie pikantne i pobudzające. Co prawda ten smak bardziej nadaje się na jesienno- zimowe popołudnia, ale warto wypróbować go już teraz delektując się przy tym lodami bakaliowymi z polewą czekoladową.
Na stronie Cup & You poza opisywanymi przeze mnie kawami w zestawie, znajdziecie również torebeczki o większej pojemności. Bogaty wybór smaków sprawi, że na pewno traficie w swój gust wybierając coś dla siebie, a także dla swoich bliskich. Poza kawami – producent oferuje również szeroką gamę herbat, tak więc dla tych, którzy nie przepadają za kofeiną, a także dla tych, którzy z jakiegoś powodu nie mogą jej pić - polecam herbaty Cup & You. Tak jak w przypadku kaw - na stronie zakupić można zarówno zestaw saszetek, jak również pełnowymiarowe torebki z niesamowitymi mieszankami zarówno na letnią jak i zimową degustację.
Producentów Cup & You poniosła wodza fantazji – oferują nam bowiem tak szeroką gamę smaków, że w życiu nie byłabym w stanie stworzyć sama takich kombinacji. Na każdej saszetce opisana jest instrukcja parzenia sporządzanego napoju. Przy zamówieniach powyżej 200 złotych - przesyłka gratis. Ceny poszczególnych kaw znajdziecie TUTAJ.

Jestem ciekawa czy znacie CUP&YOU, kupowaliście kiedyś w tym sklepie on-line? Zapraszam do aktywności w komentarzach, a marce dziękuję za możliwość nawiązania współpracy.



Czytaj dalej »

piątek, 21 lipca 2017

Slowly Veggie - zmień swój sposób myślenia!

Tego potrzebowałam. Czasopismo, które otrzymałam w ramach współpracy z wydawnictwem Burda International Polska sprawiło, że zupełnie zmieniłam swoje podejście do diety wegetariańskiej i wegańskiej. Może nie tyle zmieniłam - co poznałam. Jakie wyciągnęłam wnioski? Co takiego zmieniło się w moim rozumowaniu? Cóż, odkąd pamiętam, zawsze chciałam jeść zdrowo. Miałam nawet w swoim życiu okresy, w których to często odwiedzałam sklepy z ekologiczną żywnością i szukałam czegoś dla siebie. Ale tak naprawdę to za bardzo nie mogłam się tam odnaleźć. Chlorella, ksylitol czy quinoa - te nazwy nie mówiły mi absolutnie nic, w rezultacie czego sięgałam po batoniki muesli albo pospolite zioła typu pokrzywa czy mięta. Zawsze uważałam też, że zdrowa dieta to droga dieta. Nic bardziej mylnego. Są oczywiście produkty, za które zapłacimy sporo, ale tworząc zbilansowany, smaczny posiłek potrzebujemy jedynie niewielkiej ich ilości. Poza tym w diecie wegetariańskiej to warzywa i owoce stanowić powinny główny składnik potraw czy przekąsek, po które sięgamy w ciągu dnia, kiedy dopadnie nas ochota na słodkie.   
Wertując kolejne strony dwumiesięcznika Slowly Veggie uświadamiałam sobie jak wiele traciłam przez te wszystkie lata jedząc przetworzone jedzenie, fast-foody i inne śmieci z knajpek czy (o zgrozo!) budek niewiadomego pochodzenia :) Na wegetarianizm, ani weganizm nie jestem na razie zdecydowana ale za to zdecydowanie bardziej będę przyglądała się swoim posiłkom. W gazecie odnalazłam mnóstwo ciekawych przepisów na smaczne i zdrowe potrawy, poznałam również kilka ciekawych restauracji i pubów oferujących wegejedzenie. Co jeszcze spodobało mi się w czasopiśmie Slowly Veggie? Propozycje ekologicznych kosmetyków zawierających naturalne składniki, takich, które nie zawierają parabenów, silikonów i zbędnej chemii w zamian dając nam naturalne ekstrakty roślinne, oleje i witaminy. W Slowly Veggie znajdziemy również nowości książkowe, po które sięgnąć powinny zarówno osoby rozpoczynające swoją przygodę ze zdrową żywnością jak również zagorzali zwolennicy superfoodów.

Redaktor naczelna Slowly Veggie w pięknych słowach opisała czasopismo, myślę, że ja nie zrobiłabym tego lepiej bez dwóch zdań. Przeczytajcie sami - czy nie warto skusić się na to czasopismo? Magazyn o wegetariańskiej i wegańskiej kuchni z duszą.Niech żyje rewolucja! Niech żyje powerfood! Bogactwo smaków, lifestylowa bomba newsów i dobre samopoczucie. Zdradzamy, jak bez wyrzeczeń, zdrowo osłodzić sobie życie. Podpowiadamy skąd, czerpać dobrą energię i jak uzupełniać niedobory witamin. Mamy dla Was ekologiczną ceramikę hand made, drewniany design wprost od polskich projektantów, organiczną modę i porady o urbanjodze. Do wspólnego, roślinnego stołu zaprosiliśmy nieprzeciętne osobowości: Maię Sobczak, Nono, Annę Dereszowską, Mateusza Gesslera i Magdalenę Nowaczewską. Takie właśnie jest Slowly Veggie – uważne, otwarte na świat, podążające za trendami. Proponujemy Wam sposób życia w stylu Veggie.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 10 lipca 2017

Moja współpraca z Burda International Media! Dwumiesięcznik Coaching

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Jakiś czas temu udało mi się nawiązać współpracę z Wydawnictwem Burda International Media. Jest to jedna z największych światowych spółek mediowo - technologicznych, która prowadzi swoją działalność w 20 krajach. W Polsce od ponad 25 lat z pasją rozwija rynek mediowy, wychodząc naprzeciw zmieniającym się oczekiwaniom technologicznym i kontentowym odbiorców w każdym wieku (źródło).

Dzięki uprzejmości tejże firmy miałam okazję poznać dwa czasopisma, które nie ukrywam - bardzo przypadły mi do gustu. Opinia o nich jest jak najbardziej obiektywną i fakt, że obydwie gazety otrzymałam w ramach współpracy w żaden sposób nie wpłynął na moją ocenę. Pierwszą gazetą, o której chciałabym dzisiaj napisać jest dwumiesięcznik Coaching, o drugiej zaś dowiecie się w następnym wpisie.
Czytanie jest czynnością niezwykle korzystną dla naszego rozwoju. Na całym świecie są grube miliony fanów przenikania do obcych światów zawartych w książkach. Oprócz książek jednak warto również sięgać do gazet.
Od codziennej prasy po czasopisma- oferuje się nam bardzo szeroką paletę gatunków gazet, jakie możemy pochłonąć swoimi umysłami. Czytanie ich znacznie przyczynia się do naszego rozwoju bez względu na rodzaj, jednak istnieją takie gazety, które traktują min. o rozwoju samym w sobie. Wczytując się w nie zyskujemy dwukrotnie ponieważ ćwiczymy swój rozum, a przy okazji dowiadujemy się o innych sposobach by to osiągnąć.
Pragnę przedstawić Wam dwumiesięcznik Coaching. Osobiście zwykle wybierałam książki, jednak kiedy dostałam w rękę ten magazyn, wiele się zmieniło w moim podejściu. Skrupulatnie przeczesałam wszystkie strony magazynu i jestem niezwykle zadowolona z powodu wielu ciekawych rzeczy, o których się dowiedziałam. Moim zdaniem łatwo o to by dwumiesięcznik przypadł do gustu gdyż każdy znajdzie tam coś dla siebie- maniacy organizacji, ciekawi świata, pionierzy wspinaczek karierowych itd. Każdy z nas winien obierać odpowiednią drogę samodzielnie, by ograniczyć liczbę błędów warto sięgnąć po Coaching. Artykuły pomogą lepiej zrozumieć problemy, jakie dotykają nas każdego dnia i wskażą jak sobie z nimi radzić.
Nie zadeklarowałabym magazynku jako jeden z „tych dla mężczyzn”. Uważam, że każdy może zaopatrzyć się w egzemplarz Coachingu bez obawy o późniejsze rzucenie go w kąt. Dzieje się tak, ponieważ tematy poruszone w magazynie nie są płytkie, z uśmiechem na twarzy czytałam kolejne strony nie tracąc czasu na zgadywanie o czym będzie kolejny temat ponieważ bieżący porywał moje zainteresowanie całkowicie. Zachwyciło mnie  wiele wypowiedzi mądrych ludzi sukcesu, którzy skłonni są dawać wskazówki odnośnie pracy w biznesie czy organizowania swojego życia. Warto skorzystać z takiej pomocy tym bardziej, że czyta się wszystko bardzo przyjemnie.
Osobiście po przestudiowaniu gazety wyniosłam z niej kilka nauk, które przydadzą mi się nieco zmotywować do działania, zorganizować i sprawić, że moje działania będą przynosiły widoczne skutki. Uważam, że zrozumienie jak działa umysł ludzki może być kluczem do sukcesu w wielu dziedzinach, zatem jeśli jesteś nieszczęśliwa, bo nie możesz osiągnąć swojego celu, chwytaj za Coaching gdyż znajdziesz tam rzetelne wyniki badań naukowców często z zakresu tajemnic ludzkiego rozumu. Gorąco polecam Coaching dla kobiet i mężczyzn bez względu na wiek!
Kolorowe ilustracje, grafiki i profesjonalnie wykonane zdjęcia dodatkowo uprzyjemniają lekturę, gdyż jako wzrokowiec łatwo kojarzę obraz z tekstem.W Coachingu znajdziesz również propozycje najnowszych pozycji książkowych, które warto przeczytać.
Teraz dwumiesięcznik Coaching zaprenumerujesz taniej. Wchodzisz w to?! Zachęcam do zapoznania się z ofertą TUTAJ.

Jestem ciekawa co myślicie o tym czasopiśmie, znacie? Czytacie? Zapraszam do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

czwartek, 29 czerwca 2017

O perfumach NOU oraz lakierach firmy Bell i jej limitowanej edycji Secret Garden Nail Enamel

Dzisiejszy wpis poświęcam aż dwóm produktom, które otrzymałam w ramach współpracy z portalem Only You. Przyznam szczerze, że recenzowanie perfum, a także lakierów do paznokci sprawia mi od zawsze najwięcej kłopotu. Dla mnie jest to nie lada wyzwanie - gdyż na co dzień paznokci nie maluję kolorowymi emaliami, a jedynie odżywką. Jeśli chodzi o perfumy - ciężko ocenić jest mi nuty zapachowe, jednak w tym celu poprosiłam o radę moje niezawodne koleżanki, perfumomaniaczki.

Zacznijmy od owocowo-kwiatowej wody perfumowanej Secret Blanc NOU. 50 ml flakonik skrywa w sobie mieszankę takich nut zapachowych jak cytryna, biała herbata, rabarbar, ananas, jaśmin, peonia, żurawina, piżmo, paczula i bob tonka. Buteleczka skromna, przezroczysta - szklana. Atomizer w sposób prawidłowy rozpyla perfumki nie zacinając się i nie zapychając. Nic nie kapie i nie leci.
Zarówno ja, jak i moje koleżanki uznałyśmy, że Secret Blanc to idealna propozycja na wiosnę/lato. Nie jest to ciężki, otulający zapach, pomimo tego, iż świeżość cytrusów zmienia się w bardziej głęboki aromat. Ja wyczuwam w nim nutę szampana - nie wiem dlaczego, ale od samego początku te perfumki mi się z nim kojarzą. Produkt znika po kilku godzinach, trzyma się bardziej przy skórze niż otacza wokoło pozostawiając za sobą 'ogon' aromatu.

Drugim produktem, a właściwie to produktami jest limitowana edycja lakierów od firmy Bell, która nosi nazwę Secret Garden Nail Enamel. Jest to kolekcja przepięknych, wiosennych lakierów w kwiatowych odcieniach. Emalie bardzo ładnie pokrywają (poza dwoma pierwszymi od lewej), długo trzymają się na pazurkach i nie odpryskują. Pomimo niskiej ceny, jakość ich oceniam na bardzo dobrą. Szczególnie wpadł mi w oko ostatni odcień lakieru, rewelacyjnie prezentuje się zarówno na dłuższych jak i krótszych paznokciach. Pędzelek wykonany porządnie, dobrze trzyma się go w palcach. Manicure przebiega szybko i przyjemnie. Polecam.
Czytaj dalej »

czwartek, 22 czerwca 2017

Bandi Professional exfoliating creamwith mandelic acid & PHA | krem z kwasem migdałowym i polihudroksykwasami

Kremy z kwasami towarzyszą mi od kilku lat, testowałam ich naprawdę sporo, z różnych firm i o różnych stężeniach. 
Dzięki współpracy z portalem ONLY YOU miałam przyjemność poznać kolejny. Czy się polubiliśmy? Tego dowiecie się w poście.
Bohaterem dzisiejszego wpisu jest krem z kwasem migdałowym, a także polihydroksykwasami od firmy Bandi Professional. Produkt przypadł mi do gustu już od pierwszego zastosowania - nie podrażnił mojej cery, która choć należy do mieszanych, często sprawia mi małe psikusy i zachowuje się jak atopowa. Ten krem na szczęście nie wywołał na moich policzkach alergicznych 'placków'. 
Firma Bandi oferuje szeroką gamę produktów do pielęgnacji twarzy, ciała a także włosów. Krem, który otrzymałam w ramach współpracy należy do linii profesjonalnej. Producent opisuje ją w sposób następujący: Linia PROFESSIONAL została opracowana z myślą o osobach, które poszukują intensywnej pielęgnacji skóry w warunkach domowych. Kosmetyki wchodzące w skład serii bazują na produktach profesjonalnych stosowanych w gabinetach kosmetycznych, co przynosi skórze spektakularne efekty w postaci poprawy jej wyglądu

Zdaniem producenta, a także z punktu widzenia specjalistów, produkty, które w swoim składzie zawierają kwasy: owocowe, migdałowy, pirogronowy, azaleinowy, salicylowy czy polihydroksykwasy należą do produktów wielozadaniowych i stosowane są w pielęgnacji cery z następującymi problemami: 
• przebarwienia pigmentacyjne;
• trądzik i blizny potrądzikowe;
• łojotok i rozszerzone pory skóry;
• starzejąca się skóra, z utratą elastyczności i jędrności;
• bruzdy oraz zmarszczki mimiczne i statyczne;
• skóra zniszczona słońcem;
• nadmierne rogowacenie;
• skóra zszarzała i pozbawiona blasku.

Krem z kwasami marki Bandi polecam osobom, które tak jak i ja zmagają się z cerą mieszaną, kapryśną i taką, której trudno dobrać kosmetyk idealny. Bandi wygładził moją skórę i ładnie podomykał pory na nosie i czole. Nawilża - aż za, dlatego też stosujmy go z umiarem, oczywiście na noc. Rano nie zapominajmy o odpowiedniej ochronie UV. Produkt idealny na pory roku: wiosna, jesień i zima. Latem, kiedy słoneczko daje się we znaki proponuję zrezygnować z kwasów na rzecz innych, lżejszych kremików. Kwasy + promienie słoneczne to zdecydowanie nie jest dobre połączenie.
Ja swój krem postanowiłam wykorzystać do końca w inny sposób i choć produkt przeznaczony jest do pielęgnacji twarzy - zastosowałam go na uda, na których pojawiły się nieestetyczne krostki i co? I krostek nie ma! Krem idealnie sprawdza się jako balsam do ciała i tak polecam go również wykorzystać w letnie wieczory. Zawartość kwasu wygoiła moje krostki i przywróciła skórze miękkość, ujędrniła i poprawiła jej koloryt, który mam wrażenie - jest teraz bardziej wyrównany.
Czytaj dalej »

wtorek, 20 czerwca 2017

Miesiąc z marką Orphica | ORPHICA ESSENTIALS PURE ADVANCED EYE RENEWAL SERUM

Miesięczna kuracja z marką Orphica dobiegła końca. Na początku maja rozpoczęłam testowanie serum pod oczy, które otrzymałam w ramach współpracy z wyżej wymienioną firmą. Jakie wrażenia wywarł na mnie produkt? Czy zauważyłam rezultaty i czy warto zainwestować w ten kosmetyk? Zapraszam na wpis, a także zachęcam do aktywności w komentarzach, gdyż jestem bardzo ciekawa co myślicie o tym produkcie, czy go znacie i czy zamierzacie kupić go w przyszłości.

Na początek chciałabym poinformować Was o tym, iż markę, a także poszczególne produkty Orphica zaprezentowałam w poście miesiąc temu, odsyłam Was do linku- KLIK. Dzisiaj zapraszam Was na wpis podsumowujący moją kurację.

Serum pod oczy Pure zamknięty jest w 15 ml buteleczce z pipetką. Flakonik wygląda bardzo ekskluzywnie, bez zbędnych napisów, grafik etc.- jakość na najwyższym poziomie. Cena również z górnej półki ale uważam, że na kosmetykach do pielęgnacji okolic oczu oszczędzać nie można, gdyż większość produktów uczula i podrażnia delikatną skórę. Każde takie podrażnienie i nie trafiony kosmetyk przyczyniają się do starzenia skóry, która już sama w sobie szybciej traci blask i młodość niż na przykład skóra na policzkach czy czole. Serum Pure ma lekką konsystencję, którą przyjemnie się aplikuje. Produkt szybko się wchłania jednak warstewkę, którą tworzy wyczuć można przez dłuższą chwilę. Nie przeszkadza mi to, gdyż kosmetyk ten stosuję po wieczornym demakijażu, tuż przed pójściem spać. Producent zaleca nakładać za pomocą pipety kilka kropel serum  na oczyszczoną skórę pod oczami, następnie okrężnymi ruchami delikatnie wmasować produkt w skórę wokół oczu. Serum nie powoduje swędzenia ani szczypania. Nie zapycha także moich porów, a jestem mieszańcem, który często zmaga się z zanieczyszczeniami. Serum Pure sprawia, że czuję się zadbana, to taka odrobina luksusu na którą warto było sobie pozwolić i chociaż produkt otrzymałam za darmo do przetestowania, zamierzam kupić kolejną buteleczkę tego magicznego eliksiru, który jest bardzo wydajnym kosmetykiem i wystarcza na długo. Serum Pure rzeczywiście, zgodnie z obietnicami ujędrnia i regeneruje usuwając drobne pazurki i uelastyczniając skórę pod oczami. Zmniejszył również opuchnięcia, a także przyczynił się do rozjaśnienia cieni pod oczami, z którymi zmagam się już od dawna. Produkt polecam - jestem z niego w 100 procentach zadowolona.
Skład produktu (INCI): Aqua, Glycerin, Citrus Aurantium Amara Flower Extract, Snail Secretion Filtrate, Squalane, Propanediol, Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Crambe Abyssinica Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Spilanthes Acmella Flower Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Sodium Hyaluronate, Enteromorpha Compressa Extract, Carthamus Tincotorius Bud Extract, Tocopherol, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Hydroxyethylcellulose, Niacinamide, Panthenol, Beta-Sitosterol, Retinyl Palmitate, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Squalene, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Isohexadecane, Polysorbate 60, Parfum.


Czytaj dalej »

wtorek, 23 maja 2017

Ziaja Antyoksydacja - nowa seria, nowe możliwości.

Antyoksydacja to jedna z najnowszych serii kultowej marki Ziaja. Produkty miałam przyjemność wypróbować dzięki współpracy z portalem ONLY YOU, ale bądźcie pewne, że fakt jakim jest to, że produkty otrzymałam do testów, w żaden sposób nie wpłynął na moją ocenę. Firmy Ziaja nie sposób nie znać. Produkty są tanie, mają charakterystyczną, minimalistyczną wręcz szatę graficzną i są produkowane w naszym kraju. Asortyment bardzo bogaty - na stronie producenta jak również w mniejszych i większych drogeriach, marketach oraz aptekach znajdziecie kosmetyki pielęgnacyjne, farmaceutyki, a także linię profesjonalną wykorzystywaną w gabinetach kosmetycznych zarówno dla kobiet, mężczyzn jak i dla dzieci.

Seria Antyoksydacja przeznaczona jest do skóry wiotkiej, pozbawionej blasku a także wrażliwej i zmęczonej. To nie tylko dwa powyżej prezentowane na zdjęciu kremy, o których dowiecie się dzisiaj. Seria składa się z:

  • ekspresowe serum do twarzy i szyi wygładzająco-ujędrniające
  • oczyszczający żel micelarny z peelingiem
  • tonik z kwasem hialuronowym
  • nawilżające mydło z balsamem pod prysznic i do kąpieli
  • satynowy mus do ciała skutecznie nawilżający
  • krem na dzień ochronno-łagodzący z filtrem
  • krem na twarz i szyję odżywczo-regenerujący redukujący suchość skóry
  • maseczka na noc na twarz i szyję aktywnie wygładzająca i łagodząca podrażnienia
Produkty, które otrzymałam do testów w ramach współpracy z portalem ONLY YOU to ekspresowe serum do twarzy i szyi wygładzająco-ujędrniające oraz krem na twarz i szyję odżywczo-regenerujący redukujący suchość skóry. Ci, którzy czytują mojego bloga wiedzą, Ci którzy trafili pierwszy raz pewnie chcą wiedzieć - jestem posiadaczką cery mieszanej, skłonnej do niedoskonałości. Mimo to, część produktów (szczególnie tych z kwasami) podrażnia moją skórę, sprawia, że staje się ona zaczerwieniona i nieprzyjemnie piecze. Seria Antyoksydacja nie zrobiła mi 'szkód' na buzi, a wręcz przeciwnie - nadała jej blasku i odżywiła. Ale o tym za chwilę. 
Na pierwszy ogień serum. Produkt zamknięty jest w 50ml białej, plastikowej buteleczce z pompką, która moim zdaniem- dozuje odpowiednią ilość produktu. Serum ma lekką konsystencję, delikatny perłowo-łososiowy odcień i przyjemny, kwiatowo-pudrowy zapach, który niestety dość szybko się ulatnia. Produkt bardzo dobrze się wchłania oraz nie pozostawia tłustego filmu, dzięki czemu idealnie nadaje się pod makijaż. Stosuję go jako bazę, aplikując na buzię i czekając chwilkę aż się wchłonie po to, aby nie rolował i nie smużył podkładu. Serum nawilża moją cerę bez zapychania porów, sprawia, że twarz wygląda na bardziej promienną i wygładzoną. Producent zapewnia nas, że produkt ujednolica koloryt. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, gdyż rzeczywiście zauważyłam różnicę po kilkutygodniowym, systematycznym stosowaniu. Poza aplikowaniem na twarz, serum stosuję również na szyję i dekolt. Przyznam szczerze, że szyja to taki fragment mojego ciała, któremu jak dotąd nie poświęcałam żadnej uwagi. Potrzebowała ona takiej dawki nawilżenia, że po kilku użyciach zauważyłam poprawę w jej kondycji - serum wygładziło i ujędrniło skórę nawilżając ją. Już nigdy nie zaniedbam swojej szyi i nie dopuszczę do efektu tech neck, czyli technologicznej szyi. Określeniem tym producent nazwał zmarszczki na szyi powstałe w wyniku ciągłego pochylania głowy podczas korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń mobilnych. 
Drugim produktem, którego otrzymałam jest krem odżywczo regenerujący również do twarzy jak i do szyi. Tutaj konsystencja bardziej treściwa, wolniej wchłaniająca się. Pozostawia bardzo delikatny film pielęgnując oraz odżywiając naszą skórę i przede wszystkim - nawilżając ją. Produkt eliminuje uczucie suchości, sprawiając, że uczucie napięcia szybko znika. Ja, jako posiadaczka cery mieszanej jestem z niego zadowolona, ale nie mogę pozwolić sobie na używania go każdego dnia. Taka dawka nawilżenia zawsze powoduje u mnie zaskórniki, dlatego też optymalnie aplikuję go na buzię co dwa, trzy dni. W takiej częstotliwości sprawdza się u mnie bardzo dobrze. Przede wszystkim, tak jak i serum - produkt ujędrnia i wyrównuje koloryt oraz wygładza. Czy nadaje się pod makijaż? Jak dla mnie, jest delikatnie za ciężki, a moja buzia nie lubi dodatkowych warstw - lubi oddychać i czuć się świeżo, dlatego też kremu używam jedynie na noc. Rano zmywam twarz żelem oczyszczającym i aplikuję wyżej wspomniane serum. Taka kompleksowa pielęgnacja produktami z jednej serii to bardzo często strzał w dziesiątkę. Krem polecam szczególnie kobietom posiadającym cerę suchą oraz normalną. 
Jestem bardzo ciekawa czy znacie najnowszą serię Ziaja Antyoksydacja i czy miałyście okazję przetestować prezentowane przeze mnie dzisiaj kosmetyki. Zapraszam do aktywności w komentarzach, a także zachęcam do odwiedzenia portalu ONLY YOU. Co myślicie o składzie serum i kremu? 
Czytaj dalej »

wtorek, 16 maja 2017

Orphica essentials pure advanced eye renewal serum | serum pod oczy od marki ORPHICA.

Orphica to marka, o której dowiedziałam się kilka tygodni temu dzięki jednemu z portali społecznościowych. Postanowiłam spróbować swojego szczęścia i zaproponowałam jej współpracę. Nie liczyłam na zbyt wiele, gdyż Orphica cieszy się niezwykle dużą popularnością zarówno w Polsce jak i przede wszystkim - poza granicami naszego kraju. Mimo to udało się. Z niecierpliwością oczekiwałam kuriera, który zjawił się z przesyłką w tamtym tygodniu. W ramach współpracy do przetestowania otrzymałam serum pod oczy, na którym - przyznam szczerze - zależało mi najbardziej.

Producentowi przede wszystkim zależy na jakości produktów. W sieci znalazłam mnóstwo recenzji jak również opinii o produktach tej marki
i wiecie co? Ciężko znaleźć niezadowolone konsumentki, które stosowały lub stosują produkty do makijażu i pielęgnacji brwi, rzęs oraz delikatnej skóry wokół oczu od firmy Orphica. Sztab profesjonalistów nie zapomina o bezpieczeństwie naszej skóry i w tym celu wykonuje szereg testów i badań laboratoryjnych. Kosmetyki zawierają w swoim składzie kompleks naturalnych ekstraktów roślinnych, olejów, a także witamin. Ceny niestety do najniższych nie należą, ale z doświadczenia wiem, że czasem warto zainwestować w produkt profesjonalny. Moim zdaniem każda z nas zasługuje na taki luksus i raz na jakiś czas powinna pozwolić sobie na taki kosmetyk.

Zanim przejdę do krótkiej prezentacji produktu (pełna recenzja po przetestowaniu kosmetyku) chciałabym wymienić Wam wszystkie produkty jakie oferuje firma Orphica. Producent podzielił kosmetyki na dwie kategorie - pierwsza z nich to linia odżywczo-regenerująca, druga zaś to linia pielęgnacyjno-koloryzująca. W skład pierwszej - określanej mianem essentials wchodzi odżywka do rzęs, odżywka do brwi oraz serum pod oczy, które otrzymałam w ramach współpracy. Druga linia - creative, to produkty to typowa kolorówka: tusz do rzęs, kredka do oczu oraz eyeliner
w kredce.
  • odżywka do rzęs REALASH
  • odżywka do brwi BROW
  • serum pod oczy PURE
  • kredka do oczu ARROW
  • eyeliner w kredce EDGE
  • tusz do rzęs UP
Serum pod oczy Pure, które otrzymałam do testów w ramach współpracy znajduje się szklanej, białej buteleczce z pipetką. Butelka o pojemności 15 ml prezentuje się bardzo ładnie - prosty design, porządnie wykonana pipeta. Serum ma konsystencje żelowo-kremową, która bardzo szybko się wchłania pozostawiając lekko świecący, ale nie tłusty film. Warstwa, która pozostaje na skórze nie roluje się, ale też nie znika na tyle szybko, że mogłybyśmy wyjść 'do ludzi'. Serum stosujemy raz na dobę, przed snem. Producent zaleca jednorazowo użyć kilku kropel równomiernie nakładając je na oczyszczoną skórę pod oczami, a następnie kolistymi ruchami wmasować. Zgodnie z zaleceniami aplikuję produkt przed sen, tak więc film, o którym wcześniej wspomniałam nie przeszkadza mi ani troszkę, rano nie ma po nim śladu, myję więc buzię żelem nawilżającym i wykonuję makijaż jak zwykle. Serum pachnie delikatnie chemicznie, ale nie uważam, że jest to zapach nieprzyjemny, polubiłam go. Skład produktu rozłożył mnie na łopatki - skarbnica naturalnych składników i witamin. Jesteście ciekawe jak taka dawka dobroci wpłynie na kondycję mojej skóry pod oczami oraz jakie efekty zauważę? 
Kochane, dzisiaj to wszystko. Niemniej jednak zachęcam Was do śledzenia mojej strony, gdyż po ukończeniu kuracji zamieszczę bardziej obszerny i bardziej szczegółowy post poświęcony serum Pure od firmy Orphica
Jestem ciekawa czy znacie tą markę, w związku z czym zapraszam Was do aktywności w komentarzach. 
Czytaj dalej »

sobota, 6 maja 2017

L'biotica Biovax Opuntia oil & mango | Odbudowujący balsam do włosów i maska intensywnie regenerująca

Nowość od firmy L'biotica Biovax miałam przyjemność przetestować dzięki portalowi ONLY YOU. Odbudowujący balsam do włosów, a także maskę intensywnie regenerującą znalazłam w BOX ONLY YOU za co bardzo serdecznie dziękuję. Pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę poznając zawartość pudełeczka to zapach tego zestawu, który pachnie po prostu nieziemsko i soczyście. Owocowe nuty pozytywnie nastrajają do życia i ożywiają po ciężkim dniu w pracy, sprawiając, że zwykła pielęgnacja włosów staje się domowym SPA.
Zacznijmy od odbudowującego balsamu do włosów zniszczonych i bardzo zniszczonych. Produkt zamknięty jest 100 ml miękkiej tubie, z której bez problemu można wydobyć kosmetyk. Balsam ma lekką konsystencję, delikatnie kremową, nie spływa ona jednak z dłoni. Producent zaleca stosowanie balsamu na świeżo umyte wilgotne lub suche włosy nanosząc niewielką ilość preparatu i rozprowadzając ją na końcówki i zniszczone partie omijając nasadę włosów. Ja, produkt używam na mokre, osuszone ręcznikiem włoski solo lub w połączeniu z silikonowym serum. Zapach utrzymuje się długo, a włosy stają się miękkie, łatwe do rozczesania i zdyscyplinowane. Moim zdaniem odrobinę brakuje im blasku, ale uważam, że działanie regeneracyjne ceramidów i olejku z opuncji, a także masła mango jest mi w stanie to zrekompensować. Balsam nie obciąża moich włosów, ale tak jak zaleca producent - nie stosuję produktu na skalp.
Skład produktu bardzo przypadł mi do gustu- 90% naturalnych składników pochodzenia naturalnego, a także brak parabenów, parafiny oraz detergentów typu SLS i SLES? Biorę w ciemno! :)
Balsam zawiera ceramidy nazywane naturalnym cementem łączącym łuski włosa, a także olej z opuncji wykazujący właściwości ochraniające i wygładzające oraz masło mango, które to ma za zadanie zdyscyplinować włosy i zapobiec rozdwajaniu.
Produkt z pewnością zakupię ponownie i będę namiętnie stosowała podczas kąpieli słonecznych, a także w celu ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi łącząc go z silikonowym serum. Nie jest to produkt wywołujący efekt WOW, mimo to, warto w niego zainwestować. Nie jest drogi, a być może stanie się Twoim ulubieńcem?
Skład balsamu przedstawiam na poniższym zdjęciu. Produkt przebadany dermatologicznie- nie uczulił mnie, ani nie spowodował łupieżu bądź innych niemiłych niespodzianek.

Drugim produktem, którego otrzymałam w ramach współpracy jest maska intensywnie regenerująca. Tutaj przepadłam. Maska ma nieziemską, treściwą konsystencję. Gęsta, niespływająca, idealnie otulająca włosy. Pomimo tego, iż w BOXie znalazłam jedynie saszetkę produktu, przekonałam się do niej na tyle, że w najbliższym czasie zakupuję pełnowymiarowy słoiczek. Produkt ładnie nawilżył moje włosy, odżywił je i zmiękczył. Saszetka to 20 ml. Przy moich włosach ściętych na boba, zużyłam całą, ale myślę że połowa jej wystarczyłaby, aby pokryć całość. Po prostu chciałam nałożyć większą ilość i pod czepkiem pozwolić wnikać składnikom odżywczym we włosy.
Producent zaleca aplikować produkt na umyte, osuszone ręcznikiem włosy. starannie wmasować i pozostawić na minimum 15 minut, po czym dokładnie spłukać włosy, a wyżej wspomnianą kurację powtarzać co 3-5 dni.
Tutaj procent naturalnych składników jest nieco mniejszy niż w przypadku balsamu i stanowi on 87%. Maska nie zawiera parabenów, parafiny, SLSów SLESów, a także silikonów.
Jestem ciekawa czy znacie już nowość od Biovax? Lubicie produkty tej marki? A może wolicie inną serię Biovaxów? Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

środa, 3 maja 2017

Prawdziwe wyzwanie dla maski regenerującej na tkaninie Bioteq Michel Laboratory

Maska regenerująca na tkaninie od firmy Bioteq Biology & Technology z Gingko Biloba przeszła nie lada wyzwanie i test z prawdziwego zdarzenia. Majówkowe szaleństwo w górach sprawiło, że stan mojej cery uległ znacznemu pogorszeniu się. Pierwszego dnia w górach spotkał mnie śnieg, wiatr i minusowa temperatura. W kolejnych dniach ociepliło się na tyle, że słońce opaliło moje policzki, nos i czoło. Na czas wyjazdu zaprzestałam stosowania kremów do twarzy, a oczyszczanie buzi ograniczyłam do mycia jej różnego rodzaju próbkami. Rezultat? Przesuszenie, podrażnienie i poszarzała cera w wyniku zmęczenia i niewielkiej ilości snu, opalone buzia i wysyp małych krostek.

Maskę regenerującą na tkaninie miałam przyjemność przetestować dzięki portalowi Only You. Pomimo tego, iż maski w płacie podbijają blogosferę i wypierają tradycyjne maseczki, ja nigdy wcześniej nie miałam okazji ich używać. Uważałam, że jest to 'za drogi interes' i że pozostanę wierna maskom w tubkach. Jakie są moje wrażenia i czy przekonałam się do masek w takiej formie?

Zdecydowanie i bez zastanowienia powiem jedno - ta maska to must have w pielęgnacji mojej skóry. Produkt szybko stał się moim ulubieńcem. Już w momencie nałożenia na twarz poczułam niesamowitą ulgę, a delikatny efekt chłodzenia sprawił, że pokój zamienił się w mały gabinet SPA. Położyłam się, zamknęłam oczy i delektowałam każdą minutką czując jej zbawienne działanie. Plusem niewątpliwie jest fakt, że tkanina obejmuje nie tylko twarz, ale również podbródek, który po górskiej wyprawie nie był w najlepszej kondycji (kurtka i szalik podrażniły go, pozostawiając nieprzyjemne uczucie przesuszenia). Maska ma wycięte dziurki na oczy i usta, a także rozcięcie ułatwiające doleganie materiału do nosa. Tkanina wykonana jest z porządnego materiału, nasączona została żelem, który nie spływał z twarzy, a jego ilość była odpowiednia.

Producent zaleca nałożyć maseczkę tkaninową na oczyszczoną skórę twarzy i pozostawić na 15-20 minut. Po tym czasie zdjąć maskę i delikatnie wmasować pozostałości serum w skórę. Zastosowałam ją zgodnie z powyższymi wskazówkami, jednakże już w momencie nałożenia na twarz wykonywałam delikatny masaż, który dodatkowo uprzyjemniał cały zabieg. Serum, które pozostało na mojej buzi po zdjęciu tkaniny wklepałam nie zapominając o powiekach i skórze pod oczami. Produkt nie wchłonął się całkowicie, stworzył na mojej buzi warstewkę, która towarzyszyła mi kilka godzinek- w tym dniu nie musiałam nigdzie wychodzić toteż mogłam pozwolić sobie na takie paradowanie po domu. Pomimo filmu jaki pozostał na twarzy pory nie zostały zablokowane.
Producent zapewnia nas, że maska wykazuje właściwości regenerujące, przeciwzmarszczkowe i odmładzające. Ja zauważyłam natychmiastową ulgę, nawilżenie oraz złagodzenie podrażnienia. Buzia stała się rozświetlona i wygładzona. Czy maska zapobiega procesom starzenia? Myślę, że mogłabym pokusić się o takie stwierdzenie, gdyż zawarty w składzie kwas hialuronowy uelastycznia naskórek, i dogłębnie nawilża. Maska zawiera również inne biologicznie aktywne składniki, na które warto zwrócić uwagę ze względu na fakt, że mają za zadanie m.in spłycić zmarszczki i napiąć zwiotczałą skórę oraz ochronić komórki przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Mowa o ekstrakcie z ginkgo biloba, wyciągu z ryżu i ekstrakcie z grejpfruta.
Po produkty tego typu zamierzam sięgać nie tylko w awaryjnych sytuacjach jak ta wyżej przeze mnie opisana, ale i ot tak - co jakiś czas w celu dogłębnej regeneracji, nawilżenia i poprawy kondycji mojej cery. Ta z Bioteq jest dla mnie idealna, gdyż natychmiastowo zauważyłam efekt jej zastosowania. Producent zapewnia nas, że produkt ten jest doskonałą alternatywą dla profesjonalnych zabiegów wykonanych w gabinetach kosmetycznych i ja się z nim zgadzam. Zasługujemy na taką chwilkę relaksu Kochane!

Jestem ciekawa czy znacie maskę od firmy Bioteq oraz czy stosujecie inne maski w płacie czy na tkaninie? A może wolicie tradycyjne maseczki w tubce do samodzielnego nakładania za pomocą pędzla? Czekam na Wasze opinie.
Czytaj dalej »

wtorek, 2 maja 2017

Nowa współpraca! BOX ONLY YOU w moim domu | Mollon Pro Professional olejek różany do skórek i paznokci

Witam Was bardzo cieplutko i zapraszam na najnowszy wpis. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję regenerującego olejku różanego do skórek i paznokci od firmy Mollon Pro Professional.
Zanim jednak przejdę do mojej opinii chciałabym pochwalić się kolejną współpracą, którą udało mi się nawiązać w ostatnim czasie. Portal Only You zaufał mi i mojemu blogowi kilka tygodni temu. Zaraz po Świętach Wielkanocnych kurier dostarczył do mojego domu tajemniczą przesyłkę. Zawartość boxa była dla nas, testerek- niespodzianką do samego końca.

Co znalazłam w tajemniczym pudełeczku o nazwie BOX ONLY YOU Rozkwitnij Wiosną?
  • L'BIOTICA BIOVAX maska intensywnie regenerująca z olejem z opuncji i masłem z mango
  • LC+ maska złuszczająca do stóp w postaci nasączonych skarpetek
  • MOLLON Pro Regenerating Rose Oil regenerujący olejek różany do skórek i paznokci
  • NOU Secret Blanc owocowo- kwiatowa woda perfumowana dla kobiet
  • ZIAJA antyoksydacja Jagody Acai krem na twarz i szyję
  • ZIAJA ekspresowe serum do twarzy i szyi
  • BANDI krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami
  • Lakiery do paznokci BELL secret garden nail enamel
  • BIOTEQ maska regenerująca na tkaninie
  • L'BIOTICA BIOVAX balsam do włosów bez spłukiwania z olejem z opuncji i masłem z mango
Wracając do bohatera dzisiejszego wpisu - różany olejek przypadł mi do gustu od pierwszego użycia, a właściwie to już w momencie otwierania buteleczki. Produkt pięknie pachnie, różano-cukierowo (mi przypomina gumy balonowe), zapach niewątpliwie uprzyjemnia stosowanie rozbudzając moje zmysły podczas zabiegu manicure. 
Kawałeczki płatków róż zatopione w olejku nie przeszkadzają w aplikacji. Ja, specjalnie nakładam je na swoje pazurki wykonując taki a'la peeling. Olejek nawilża skórę wokół paznokci, sprawia, że staje się ona miękka i łatwiej można usunąć ją za pomocą radełka czy drewnianego patyczka. Produkt znajduje się w 15 buteleczce z pędzelkiem. Olejek nie jest bardzo gęsty, ale też nie na tyle rzadki, aby spływał w palca. Wchłania się dość dobrze i jeśli nie nałożymy go zbyt wiele, nie musimy myć rąk po wykonaniu manicure. Producent zapewnia nas, że olejek skutecznie regeneruje i uelastycznia skórki wokół wału paznokciowego. Wcierany w macierz odżywia kruche, łamliwe i rozdwajające się paznokcie. Wzmacnia je i nabłyszcza. Czy się z nim zgadzam? Tak jak wspominałam- nawilża skórki, zmiękcza je no i poprawia ogólną ich kondycję. Uważam, że również paznokcie odczuły jego działanie- stały się lśniące i mocniejsze, zregenerowały się nieco po hybrydach, od których zrobiłam sobie przerwę. Skład olejku nie należy do naturalnych, mimo to polubiliśmy się. Zastanawia mnie wosk mikrokrystaliczny otrzymywany z ropy naftowej, który swoje zastosowanie znajduje częściej w kosmetykach kolorowych niż w pielęgnacyjnych. Należy on jednak do grupy emolientów, tworzy warstwę okluzyjną i wydłuża trwałość kosmetyków. Może być komedogenny w związku z czym nie polecam stosować olejku na twarz. 
Moje Drogie - jestem baaardzo ciekawa czy znacie produkty Mollon Pro i czy słyszałyście o tym olejku. Której z Was udało się otrzymać Box Only You?
Czytaj dalej »

czwartek, 20 kwietnia 2017

Kompleksowa pielęgnacja włosów z Halier | Miesięczne podsumowanie Hairvity i Fortesse.

Miesięczna kuracja produktami marki Halier powoli dobiega końca. Czy jestem zadowolona i czy sięgnę po produkty tej firmy ponownie?
O tym dowiedzie się w dzisiejszym wpisie. Zanim jednak przejdę do recenzji chciałabym dodać, że piękne włosy nie muszą być wcale długie i że pomimo tego, iż moda na long hair zalewa blogosferę jestem dumną posiadaczką włosków ściętych na boba. Włosy są dla nas - nie my dla włosów. Dbam o swoje kosmyki oraz stosuję świadomą pielęgnację nie rezygnując jednak przy tym ze stylizacji na jaką mam ochotę.
DZIĘKUJĘ Halierowi za szansę, jaką od nich otrzymałam, dodam tylko jeszcze, iż fakt, że produkty otrzymałam do testów nie wpłynął w żaden sposób na moją ocenę. O nawiązaniu współpracy z Halierem możecie przeczytać TUTAJ, link przekieruje Was do posta, w którym opisałam pokrótce markę, a także zestaw który otrzymałam do testów.
Zacznijmy od suplementu diety (Ideal hair nourishment with collagen amino complex- suplement diety zdrowe włosy od wewnątrz z formułą kolagen i aminokompleksem), który okazał się produktem poprawiającym kondycję nie tylko moich włosów ale także skóry i paznokci. kapsułki dodatkowo wzmocniły moją odporność w okresie wiosenno-zimowym. Walcząc o piękno swoich włosów czy cery zawsze wyznaję zasadę, że działać należy kompleksowo, dlatego też sięgam po zestawy, w skład których wchodzą również tabletki. Dbać o siebie należy także od wewnątrz, a dostarczenie organizmowi niezbędnych minerałów i witamin to już połowa sukcesu. 
Producent zapewnia nas, że zawarte w kapsułkach składniki uelastyczniają i wzmacniają strukturę włosa, powstrzymując ich łamliwość, rozdwajanie i wypadanie oraz wspomagają wzrost włosów. Czy zgadzam się z tymi słowami? Tak jak wspominałam, moja kuracja polegała na jednoczesnym zażywaniu tabletek, a także stosowaniu dwóch pozostałych produktów Fortesse. Mimo to uważam iż ograniczenie wypadania włosów, a także pojawienie się baby hair to zasługa Hairvity. Mała stercząca aureolka na skroniach pojawiła się bardzo szybko, cieszę się, dlatego że zależało mi na zagęszczeniu swojego boba. Myślę, że za kilka miesięcy będzie widać znaczną różnicę w objętości mojej fryzury. Skład suplementu diety bardzo mnie zaciekawił, spodziewałam się standardowego kompleksu witamin- biotyny, żelaza czy niacyny. A tu proszę! Poza tą trójcą w jednej kapsułce znajdziemy także witaminę B12, witaminę D, kwas foliowy, witaminę A, tiaminę, ryboflawinę, witaminę B6, kwas pantotenowy, witaminę C, ekstrakt ze skrzypu polnego, metylosulfonylometan, a także (ku mojemu zaskoczeniu) formułę kolagen+amino: kolagen, l-cysteinę, l-leucynę, l-walinę, l-lizynę, l-metioninę. 
Pewnie tak jak i ja zastanawiacie się czym jest metylosulfonylometan? Jest to organiczny związek siarki o wszechstronnym zastosowaniu. Z sieci dowiedziałam się, że składnik ten m.in. uczestniczy w syntezie kolagenu i keratyny, które to są  niezbędne do budowy skóry, włosów i paznokci. Metylosulfonylometan neutralizuje wolne rodniki oraz przyspiesza eliminację toksyn i alergenów z organizmu. Kompleks aminokwasów pojawia się w suplemencie nieprzypadkowo, bowiem poszczególne znajdujące się w kapsułce mają szereg zastosowań. L-cysteina na przykład wykazuje tak jak i wyżej wspomniany metylosulfonylometan właściwości oczyszczające i detoksykujące nasz organizm z toksycznych związków, likwiduje stany zapalne skóry oraz przyczynia się do odżywiania cebulek włosowych, l-leucyna przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej, a l-lizyna zwalcza opryszczkę i poprawia kondycję cery. Dodatkowo każdy aminokwas działa jak naturalne paliwo dodając energii i siły. 
Zalecana porcja dzienna to dwie kapsułki po posiłku. Ja przyjmowałam jedną rano- po śniadaniu, drugą wieczorem- po kolacji. Tabletki są duże, mimo to dobrze się je połyka, ze względu na dość śliską powłokę. Zapach pozostawia wiele do życzenia, ale czego nie robi się w trosce o swój wygląd? W pierwszych dniach kuracji odczuwałam delikatne bóle brzucha, które ustały po około tygodnia. Ten dyskomfort nie był jednak na tyle uciążliwy, abym musiała zrezygnować z kuracji i zaprzestać stosowania suplementacji. Opakowanie nutrikosmetyku zawiera 60 kapsułek. 

INCI: metylosulfonylometan; żelatyna wołowa; kolagen; L-cysteina; glukonian żelaza (II); substancja wypełniająca: maltodekstryna; kwas L-askorbinowy; substancja przeciwzbrylająca: sole magnezowe kwasów tłuszczowych; substancja wypełniająca: celuloza mikrokrystaliczna; ekstrakt ze skrzypu polnego (Equisetum arvense L.) DER 8-10:1 zawartość kwasu krzemowego: 19%; L-leucyna; L-walina; substancja przeciwzbrylająca: dwutlenek krzemu; L-lizyna; amid kwasu nikotynowego; D-pantotenian wapnia; L-metionina; octan retinylu; cyjanokobalamina; barwnik: dwutlenek tytanu; cholekalcyferol; chlorowodorek pirydoksyny; chlorowodorek tiaminy; ryboflawina; kwas pteroilomonoglutaminowy; barwnik: czerń brylatowa; D-biotyna; barwnik: błękit patentowy; barwnik azorubina
Drugim testowanym przeze mnie produktem jest szampon Fortesse (Shampoo stimulating hair growth advanced hair booster formula- szampon przyspieszający wzrost  włosów i zapobiegający ich wypadaniu z formułą Advanced Hair Booster), którego również bardzo miło mi się używa. Pachnie bardzo delikatnie- troszkę jak perfumy Flower od Kenzo, aczkolwiek to tylko moje spostrzeżenie, inni tego nie czują :). Szampon dobrze się pieni, jest gęsty i moim zdaniem wydajmy, pomimo iż włoski należy umyć nim dwukrotnie. Ja robię tak zawsze - dla lepszego oczyszczenia i uczucia świeżości. Produkt sprawia, że włoski stają się miękkie i nie plączą się nawet wtedy, kiedy nie mam czasu zastosować odżywki czy maski z silikonami. Butelka o pojemności 250 ml wygląda na bardzo ekskluzywną- tak jak i z resztą jej młodsza siostra - odżywka. Skład szamponu prezentuje się bardzo dobrze dlatego, że nie zawiera detergentów takich jak SLSy i SLESy. Co obiecuje producent tym razem?  Szampon przyspiesza wzrost włosów i zapobiega ich wypadaniu. Dokładnie myje i znacznie wzmacnia włosy, zapobiegając rozdwajaniu się końcówek. Unikalna formuła Advanced Hair Booster™ odżywia cebulki, poprawia elastyczność włosów oraz znakomicie regeneruje skórę głowy. Włosy są wygładzone, pełne blasku i podatne na układanie. Co ja o tym myślę? Tak jak już wspominałam- oczyszcza, nie podrażnia skóry głowy (przebadany dermatologicznie), zapobiega rozdwajaniu co jest moim zdaniem zasługą silikonu w składzie, który pozostawia na włosie niewidzialną osłonkę. Wygładza włoski i nadaje im ładną gładką strukturę. 

INCI: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Acrylates Copolymer, Glycerin, Silicone Quaternium-16, Olive Oil PEG-8 Esters, Panthenol, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Equisetum Arvense Leaf Extract, Sereno Serrulata Fruit Extract, Parfum, Mica, Niacinamide, Undeceth-11, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Butyloctanol, Undeceth-5, Biotin, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, CI 77891.
Trzecim i ostatnim produktem testowanym przeze mnie w ramach współpracy jest odżywka Fortesse (Conditioner boosting hair growth hair vitality complex formula- odżywka przyspieszająca wzrost  włosów i zapobiegający ich wypadaniu z formułą Hair Vitality Complex). Najbardziej przypadła mi do gustu ze wszystkim otrzymanych produktów  i z pewnością zaopatrzę się w kolejną buteleczkę w najbliższym czasie. Produkt nieziemsko zmiękcza i nawilża moje włosy, uelastycznia je i nadaje blasku. Kiedy zanurzam włosy w wodzie, aby zmyć z nich odżywkę - stają się takie mięciutkie i delikatne - uwielbiam ten efekt. Buteleczka taka sama jak ta, w której zamknięty jest szampon. Pojemność niestety nieco mniejsza bo 150 ml. Produkt wydajny, kilka aplikacji na dłoń wystarczy, ale równomiernie pokryć całe włosy. Producent zapewnia nas, że odżywka pielęgnuje skórę głowy, nie obciążając włosów, dlatego możesz nanosić ją bezpośrednio na skórę głowy i ja się z nim zgadzam. Po zastosowaniu produktu włosy nie elektryzują się ani nie przetłuszczają szybciej niż po zastosowaniu innych kosmetyków do ich pielęgnacji. Są podatne na stylizacje i ładnie się układają. Nie puszą się, pomimo lekkiej formuły produkt dobrze dociąża moje włosy, sprawiając, że stają się one lejące i gładkie. 

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Propylene Glycol, Dimethicone, Ricinus Communis Seed Oil, Olive Oil PEG-8 Esters, Panthenol, Glycerin, Phenoxyethanol, Silicone Quaternium-16, Equisetum Arvense Leaf Extract, Sereno Serrulata Fruit Extract, Parfum, Niacinamide, Helianthus Annuus Seed Oil, Undeceth-11, Ethylhexylglycerin, Butyloctanol, Disodium EDTA, Undeceth-5, Biotin, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool.
Jestem bardzo ciekawa czy znałyście wcześniej produkty marki Halier - nutrikosmetyk Hairvity oraz odżywkę i szampon Fortesse?
Zamierzacie w przyszłości skusić się kosmetyki tej firmy? 
Zapraszam Was na stronę HALIER, a także zachęcam do aktywności w komentarzach.
Jeśli Jesteście ciekawe co inni myślą o produktach marki Halier zapraszam również TUTAJ
Czytaj dalej »

sobota, 15 kwietnia 2017

Dr Konopka's po raz drugi! Balancing Face Toner | Balansujący toner do twarzy.

O naturalnych, wegańskich kosmetykach firmy Doktor Konopka Little Herbal Company pisałam już jakiś czas temu w TYM poście. Moja recenzja bardzo przypadła Wam do gustu, dlatego też postanowiłam przetestować kolejny produkt tej marki. Wybór padł na balansujący toner do twarzy przeznaczony do każdego typu cery (produkt zalecany do cery normalnej i tłustej, ale z opisu producenta wyczytałam, że jest on także idealny dla wrażliwców i posiadaczy cery tłustej). Czy jestem z niego zadowolona?
Tak, tak, tak. Produkt zakupiłam w internetowej drogerii BIOIKA, w której zamawiam większość naturalnych produktów- kosmetyki na stronie są naprawdę tanie, a transakcja przebiega bardzo pomyślnie i nie jest to żadna reklama. Po prostu lubię tą drogerię, dlatego że można spotkać tutaj naprawdę niezłe perełki i mnóstwo promocji. Toner kosztował mnie niecałe 14 złotych za 200 ml plastikową, przyciemnioną buteleczkę, w której pod światło możemy zobaczyć zużycie kosmetyku.
Producent zapewnia nas, że kosmetyk nawilża i łagodzi podrażnienia pozostawiając skórę czystą, świeżą i zdrową, działa delikatnie antyseptycznie i łagodząco, koi podrażnienia także po nadmiernym, intensywnym opalaniu, jest idealnym środkiem tonizującym. Doskonale odżywia i odświeża skórę, poprawiając jej ukrwienie i zaróżowienie naskórka, zapobiega pojawianiu się podrażnień i stanów zapalnych. Dużo prawda? Nie uważam jednak, że producenta poniosła fantazja i że wypisał on wszystkie cechy produktu idealnego. Ten toner jest naprawdę rewelacyjny i chociaż stosuję go stosunkowo krótko, jestem z niego bardzo zadowolona. Znalazłam w nim wiele zastosowań. Służy mi jako produkt do demakijażu gdyż delikatnie się pieni, nie podrażnia skóry wokół oczu oraz dobrze zmywa makijaż. Odświeża moją skórę w ciągu dnia, kiedy nie muszę stosować podkładu. uspokaja moją cerę po peelingu mechanicznym. Odżywia i łagodzi ewentualne podrażnienia. Przyspiesza gojenie się wyprysków. Matuje, ale i nie wysusza, a wręcz przeciwnie- delikatnie nawilża, sprawiając, że skóra na policzkach i nosie nie jest ściągnięta.
Balansujący toner ma rewelacyjny skład, gdzie 98,9 % stanowią składniki pochodzące z organicznych, kontrolowanych upraw. Do jego produkcji nie zostały użyte żadne składniki pochodzenia zwierzęcego.

Skład INCI: Aqua, Melilotus  Albus Flower/Leaf/Stem Extract, Secal Cereale Seed Extract, Amaranthus Spinosus Seed  Oil, Cedrus Atlan.ca Wood Oil, Linum Usita.ssimum Seed Oil, Ribes Nigrum Leaf Water, Chamomilla Recu.ta Flower Water, Anthemis Nobilis Flower Extract, Rubus Idaeus Fruit Extract, Rubus Idaeus Seed Oil, Camellia Oleifera Seed Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Rosa Canina Fruit Extract, Caprylyl/Capryl Wheat Bran/Straw Glycosides, Fusel Wheat Bran/Straw Glycosides, Polyglyceryl 5 Oleate, Sodium Cocoyl Glutamate, Glyceryl Caprylate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Dehydroace.c Acid, Lavandula Angus.folia Oil, Parfum, Citric Acid, Limonene, Linalool, Citral.
Podsumowując- produkt polecam z ręką na sercu i zachęcam Was do jego zakupu. To tani kosmetyk, który sprawdzi się rewelacyjnie do demakijażu jak i do odświeżenia w ciągu dnia. Ja mam cerę mieszaną, skłonną do podrażnień, ale odlałam część kosmetyku koleżance, która ma cerę suchą i również chwili sobie jego działanie. Nie podrażnia i nie uczula.
Jestem ciekawa czy miałyście z nim do czynienia i czy Wam również przypadł do gustu. Zapraszam do aktywności w komentarzach.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia